Wiara i nadzieja

Wczoraj w siedzibie Lambdy uczestniczyłam w spotkaniu z brytyjskim działaczem katolickim i aktywistą LGBT Martinem Pendergastem ( zachęcem do zapoznania się z info nt. samego Gościa  http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4Ojg2OTVjOTVhZWU3Y2VkYQ i organizacji katolików LGBT w diecezji Westminster http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4OmM4MTAxMDI1MTRlOTg2 ), które poprowadził Patryk Chilewicz, zastępca redaktora naczelnego magazynu „PRIDE”.

Gość opowiedział o historii zmian na korzyść osób LGBT w UK. W latach 1954-1957 miały miejsce zmiany prawne prowadzące do dekryminalizacji homoseksualnych mężczyzn ( jak twierdziła królowa Wiktoria – takie okropności nie mogłyby przecież dotyczyć kobiet). Dekryminalizacja postulowana była przez hierarchów największych kościołów – anglikańskiego i rzymsko-katolickiego.

Przez kolejne lata wprowadzane były zmiany prawne dotyczące dopuszczalnego wieku, w którym prawnie dozwolone są kontakty seksualne.

Wielka Brytania mimo iż należała do twórców Karty Praw Człowieka, jako państwo podpisała ją i przyjęła do brytyjskiego prawa dopiero w roku 1998. Fakt ten wzbudził sprzeciw u mniejszości religijnych, które próbowały wymóc na parlamencie ustawy mówiące, że ich nie dotyczą pojedyncze artykuły z Karty – ale Parlament się nie zgodził. W pierwszej dekadzie nowego millennium prawo brytyjskie zmieniło się w kwestii możliwości rejestracji związków partnerskich, a potem zawierania małżeństw jednopłciowych. Gdy małżeństwa były już możliwe, rząd chciał zlikwidować związki partnerskie proponując, aby osoby będące w związkach niejako automatycznie nabywały prawa małżeńskie ( wystarczy ich deklaracja), ale między innymi Kościół Katolicki (2014) był przeciwny takim zmianom twierdząc, że lepszy taki związek niż żaden, a wiele osób i tak nie chce małżeństwa uważając, że jest to patriarchalny przeżytek.

Na pytanie Prowadzącego o to, jak w UK wygląda sprawa działań poszczególnych księży względem osób LGBT, w tym działań homofobicznych, Gość odpowiedział, że już w 1979 roku został wystosowany list biskupów do wszystkich księży w sprawie posługi względem osób LGBT i ich rodzin i większość się do niego stosuje. Ogólnie większość księży w Anglii, Walii i Szkocji, a najmniej w Irlandii – jest za postępowym prawem.

W 2000 roku Watykan wystosował list do biskupów świata, aby sprzeciwiali się związkom jednopłciowym.

Gość zapytany, jak radzi nam postępować z homofobicznymi zachowaniami kapłanów, odpowiedział, że nie przyjechał tu po to, aby dawać komukolwiek rady, jedynie dzielić się swym doświadczeniem. Jednocześnie wspomniał o uczestnictwie w spotkaniu z abp. metropolitą warszawskim K. Nyczem i innymi dwoma hierarchami KK w Polsce i o tym, jak robiły im się duuuże oczy, gdy usłyszeli, że TAKIE RZECZY dzieją się  w Kościele Katolickim na świecie ws. osób LGBT – bo o tym najwyraźniej nie wiedzieli.

Gość zauważył, że trzeba szukać sprzymierzeńców, że często można ich znaleźć tam, gdzie się ich w ogóle nie spodziewamy i że z pewnością są tacy w Kościele w Polsce – i jest to m. in. zadanie dla rodziców.

W ostatnich latach księża w UK napisali list otwarty nawołujący do powrotu do „tradycji”. List ten podpisało 460 z 6000 duszpasterzy brytyjskich.

Gość został również zapytany, czy uważa, że zmiany ws. osób LGBT, o których mowa za Papieża Franciszka, są jedynie wizerunkowo – PR-owe.  Gość zamilkł, uśmiechnął się i odpowiedział, że dobrze zna KK w Ameryce Łacińskiej, skąd pochodzi obecny Papież. Ponadto jest on jezuitą. Zdarzały się w przeszłości zmiany wprowadzane przez jednego papieża, które następca mógł szybko cofnąć. Jednakże jezuici są arcymistrzami strategii długofalowej i zmiany, jakie szykuje Papież Franciszek, są z pewnością takiej natury. Ostatnio Papież przyjął transpłciowego mężczyznę z jego narzeczoną, którzy zostali wykluczeni ze swojej lokalnej wspólnoty katolickiej.

Gość odpowiadał również na pytania dotyczące jego wcześniejszej działalności na rzecz osób z AIDS (rozpoczętej jeszcze w latach 70-tych, gdy nie było żadnych leków), a także współcześnie. Powiedział m. in., że w UK obecnie do grup szczególnego ryzyka należą młodzi geje, którzy uważają, że jak współżyją z młodymi ( poniżej 30tki), to nie mogą się przecież zarazić.

Sprawa edukacji seksualnej w szkołach nadal nie wygląda różowo. (GB przoduje w liczbie nieletnich ciężarnych). Obecnie dwie partie ( laburzyści i liberałowie) mają uchwalenie stosownej ustawy wprowadzającej obowiązkową edukację seksualną w szkołach w swoich priorytetach przedwyborczych.

Pan Martin Pendergast przygotowuje materiały dotyczące dekryminalizacji homoseksualizmu w świecie, w szczególności w krajach katolickich, jak również materiały dotyczące związków jednopłciowych i kwestii rodziny na zbliżającą się sesję Synodu Biskupów w Rzymie w październiku 2015.

Muszę przyznać, że spotkanie bardzo mnie podbudowało. Zauważę, że w Polsce wpływy KK są znacznie większe niż gdziekolwiek i wpłyniecie na Kościół może przynieść więcej pożytku i  szybciej spowodować zmiany w nastawieniu społeczeństwa niż wpływanie na media (tj. niewykształconych sensatów prowadzących audycje w mediach).

Reklamy

Głos Kuby – o mediach….

Tym razem na naszym blogu zagości nowy autor. Kubę poznałem kilka miesięcy temu, mieliśmy okazję spotkać się kilka razy. Podczas jednego z tych spotkań rozmawialiśmy o mediach i zmianach w postrzeganiu środowiska LGBT. Poniżej w całości tekst Kuby.

Wszyscy zgodzimy się, że współcześnie na kształtowanie opinii o otaczającym nas świecie największy wpływ mają wszechobecne media. Rodzina, przyjaciele, szkoła, wspólnota religijna to środowiska, których rola w tworzeniu światopoglądu także jest istotna, jednak w związku z przemianami cywilizacyjnymi maleje. Pragnę zastanowić się, jaki obraz środowisk LGBT wyłania się z analizy ostatnich relacji w środkach masowego przekazu (głównie wydania internetowe prasy). Zaznaczam, że nie sięgam do artykułów naukowych, ani typowej prasy kolorowej, nastawionej na tanią sensację, a opiniotwórczych dzienników i tygodników. Nie jest moim celem analiza poszczególnych artykułów, a jedynie wyrażenie ogólnej refleksji wyłaniającej się po lekturze kilkunastu tekstów.

Na początku należy zaznaczyć, że wszelkie przekazy dotyczące LGBT są na ogół jałowe, nieoparte na badaniach, teoriach potwierdzonych naukowo, a odnoszą się do powszechnych schematycznych twierdzeń oraz opinii. Dotyczy to zarówno prasy katolickiej, artykułów w „neutralnych” pismach oraz kojarzonych z lewą stroną sceny politycznej. Redaktorzy przerzucają się od lat powielanymi stereotypami, używają sloganów (np. „homoseksualizm jako polityczna nadbudowa”, „agresywne lobby homoseksualne”) nie tłumacząc, co mają na myśli.

Wśród tematów można zauważyć kilka dominujących. Nie tak dawne dyskusje o istocie „genderyzmu” (pojęcie to odmieniano przez wszystkie przypadki i formy), które pokazały ignorancję i zwykłe nieuctwo wielu wypowiadających się na ten temat, skąd inąd szanowanych osób, nieco przycichły. „Na topie” wciąż pozostaje osoba nowego prezydenta Słupska – Roberta Biedronia (jego wybór wciąż komentowany na świecie pokazuje, jak bardzo pokutuje homofoniczny obraz polskiego społeczeństwa), powraca temat warszawskiej tęczy jako części kulturowej walki o prawa homoseksualistów (to jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce kulturowych symboli ostatnich lat).

Inne artykuły poświęcone są „rodzimemu piekiełku”, czyli wypowiedziom polityków i hierarchów kościelnych (ks. Oko, arcybp. Pieronek) na temat środowisk LGBT. Co ważne, najczęściej pojawia się słowo „homoseksualizm”, pod którym osoby wypowiadające się kryją wszelkie formy odmienności od heteroseksualnego wzorca i podziału na męską i żeńską seksualność. Ciekawe, że wiele mówi się też o zmianach prawnej sytuacji  gejów i lesbijek na świecie. Są to zarówno teksty akceptujące kierunek liberalnych zmian, jak i bijące na alarm artykuły o „antykulturowej i antynaturalnej fali”, która zaleje wkrótce Polskę.

Nic dziwnego, że spłycony przez media obraz ludzi LGBT i ich prawdziwych problemów powoduje, że społeczeństwo polskie traktuje te kwestie stereotypowo. Powszechne jest przekonanie, że homoseksualizm wynika ze swoistej mody kreowanej przez media (także w środowisku osób wykształconych). Jak pisze Błażej Warkocki, autor publikacji o przemianie podejścia do homoseksualizmu w polskiej kulturze na początku XXI wieku „samo straszne słowo »homoseksualizm« ze słowa tabu zamieniło się w gadżet telewizyjnych programów śniadaniowych”. Rozumiem, że brak naukowych dowodów na biologiczne źródła odmienności płciowej każe szukać ich w kulturze, jednak twierdzenia o modzie na bycie gejem czy lesbijką to bezmyślność. Myślę, że osoby, które wypowiadają takie zdanie nie zastanowiły się nad tym, z jakimi problemami spotykają się na co dzień osoby LGBT. I nie chodzi mi o tak silnie w mediach nagłośnioną walkę o prawa gejów i lesbijek (m. in. do związków partnerskich, informacji medycznej, dziedziczenia), ale o kwestie związane z akceptacją we własnym środowisku, powszechną tolerancją, prawem do „bycia sobą”.

W ostatnich lata stosunek do środowisk LGBT zmienił się w sposób istotny, i to na lepsze. Kropla drąży skałę i coraz więcej osób ma świadomość, że geje oraz lesbijki żyją wśród nich i nie są „odmieńcami”. Sprawiły to między innymi media, nawet te homofobiczne, które zażarcie odmawiają praw osobom o odmiennej orientacji płciowej. Istotniejsze jednak, według mnie jest to, że coraz więcej osób o „orientacji homo” wychodzi z ukrycia i zaczyna mówić o sobie w rodzinach, wśród przyjaciół i zaufanych kolegów. To najlepsza recepta na nietolerancję i niezrozumienie wciąż obecne w polskim społeczeństwie.

O odrębności…..

Może też powinnam się wytłumaczyć z tej „odrębności”, o której wspominam podczas rozmowy w „Pytaniu na śniadanie”.

Tak się złożyło w moim życiu, że przez 7 lat wychowywała mnie babcia ( katoliczka) poza domem rodzinnym, a potem – a było to już po rozwodzie moich rodziców, miałam 10 lat – zamieszkałam z mamą i bratem, a jeszcze później przeprowadziłam się z mamą ( brat rozpoczął studia i bywał gościem w domu) pod Warszawę, bo tu mieszkał nowy mąż mojej mamy ( znany z poprzedniego miejsca pobytu J ). W tym nowym miejscu to ojczym był moją ostoją, to do niego mogłabym zwrócić się z najgłupszym pytaniem, zawsze miał dla mnie czas i uwagę. Niestety zmarł na raka tuż przed moimi 18-tym urodzinami. Do dziś bardzo mi go brakuje.

Z mamą dogadałam się w wieku dojrzałym.

Po moim rozwodzie ze względu na synów próbowałam również nawiązać bliższą relację z moim ojcem ( dotąd utrzymywałam stosunki dyplomatyczne).  Zdążyłam przed jego śmiercią na tyle, na ile w ogóle było to możliwe. I na ile miałam na to wpływ – dbałam o relacje synów z rodziną ich ojca.

Dosyć wcześnie zdałam sobie sprawę, że moi biologiczni rodzice nigdy mnie tak naprawdę nie poznali… Miało to ogromne konsekwencje dla naszych późniejszych relacji. Przełknęłam wiele gorzkich piguł. Można by rzec, że moje doświadczenia jako dziecka były zaprzeczeniem stereotypów. Jako dorosła z całych sił próbowałam zrozumieć. Tak naprawdę spotkało mnie najlepsze, co mogło w tej sytuacji.

Kiedy sama miałam zostać mamą, bardzo się starałam dobrze do tego przygotować. Mówiąc „odrębność” mam na myśli przede wszystkim to, ze dziecko nie jest pączkiem ze mnie, nie jest mną w pigułce, nie musi mieć moich zdolności ani moich braków – choć dziedziczy przeze mnie, to niekoniecznie po mnie – ciągnę przecież cały łańcuch cech po praprzodkach – no i jest oczywiście linia po drugim rodzicu. Dopiero z połączenia powstaje zestaw, z którym wiele w życiu może się wydarzyć. Dziecko rodzi się z grubsza ćwierć wieku później, dla innej rzeczywistości, stanie wobec innych problemów – choć główne zasady są takie same. I wreszcie  – dziecko nie jest komórką w patriarchalnej tabelce „Stan posiadania”. Od początku jest odrębnym człowiekiem. I sposób jego traktowania zaowocuje w jego przyszłym życiu.

W połowie lat dziewięćdziesiątych wpadł mi w ręce tekst o dzieciach:

„Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.

Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.”

Pomyślałam, że to przecież są moje własne myśli, że tak właśnie uważam.  Autorem słów jest Khalil Gibran, a zapisał je w „Proroku” w latach 20-tych XX wieku. Ta książka jest alegoryczną opowieścią o proroku – rozbitku, który wraca za chwilę do domu, ale na odchodnym jeszcze raz opowiada swoim gospodarzom o tym, o co go pytają. Gibran napisał ją dla Amerykanów w podzięce za ciepłe przyjęcie. Był wykształconym w kulturze chrześcijańskiej, w Europie Libańczykiem, wnukiem maronickiego duchownego. Zachęcam do lektury. Ja niestety dawno wydałam ja z domu komuś, kto jej bardziej potrzebował – i już do mnie nie wróciła.

Refleksje po wizycie w TVP2

Pewnie nigdy nie jest tak, jak człowiek to sobie wyobrazi. Znany jest temat, ale nie są znane dokładne pytania. Formuła programu jest taka, że nie  można się wypowiadać długo.  I w ogóle jest mało czasu.

Ja miałam poczucie MISJI, wiedziałam, ze idę tam w NASZEJ SPRAWIE. Wątek osobisty, że zobaczą mnie jacyś znajomi, którzy dawno mnie nie widzieli, czy dalsza rodzina  – odłożyłam na bok. W końcu znacznie większy ciężar w tej kwestii spoczywał na Stasiu.

Tylko przez okamgnienie przemknęła mi przez głowę myśl, że my –  osoby „z reala” –  spotykamy się z mamą geja „z serialu”. Jednakże tuż obok siedziała całkiem realna aktorka.

Powiedziałam prawdę i byłam sobą. Staś też.

Żałuję, że odpowiadając na ostatnie pytanie – o wnuki – nie zareagowałam „ w tempo” i nie powiedziałam np., że chciałabym, aby przynajmniej prawnie było to możliwe.

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/19561314/moj-syn-jest-gejem-jak-spoleczenstwo-reaguje-na-os oby-homoseksualne

Odbiór pośród znajomych – w większości – pozytywny i bardzo pozytywny. Jedynie w jednym wypadku nasza wizyta została oceniona jako „niepotrzebna ostentacja” czy „parcie na szkło”.

I są jeszcze tacy, którzy się nie odezwali.

No cóż. To wolny kraj.

I jeszcze mam wrażenie, że niektórzy w klubie sportowym, gdzie ćwiczę, uśmiechają się do mnie szerzej.

Nie jesteśmy sami

Dzisiaj w TVP 2 w porannym paśmie telewizyjnym po raz kolejny zaproszono do studia mamę geja z synem. Pięknie opowiadali o swoim coming-oucie. Szkoda, że tak krótko… . Miło było popatrzeć, bo okazuje się, że rodzice dzieci LGBT zaczynają wychodzić z szafy! Brawo odważna rodzino!!! Kto chce zobaczyć, niech poszuka na stronach TVP …

Telewizja przygotowała się i zrobiła króciutki wstęp. Szkoda , że z okropnym błędem, bo ze dwa razy w materiale padło stwierdzenie, że „dziecko wybrało sobie orientację”. Ludzie, orientacji się nie wybiera, z tym się rodzimy! Jeśli jesteś heteroseksualny, to czy słyszałeś kiedyś pytanie: „ kiedy zdecydowałeś, że będziesz heteroseksualny”?

KIlimandżaro

Nastrój trochę poświąteczny, więc może dla odmiany dzisiaj luźniejszy temat. W święta, przypomniało mi się, że niedawno usłyszałem w radio reportaż, z którego dowiedziałem się, że grupa ok. 40 polskich parlamentarzystów zorganizowała wyprawę na Kilimandżaro. Na początku słuchania  audycji pomyślałem: „takim to dobrze, nie dość, że na co dzień żyją z naszych podatków i nie szanują tego, to dodatkowo  wymyślają sobie wyprawy na drugi koniec świata”. Ale reportaż trwał i w dalszej części usłyszałem banalne: „było ciężko”, „poznaliśmy się i bardziej zintegrowaliśmy”, „niesamowite przeżycie” i tym podobne ble-ble.

Po chwili z ust Pani Posłanki usłyszałem: „pojechaliśmy do Afryki,  żeby pomóc osobom chorym”. Po chwili Pan Senator dodał: „chcieliśmy zwrócić uwagę na działalność kilku stowarzyszeń i fundacji, które niosą pomoc chorym”. Pomyślałem sobie: „nieźle – każdy może dorobić sobie ideologię do swoich egzotycznych podróży”. Potem ble-ble płynęło z głośnika dalej i Ważne Panie i Panowie opowiadali, jaki to dobry uczynek zrobili podczas wędrówki na Kilimandżaro. Swoją drogą, to ciekawe co powiedziałaby moja żona, gdybym po nocnej wyprawie z kumplami na popijawę, rano na wielkim kacu i z bolącą głową tłumaczyłbym się: „Kochanie – to wszystko po to, aby poczuć więź z osobami cierpiącymi z powodu przewlekłej choroby”.

Dalsza część wypowiedzi trzymała się tonacji ble-ble i poświęcona była zwróceniu uwagi na potrzeby osób chorych: że cierpią, że opieka zdrowotna kuleje, że szpitale niedofinansowane, że profilaktyka zdrowotna słaba. Nic nowego nie dowiedziałem się z reportażu, nie wiem na jakie organizacje chcieli zwrócić uwagę Wybrańcy Narodu z ul.Wiejskiej. Ale zapamiętałem główne przesłanie: „jednoczymy się wokół pomagania osobom chorym”.

No dobrze, dosyć o ble-reportażu. Pewnie zadajesz sobie pytanie, co ja tu wypisuję o posłach wchodzących na Kilimandżaro? Otóż piszę dlatego, że zamarzyło mi się, aby usłyszeć o akcji parlamentarzystów, dzięki której chcą zwrócić uwagę na nietolerancję lub homofobię.

Mrzonka? No cóż – być może. Nasi Wybrańcy Narodu w swoich planach zmiany świata na lepszy, chyba nie za bardzo wiedzą, co się w narodzie dzieje. Niektórzy uważają, że istnienie gejów i lesbijek to chwilowa moda, inni co prawda głoszą, że akceptują, ale nie uważają za konieczne, aby wyrównać ich prawa. Nieliczni, którzy znają wagę problemu, są marginalizowani przez Większość. Czekam więc cierpliwie, aż grupa posłów wystąpi z jakąś medialną inicjatywą, w której wyraźnie opowie się przeciw homofobii.  Aby poprzeć postulaty środowisk LGBT, nie musi wcale  jechać na Kilimandżaro, wystarczy jakaś bliższa górka…