Nie dziwię się, nie oburzam, staram się zrozumieć

Mój syn powiedział mi, że jest gejem przy kolacji wigilijnej, ale to będzie oddzielna historia.

Czego od tamtej pory mnie nauczył ?
Tolerancji w sensie dosłownym, przedtem tylko „byłam tolerancyjna”, bo przecież mnie to nie dotyczyło. Kiedy jednak zaczęło, pierwsze pytanie jakie sobie w duchu zadałam to dlaczego ja?, dlaczego mój syn?, niech sobie będą Ci geje i te lesbijki aby jak najdalej ode mnie. Kilka dobrych nocy przepłakałam. Nie będę babcią, nie będę teściową, mój jedynak, co on mi zrobił?, jak mógł ?
Do tej pory jest mi wstyd, że nie powiedziałam mu,że nie stanowi to dla mnie ŻADNEGO problemu, bo to, że go kocham
nie ulegało jakiejkolwiek wątpliwości.
Od tamtej pory minęło 5 lat, kocham moje dziecko niezmiennie i akceptuję. Jego orientacja nie jest dla mnie problemem, poznałam jego partnera, ba, nawet bardzo polubiłam, mam nadzieję, że z wzajemnością.
Teraz problemem dla mnie jest homofobia, brak wiedzy oraz obawa o bezpieczeństwo mojego dziecka.

To się zmieni, na pewno, ja w to wierzę.

Do poczytania

Reklamy

Kilka słów do osób LGBT

Pisząc wszystkie poprzednie posty, kierowałem je do rodziców, których dzieci są z grona LGBT. Ale pierwsze reakcje płyną nie od rodziców, ale właśnie od gejów i lesbijek. Opisujecie swoje trudne relacje w rodzinach i otoczeniu. W tych opowieściach jest wiele słów o murze, który oddziela Was od rodzin, o milczeniu, o mijaniu się w codziennym życiu, o braku wsparcia i akceptacji.

Nie mam zamiaru usprawiedliwiać czy bronić Twoich rodziców, ale spróbuj przyjąć ode mnie jedną radę. Ta rada to: „próbuj rozmawiać i tłumaczyć”. Jeśli teraz jest źle, to prawdopodobnie gorzej nie będzie. Jeśli Twoi rodzice dowiedzieli się o Twojej orientacji i nie potrafią jej zaakceptować, to jest wielce prawdopodobne, że nie mają podstawowej wiedzy. Nasze pokolenie było wychowywane w kompletnie innym świecie. Większość dzisiejszych osób pokolenia +45 samo słowo „seks” albo „seksualność” usłyszało dopiero w  wieku kilkunastu lat. Wówczas cała intymna sfera życia była głębokim tabu. Nie było internetu, czasopism poradnikowych, a nieliczne publikacje opierały się na wiedzy z lat 60-tych lub jeszcze wcześniejszych.  Ja też byłem tak wychowywany. Ponieważ żyliśmy w socjalistycznej biedzie, więc wmawiało się nam, że największą wartością jest rodzina. Władza nie mogła nam zapewnić podstawowych dóbr materialnych (kolejki w sklepach po papier toaletowy), więc wpajano nam, że tradycyjna rodzina, to droga do szczęścia. W prasie nie istniały takie słowa jak rozwód, seks, rodziny bezdzietne, przemoc rodzinna. Wszystko było idealizowane. Nie dziw się więc, że dla Twoich rodziców Twoja orientacja jest trudna do zaakceptowania.

Wiem, że wiele jest przypadków, gdy syn-gej, lub córka-lesbijka, są wyrzucani z domu po wyjściu na jaw orientacji. Na to nie znajduję żadnych słów wytłumaczenia…Jeśli jednak Twój ojciec lub matka „tylko” się na Ciebie zamyka, lub udaje, że nie wie o co chodzi, to chyba nie jest jeszcze tak źle. Spróbuj porozmawiać i trochę poedukować. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, to może warto podsunąć  broszurkę „My rodzice. Pytania i odpowiedzi rodziców lesbijek, gejów i osób homoseksualnych” (jest dostępna tutaj: http://www.kph.org.pl/publikacje/my-rodzice.pdf). Jeśli rodzice są wierzący to może pomóc publikacja: https://drive.google.com/viewerng/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4OjRjNzJjNWJjZjk4ODNhODg, albo inne porady ze strony: http://www.wiara-tecza.pl/dla-rodzicow. Pamiętaj, że ogromna większość rodziców kocha swoje dzieci, ale nie wszyscy wiedzą jak tą miłość okazać. Ten świat jest taki porąbany, że aby móc wykonywać jakieś czynności trzeba mieć skończone kursy i zdane egzaminy, ale niestety nie wymyślono sposobu przydzielania „prawa do bycia rodzicem”. Jeśli uważasz, że z rodzicami nie warto rozmawiać, to może spróbuj z babcią, wujkiem albo innym członkiem rodziny. Niektórzy z nas na starość robią się bardziej wyrozumiali. Po prostu nabyte doświadczenia powodują, że jesteśmy w stanie więcej zaakceptować.

Zostaliśmy zauważeni

Wczoraj na queer.pl. ukazała się notatka o naszym blogu.  Nie ukrywam, że miło  było czytać przychylny nam tekst. Ale nie to jest ważne. Ważne jest  to, że posypały się komentarze i maile. Wszystkie pozytywne, żadnego hejtu! Czytacie nas. Wczoraj grubo ponad 1000 osób odwiedziło bloga. To chyba niezły wynik?

Trochę ostatnio leniłem się  jako autor. Z jednej strony dużo zadań  w pracy, z drugiej chwila zwątpienia, czy to moje pisanie ma sens. Ale po kilku wczorajszych i dzisiejszych mailach i komentarzach okazuje się, że warto! Czytajcie, komentujcie i piszcie do nas. Po to jesteśmy. Przy okazji dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.

Wiem, że wiele z Was nie znajduje zrozumienia u najbliższych. No cóż, takie mamy popieprzone otoczenie. Ale wierzcie mi, to się zmienia. Powoli, nie tak szybko jak byśmy chcieli, ale to już widać. Mówi się, że kropla drąży skałę. Tych kropli jest wiele. Zobaczcie jak wielu z Was wychodzi z szafy. Wiem, że idealny stan to taki, w którym nikt nie wychodzi z szafy, bo nikt do niej wcześniej nie wszedł. Nikogo nie interesuje orientacja innych ludzi i każda orientacja jest traktowana jako „normalna”. Może znacie taką piosenkę, w której Krystyna Prońko śpiewa: „bądź jak kamień, stój, wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną. I polecą jak lawina, przez noc, przez noc”. Napisana była w innych czasach i mówiła o ludzkiej godności. Czasy się zmieniły, ale ludzie nadal chcą żyć w godności. Ja wierzę, że „lawina” już blisko…

Kocham inaczej

Jestem mamą trzech synów.  W konsekwencji tego, że źle wybrałam im tatę i musiałam się z nim rozstać – od lat jestem z nimi sama. To bardzo szczególny układ sił, w newralgicznych momentach naszego życia – pełen szczególnych napięć.

Pamiętam taką chwilę, kiedy najmłodszego Stasia próbowałam po raz pierwszy nakarmić w domu. Rozsiadłam się z nim w wielkim fotelu, opierając jego głowę na lewym ramieniu. Starsi synowie próbowali wtłoczyć się na oparcia fotela po dwóch stronach i przyglądali się, jak Staś próbuje jeść. Nie umiał tego robić, bo kilkanaście dni spędził w inkubatorze – i dopiero uczył się ssać. Taka czynność wymagała ode mnie całkowitej koncentracji na osesku – ale nie mogłam pogonić starszych dzieci, bo też długo ich nie widziałam i nic by z tego nie zrozumieli.  I nagle najstarszy – Kamil –powiedział: ” Wiesz mamo, on myśli, że ty jesteś tylko JEGO mamą”.  „Bo tak jest” – odpowiedziałam całkiem poważnie. „Kiedy  mama nosi dzidziusia w brzuchu, rośnie jej nowe serce i kiedy już urodzi dzidziusia – ma on u mamy serce, które należy tylko do niego. Ja mam cztery serca – trzy należą do Was, a czwarte jest moje własne”.

Ludzie wierzą w różne rzeczy, a ja wierzę ( nieskromnie), że jestem mamą o czterech sercach. Najczęściej brakowało mi sił(ale zęby mam zdrowe i umiem zaciskać), niewiele rzadziej –mimo dobrej pensji i dodatkowych prac – pieniędzy. Poza tym – jak wszyscy – mam inne własne ograniczenia; niektóre granice przesunęłam, inne są nie do ruszenia.  Starałam się, żeby – poza słodyczami na deser – nic nie było pod sznurek i po równo. Starałam się, aby każdy czuł, że ma moją uwagę, że jest dla mnie ważny, żeby czuł się w pełni akceptowany i kochany.

Może inne mamy potrafią kochać mocniej i piękniej, może lepiej niż ja to okazują. Nie, nie kocham moich synów tak samo. Każdy z nich jest zupełnie inny – jakżebym mogła kochać ich tak samo?

Każdego kocham inaczej. I choć już dziś wiem, że moi synowie mogą zauważać, czuć, rozumieć i myśleć o tym całkowicie inaczej niż ja – postanowiłam się tego trzymać. Bo choć każdego kocham inaczej – to przecież każdy ma moje serce na wyłączność.

Tak mam i miałam na długo przed tym, zanim dowiedziałam się, że dwaj młodsi synowie są gejami.

MANIFA

MANIFA
Emancypacja jest zadaniem trudnym. Byłam na Manifie w Łodzi. Z koleżanką z AZR-u. Byłam na bardzo skromnej Manifie. Cieszę się, że byłam, bo żyłam w przekonaniu, że jacyś inni/inne zrobią „coś” za mnie lub „ma się zrobić”. Spotkaliśmy się pod pomnikiem Leona Schillera, którego charakterystyczna pochylona postać robi wrażenie, jakby nas uważnie słuchał. Był przecież człowiekiem teatru, człowiekiem słowa. Czy inni ludzie, po drodze słuchali nas równie uważnie? nie wiem. Moje najsilniejsze wrażenie to zdumione męskie twarze. Szłyśmy/ szliśmy główną ulicą miasta, przewodził nam wóz policyjny, a za nim szły jako pierwsze aktywistki z transparentem, w kapeluszach z początku XX wieku. Zdumione twarze przyglądały się manifestującym kobietom i mężczyznom, ale zdumienie dotyczyło tylko kobiet. Na trasie przemarszu twarzy było sporo. Część była zdumiona życzliwie, część po prostu, a sadzę, że pozostali byli zdumieni faktem, jak porządna kobieta w porze obiadowej, w wolny dzień od pracy nie podaje pokarmu domownikom. I dalej sądzę, że wnioski mogły być wielorakie. Kobieta nie podaje, bo nie ma komu, bo chodzi na Manify. Nie podaje, bo jest stara, bo jest zbyt młoda, bo za głośno krzyczy, bo nie rozumie, jakie są wobec niej oczekiwania. Jednym słowem sto osób na Piotrkowskiej, to jakieś nieporozumienie. Na początku pojawili się politycy o lewicowym obliczu, wspierając nas słowem i wzrokiem. Ich obecność nie zmieniła charakteru imprezy, nadal byliśmy niszową grupką, wykrzykującą zbyt wysokimi głosami niepopularne hasła i słowa powszechnie uznane za wulgarne. Zdumione męskie twarze towarzyszyły naszym okrzykom. Niech gender będzie z Wami!
Dorlle