Jak zamieszkałem w szafie i powoli z niej wychodziłem?

No więc weszliśmy do szafy (razem z żoną) i dosyć mocno przestraszeni w niej siedzieliśmy. Kilka dni ? Kilka tygodni? Szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam. Pierwsze dni nie były łatwe. Mnóstwo pytań. Na szczęście był już internet, więc najpierw poszukiwania stron z informacjami medycznymi. Przecież przez całe moje życie wmawiano mi, że homoseksualizm to choroba. Pamiętam nawet „poważne”  książki wydawane w latach 70-tych i 80-tych, gdzie umieszczano ten temat w działach „inne zboczenia seksualne”. Ale przecież wiem, że moje dziecko nie jest chore, nie jest „zboczeńcem”! Niestety wciąż w necie sporo jest stron, które podtrzymują te „mądrości”. I rozmowy z Michałem. Co czuje, co myśli, czego się obawia. Najpierw jak najwięcej słuchania, potem powolne przetrawianie tego w głowie. I znowu rozmowy. Powrót do netu. Na szczęście były już organizacje typu KPH czy Lambda, które sporo rzetelnej wiedzy przekazują. I ważna informacja, że homoseksualizmu się nie leczy, nie prostuje, nie nawraca. Tak jak nie leczysz koloru oczu albo zamiłowania do pierogów.

Na szczęście dosyć szybko zdecydowaliśmy się na rozmowy z rodziną. Co do najbliższych byliśmy pewni, że nie będzie wykluczania nas. Nie wiedzieliśmy jak zareaguje dalsza rodzina, te wszystkie ciotki, kuzyni itd. Na szczęście też nie było problemu. Oczywiście niektórzy nawet nie mrugnęli okiem, bo dla nich nie ma znaczenia jaką ktoś ma orientację, ale inni musieli to głębiej przerobić i zadawali dziwne pytania. Ale generalnie Michał dostał i dostaje mnóstwo wsparcia. Z dzisiejszej perspektywy cieszę się, że szybko wyoutowaliśmy się przed najbliższy otoczeniem. To jest cholernie ważne , żeby nie ukrywać się z tą informacją. Ukrywać można jakieś winy albo niecne uczynki, ale skoro my akceptujemy w pełni nasze dziecko, to niech ktoś z rodziny spróbuje mieć coś przeciw. Wyleci z hukiem spod naszego dachu.

Tak – to jest bardzo ważne, żeby w najbliższym otoczeniu nic nie ukrywać. Nie każdy ma ten luksus, niestety żyjemy w Polsce. Ważne jest to, żebyś sam sobie wszystko poukładał w głowie.  Nam dużo dały rozmowy z przyjaciółmi. Mamy takich kilkoro z bardzo otwartymi głowami. Bardzo im wszystkim dziękuję za słuchanie i akceptację. To jest bardzo ważne i budujące, jeśli nie zostajesz odrzucony przez najbliższych. A z dalszą rodziną i znajomymi? Tu było trochę obaw, bo nie znasz tych ludzi dokładnie i nie wiesz, czy nie trafisz na jakiś zakuty łeb. Ale zauważyłem, że trzeba być podczas takiej rozmowy w dobrej formie, pewnym siebie, zadbać, żeby chwila sprzyjała. I tu też dobre wspomnienia, bo nikt nie potępił nas, żadnej agresji. Ważne, żeby nic nie ukrywać, przecież rozmawiamy o dziecku, które Ci ludzie znają od wielu lat. Wiedzą kim jest. I cały czas mówić z podniesioną głową, być pewnym swoich słów, cały czas mówić o wspieraniu syna.

Zauważyłem, że w publicznych wystąpieniach często zdarza się potępianie „tych homoseksualistów”. Ale czy na takim samym forum spotkaliście się z potępieniem konkretnego geja lub lesbijki? Raczej nie. Bo łatwo potępiać jakąś bliżej nieokreśloną grupę. Ale jak już kogoś znasz, to reagujesz inaczej.

Więc pomimo tego, że często jestem świadkiem homofobicznej mowy w tzw. publicznych dyskusjach, to mnie jako ojca geja nic takiego nie spotkało. Mieszkam w małej miejscowości. Wyoutowaliśmy się tylko przed najbliższymi, bo jakoś nie wyobrażam sobie, żebym po ulicach chodził w koszulce z napisem „mój syn jest gejem”. Dzisiaj minęło już kilka lat i wszyscy znajomi, z którymi często się kontaktujemy wiedzą o orientacji Michała. Nie mieliśmy z tego powodu żadnych przykrości, ale co ważne, to chyba przekazaliśmy kilku osobom spory pierwiastek tolerancji, bo zauważyłem, że „przed” zdarzały się niektórym osobom homofobiczne teksty, ale po naszym wyoutowaniu już nie.

Reklamy

Spotkałem radosnych chrześcijan

Kilka dni temu spotkała mnie miła niespodzianka. Wziąłem udział w spotkaniu  zorganizowanym w Olsztynie przez młodych ludzi  z katolickiego środowiska „Wiara i Tęcza”. Od kilku lat nie jestem osoba praktykującą, więc z pewną rezerwą przekroczyłem próg klimatycznego klubu nieopodal 600-letniej katedry. Słyszałem wiele dobrego o środowisku „Wiary i tęczy”, poznałem kilku jej reprezentantów, ale ciekawy byłem co słychać wśród jej sympatyków na Warmii i Mazurach.

Spotkanie zorganizował Marek, który stara się aktywnie włączyć w działania WiT-u i pobudzić do pewnej aktywności „mniejszość w mniejszości” , bo tak sami siebie określają członkowie i sympatycy „Wiary i Tęczy”. Czemu tak? Wiele osób homoseksualnych z ogromną rezerwą podchodzi do instytucji polskiego Kościoła. Trudno  u nas spotkać osoby LGBT, które spodziewają się pomocy, wsparcia czy chociażby zrozumienia wśród najstarszej organizacji świata, która na sztandarach wypisane ma miłosierdzie i miłość bliźniego.  Zamiast miłosierdzia spotyka ich pogarda, zamiast miłości – odrzucenie, zamiast wsparcia – społeczny ostracyzm. W najlepszym przypadku od duchownych otrzymują propozycję ukrywania się lub tzw. ”leczenia”. Nie dziwi więc fakt, że trudno w Polsce spotkać geja lub lesbijkę, akceptujących swoją homoseksualność  i pozostających w katolickiej wspólnocie. Jeśli już tacy się spotkają , to w środowiskach LGBT stanowią mniejszość i  liczebny margines. Dlatego też niezmiernie ciekawy byłem kto przyjdzie na spotkanie.

Tłumów na pierwszym spotkaniu nie było, ale było ciepło, przyjaźnie i miło. Spotkali  się  otwarci ludzie, znajdujący radość w wierze i we wspólnocie, osoby homo- i heteroseksualne, rodziny i przyjaciele. Moje postrzeganie polskich katolików, z pewnością spaczone przez obraz radiomaryjnych szwadronów, panów Oko i Terlikowskiego i temu podobne klimaty, dalekie jest od radości, afirmacji i miłości bliźniego. Tymczasem widziałem w Olsztynie radosnych chrześcijan, którzy żyją w zgodzie z duchem ewangelii. Stanął mi przed oczami obraz spotkania pierwszych chrześcijan w katakumbach naszkicowany przez mistrza Sienkiewicza w „Quo Vadis”, gdzie ludzie, którzy na co dzień nie mogli otwarcie być sobą, dopiero w tajemnej wspólnocie cieszą się z tego w co wierzą i z przejęciem dyskutują o naukach Najwyższego.

Trzymam kciuki za braci i siostry z „Wiary i Tęczy”. Jeśli jeszcze kiedyś szczerze pomodlę się, to jedna z pierwszych moich modlitw będzie za to, aby geje i lesbijki byli otwarcie przyjmowani w największej europejskiej wspólnocie katolickiej. By nie musieli zasilać angielskich, kanadyjskich czy hiszpańskich wspólnot. By tu w Polsce mogli przyjmować sakramenty, by nie musieli ukrywać się pomiędzy swoimi hetero-braćmi w wierze i wstydzić się za homofobicznych „pasterzy”. Trzymam też kciuki za to, że katolicy z „Wiary i Tęczy” zmienią polski kościół. Nie stanie się to ani za tydzień, ani za rok, ale kiedyś na pewno się stanie…

Moje dziecko wychodzi z szafy

Jak się dowiedziałem, że Michał jest gejem? To było już kilka lat temu, ale pamiętam te chwile jakby to było tydzień temu. Dni poprzedzające coming-out Michała to jedno wielkie napięcie i utarczki słowne z synem. Dzisiaj wiem, że wtedy nosił się z myślą o ujawnieniu się już od jakiegoś czasu i stąd napięta atmosfera tamtych dni. Wiem jak bardzo to przeżywał i jak bardzo się tej chwili obawiał. A ja to wtedy interpretowałem, jako typowe objawy buntu młodzieńczego, burzę hormonów, nieszczęśliwe zakochanie czy coś podobnego.

Do pomocy wziął starszą siostrę, która dowiedziała się od niego o wszystkim kilka dni wcześniej. Jeszcze wcześniej dowiedziała się wąska grupka przyjaciół Michała, więc ja z żoną byliśmy w „trzeciej turze”. Zostaliśmy poproszeni o chwilę rozmowy i uwagi i wtedy usłyszeliśmy: „rodzice – jestem gejem”. Szczerze mówiąc, to trochę Michał mnie do tego przygotował, bo wcześniej wypuszczał kilka „próbnych balonów”, których my z żoną nie bardzo umieliśmy odczytać. Ze dwa razy w komputerze (wtedy mieliśmy jeden wspólny na całą rodzinę) natrafiłem na ślady homo-pornografii. Trochę mi to dało do myślenia, nawet spytałem Michała, czy to jego ślady aktywności, ale on się wyparł. Po kilkunastu dniach jednak wszystko wyjaśniło się.

Pierwsza myśl po ujawnieniu się? Cholera- będzie miał trudno w życiu. On i cała rodzina, bo nasze polskie otoczenie niespecjalnie kocha gejów. Będą głupie pytania, docinki, być może ukrywanie się itd.

Druga myśl?  „ O cholera – ale ulga”. Pewnie dziwisz się o jakiej uldze mówię? Otóż dzisiaj uważam, że pierwsze oznaki orientacji homoseksualnej  u Michała pojawiły się już we wczesnym dzieciństwie. Jakie oznaki? Brak było u niego chłopięcej łobuzerii, chęci męskiej  rywalizacji, czy chociażby minimalnego zainteresowania sportem. Ja tego kompletnie nie umiałem sobie wytłumaczyć. Podobno część chłopców, którzy rodzą się gejami, bawi się lalkami, przebywa z dziewczętami, czy przebiera się w damskie ciuchy. U Michała tego nie było! Ale brak było też tych „testosteronowych zachowań” i to mnie dziwiło. Nie biegał do upadłego z bandą chłopaków za piłką, nie włóczył się z nimi i  nie łaził po drzewach. Pamiętam, jak w okolicach 10-tych urodzin Michała przeprowadziliśmy się na nowe miejsce. W otoczeniu, na nowej ulicy, było kilku chłopców i tylko jedna dziewczynka. Michał kompletnie nie chciał bawić się z tymi chłopcami. Więcej – on ich unikał, pomimo, że nie przejawiali wobec niego żadnej agresji. Tego nie rozumiałem, szalenie mnie to martwiło, myślałem, że to może jakieś objawy choroby. Gdybyśmy żyli w normalnym, akceptującym i genderowym świecie, to prawdopodobnie wiedziałbym jak odczytać te wczesne oznaki. Może spotkałbym kogoś, kto wyjaśniłby mi, że chłopak niekoniecznie musi być wychowywany do życia z dziewczyną. Nie byłoby moich głupich tekstów i odzywek, którymi nieświadomie, ale jednak raniłem mojego syna. Gdybym mógł cofnąć czas, to dzień po tym jak zostałem ojcem, przeczytałbym np. „Tęczowy elementarz”. Jakże inaczej wyglądałoby dzieciństwo i lata nastoletnie Michała? Iluż ciosów by nie otrzymał od najbliższego otoczenia, które żyło sobie w błogiej nieświadomości, raniąc go nieświadomie i niezasłużenie?

I oto w dzień „wyjścia z szafy”  wszystko w sekundę stało się jasne! Mój syn jest zdrowy! Wszystkie wątpliwości i moje znaki zapytania wyjaśniły się! Oczywiście prawda nie była przyjęta z radością, bo przeważał strach o dziecko. Nie pamiętam już teraz jak wtedy zareagowałem i co powiedziałem. Ale pamiętam tą ulgę w głowie, że w końcu wszystko się wyjaśniło!

Co było potem? Oczywiście zamknął się pewien etap w życiu całej rodziny i rozpoczął się kolejny. To był chyba jeden z najważniejszych dni mojego życia, bo nic już nie jest takie samo. Wszystko jest tęczowe, bo dzień, w którym Twoje dziecko wychodzi z szafy, to dzień, w którym większość rodziców do tej szafy wchodzi. Ze mną było tak samo…

UWAGA! TO JEST PROCES !!!

Jak Rodzic Zielony zmienia się w Tęczowego?
● KAŻDY KIEDYŚ BYŁ ZIELONY
● Często, pierwsza spotkana w życiu osoba homoseksualna to własna córka albo własny syn.
● Nagle świat okazuje się nieprzyjazny i jest wyposażony w „ogromne szafy”, w których można pozostać na długo.
● Czy homoseksualność dziecka wstrząsnęła systemem wartości?
● Systemem wartości nie trzeba manipulować.
● Cierpliwości! Przychodzi wiedza i kolejny etap rozumienia.
● Zawsze, gdzieś spotkasz homofobki i homofonów – ich świat jest węższy, ciaśniejszy, więc trudno im zrozumieć.
● Ty już jesteś trochę tęczowy, a oni potrzebują czasu.
● Ucz się Rodzicu sam lub skorzystaj z pomocy.
● KAŻDY MOŻE BYĆ TĘCZOWYM RODZICEM, JEŚLI ZECHCE.

Krzysztof – na początek – dlaczego jestem na tym blogu?

Dzień dobry, witam wszystkich, którzy trafili na ten blog. Na początku krótko przedstawię się.

Mam na imię Krzysztof, jestem ojcem dwójki dzieci. Mój w miarę uporządkowany świat dosyć mocno się zmienił, gdy pewnego dnia nasz wówczas  16-letni syn powiedział, że jest gejem. To się mocno kłóciło z moim wyimaginowanym obrazem chłopca, którego wychowywałem w małomiasteczkowym i katolickim otoczeniu.

Skoro to czytasz, to prawdopodobnie jakiś czas temu też podobne słowa usłyszałeś/-aś od swojego dziecka. I co wtedy? Na początek prawdopodobnie mnóstwo pytań, a może nawet szok. Chyba nie ma sensu opisywać tego co czułem wtedy, bo Ty pewnie czułeś, a może i nadal czujesz  to samo.

Co czuję dzisiaj tzn. po ok. 6 latach od tego pamiętnego dnia? No cóż – mój świat bardzo mocno się zmienił. Jest bardziej kolorowy, ma więcej odczuć , smaków  i wrażeń niż dawniej. Dzisiaj jestem w pełni akceptującym i wspierającym Michała ojcem. Jak zawsze kochającym. Ale jestem też innym człowiekiem, bo Michał i osoby ze środowiska LGBT wiele mnie nauczyli. Ale może po kolei.

Ten blog nie jest dla mnie, ale dla tych którzy pewnego dnia odkryli/ dowiedzieli się/ usłyszeli , że jego dziecko jest gejem, lesbijką lub osobą transseksualną lub też ma inną nieheteroseksualną tożsamość. Jeżeli tu jakoś trafiłeś, to znaczy że prawdopodobnie chcesz znaleźć odpowiedzi na pytania. Jeżeli czytasz ten tekst dalej to prawdopodobnie w Twojej głowie jest niezły mętlik, Twój świat stanął na głowie i nie wiesz co się dzieje. Też to miałem. To jest całkowicie normalne uczucie. Ale jeśli doszedłeś do tego miejsca, to znaczy że kochasz swoje dziecko, bo chcesz je zrozumieć. Mam nadzieję że będę mógł Tobie pomóc w odpowiedzi na te pytania. Oczywiście pytań jest mnóstwo , ale po kolei. Jeśli Twój problem jest bardzo palący, bo np. Twoje dziecko jest w depresji lub po próbie samobójczej to nie ma na co czekać. Pisz do mnie maila: kkaps@poczta.onet.pl lub do mojej żony: juka890@gmail.com. Postaramy się jakoś pomóc.

Pamiętaj –nie ma głupich i wstydliwych pytań. Najważniejsze jest dobro Twojego dziecka, które ma problem ze zrozumieniem siebie. Twoje problemy mogą chwilę poczekać.

I jeszcze chwilę o tym dlaczego prowadzę ten blog? Kilka miesięcy temu moje życie stało na krawędzi przepaści. Mój ukochany syn był w depresji, żona na skraju załamania nerwowego, a rodzina na skraju rozpadu. Wyłem z rozpaczy i bezsilności. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy wtedy nam pomogli i dzisiaj jest już lepiej, ale wtedy obiecałem sobie, że muszę spłacić ten dług, który zaciągnąłem, poprzez pomaganie innym. Mam pewne przemyślenia na temat przyczyn tych kłopotów,  ale o tym później. Wierzę , że poprzez pomoc innym, pomogę też sobie i Michałowi. Tylko poprzez edukację, odkłamywanie wyobrażeń o gejach i lesbijkach można doprowadzić do takiej zmiany w społeczeństwie, dzięki której nasze dzieci i my nie będziemy bali się kochać i okazywać naszych uczuć.