KILKA SŁÓW O SOJUSZACH

Większość definicji sojuszu odnosi się do wojny, a jeśli nie do wojny to do polityki, która wkrótce doprowadzi do wojny. Większość synonimów ma konotacje polityczne lub takie, które zupełnie nie łączą się z naszą ideą równości.

W języku, którym się posługujemy kryje się  wiele obaw. Używamy często takich słów i wyrażeń jak walka, jestem przeciw, łączymy siły – bo wydaje nam się, że pierwszym naszym zadaniem jest obrona. Tak myślimy. Obrona przed przemocą, jawną fizyczną przemocą, która w wielu znanych przypadkach doprowadziła do śmierci. Obrona przed chamstwem, obrona przed ośmieszeniem, w końcu obrona przed nieporadnością słów i zachowań.

Ideę sojuszu przejęliśmy od KPH i akcji „Ramię w ramię po równość”.  Zachwyceni postawą kolejnych osób, których wizerunki z różnych powodów są  powszechnie znane, zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie są ludzie, którzy nam sprzyjają?  Kim są ci ludzie?

Zanim odpowiem na to pytanie przywołam kolejność procesów, które następują po comig outcie. Po pierwsze przychodzi uświadomienie potrzeb przynależności do wspólnoty, oczekiwania pomocy od środowiska. Nasze wyznania, zwierzenia kierujemy do najbliższych ludzi. Kogo zaliczamy do tego kręgu zależy od nas, od naszych doświadczeń, także od woli naszych dzieci. Nie istnieje żaden klucz. To jest rodzina, przyjaciele, koledzy z pracy, sąsiedzi. Mówimy ludziom, którzy są blisko nas  i przy których czujemy się bezpiecznie. Nasz świat się wtedy poszerza, rośniemy w siłę. Potem przychodzi czas na okrzepnięcie i pojawia się działanie mechanizmu odwrotnego, to my uczymy sojuszników mówić, uczymy słownictwa. Pokazujemy umiejętność posługiwania się słowami problem, akceptacja, tolerancja. Uczulamy, że zdanie skierowane do pary mężczyzn „niech sobie mieszkają, byleby się nie obnosili” jest krzywdzące. Przecież nie zastanawiamy się czy silny mężczyzna, który wprowadza się piętro niżej  będzie bił swoją żonę, a z reguły bez zastrzeżeń tolerujemy i akceptujemy przemoc, bo nie chcemy łamać granic prywatności. Musimy głośno zapytać dlaczego miłego uśmiechniętego geja musimy tolerować lub akceptować a pobitą sąsiadkę lub chamskiego sąsiada po prostu mamy.

Uczymy pytać o nasze dzieci!!! Czy się realizują zawodowo, czy radzą sobie finansowo, czy kogoś mają? To są proste pytania, których bliscy często nie zadają, bo nie wiedzą w jaki sposób.

 

Nie jesteśmy wielkimi edukatorami, sami przeszliśmy różne drogi. Oni dali nam wsparcie, a być może od nas dostali narzędzia, być może nasze doświadczenie i doświadczenie znajomości z nami rozszerzają krąg różnorodności ich życia.

Dlatego chcemy budować sieć sojuszników. Zorganizowaliśmy w styczniu spotkanie w Łodzi. Po raz pierwszy zaprosiliśmy rodzinę, przyjaciół, koleżanki i wszystkich, którzy znaleźli czas, bo rozumieją, że coś jest nie w porządku. Do końca charakter spotkania był niejasny. Byliśmy zdenerwowani, obawialiśmy się braku profesjonalizmu i tego, że znudzimy wszystkich. Spotkanie było tak tajne, że właściwie nie mamy zdjęć. Kogo się baliśmy? Refleksja i odpowiedź przyszła później. Myślę, że baliśmy się, że mówienie po raz pierwszy będzie nieporadne a zatem nieprawdziwe, czaił się trochę wstyd i obawa, że zabieramy czas naszym sojusznikom, przecież już wszystko wiedzą i nie muszą się nawzajem poznawać, widzieć. Do wzruszeń i łez we własnym gronie byliśmy przyzwyczajeni, podczas spotkania musieliśmy je upublicznić. I zawsze boimy się, że będziemy zbyt blisko granicy między autentycznością a tanią sensacją. A jednak się udało, bo umiemy sformułować cel na przyszłość. Będziemy budować sojusze oparte na wzajemnym pokazywaniu różnorodności świata.

Nasza wspólnota – to nasza różnorodność.

 

 

 

Reklamy

ALERT

Drodzy Przyjaciele i Sojusznicy

Drodzy Nieprzyjaciele

Mówimy w imieniu matek i ojców, w imieniu rodzin osób LGBTQiA. Jesteśmy tu w imię  naszych dzieci, bo głęboko wierzymy w równość wszystkich ludzi,  bez żadnych względów. Wierzymy, że nasze dorosłe i niedorosłe  dzieci  powinny w sferze prawnej korzystać, ze wszystkich praw obywatelskich. Chcemy przypominać, chcemy głośno mówić, że prawa obywatelskie są dla wszystkich obywateli.

My rodzice i nasze dzieci  jesteśmy obywatelami tego kraju.

Nie utrwalamy stereotypów, że matki zniosą wszystko a ojcowie muszą wychować synów na prawdziwych mężczyzn, bo inaczej wszyscy poniosą klęskę. To nieprawda! Stawiamy naszym dzieciom wysokie wymagania. A prawda brzmi tak!

Mamy dobre, mądre, homoseksualne dzieci.

Dlatego paradujemy wraz z naszymi dziećmi, ich przyjaciółmi ich partnerami i partnerkami. Idziemy i krzyczymy głośno słowa niezgody, bo w sferze obyczajowej  przeciwstawiamy się ośmieszaniu, lekceważeniu i mowie nienawiści.

Zwracamy się także do Was – Drodzy Przeciwnicy

My już wychowaliśmy nasze dzieci i zderzyliśmy się nie raz  z życiem. Wiemy, że siłą, arogancją i brutalnością nie zmienimy świata.

Idziemy w tym marszu, żeby pokazać, że rodzina jest tam, gdzie jest miłość, lojalność, zrozumienie, wsparcie i rozmowa.

Drodzy Przeciwnicy! Nie definiujcie naszych rodzin.

Nie wyznaczajcie nam wartości!

Zwracamy się również do tych z Państwa, którzy jeszcze nic nie wiedzą o osobach LGBT!

Zdobywajmy wiedzę, wraz z nią przychodzi zrozumienie,  sprawiedliwość i równość.

Chodźcie z nami poznawać różnorodny świat.

 

 

 

 

Historia tęczowej parasolki

Zaczęła się zupełnie niewinnie. Dwa dni przed marszem My, Naród (27-02-2016 ) niespodziewanie znalazłam się w Toruniu w grupie osób, które mogły na spotkaniu poznać się osobiście z Mateuszem Kijowskim , liderem ruchu KOD. W trakcie rozmowy o przyszłym marszu opowiadaliśmy, jak my jako region jesteśmy przygotowani do tej manifestacji. Wspomniałam, że mając swój osobisty cel ( bo jestem matką lesbijki) będę niosła tęczowy parasol. Mateusz stwierdził, że On też by chętnie poniósł taką parasol. Odruchowo powiedziałam, że przywiozę dla niego tęczowy parasol na marsz do Warszawy.

Pomysł był szalony. Tęczowy parasol na początku manifestacji. To byłby piękny sygnał dla społeczeństwa. Dla środowiska LGBT, że jest tu również ich miejsce. Dla rodziców osób LGBT, że trzeba stanąć ramię w ramię ze swoimi dziećmi. Dla wszystkich, że mniejszości i to wszystkie mają też swoje miejsce w społeczeństwie.

Spodziewaliśmy się wielu tysięcy ludzi na tym marszu. Ja jednak wszystko sobie obmyśliłam. Nasza grupa stała na początku marszu. Widziałam wokół ogromne rzesze ludzi . Postanowiłam dobrnąć jak najbliżej do czoła marszu. Tam gdzie był transparent My, Naród ! Dobrze się stało. Właśnie skończyły się przemówienia i ,…. przyszli na czoło. Przyszedł również Mateusz Kijowski. Niestety ochrona nie chciała mnie przepuścić. Błyskawiczna myśl, że przecież dwa dni temu poznaliśmy się osobiście. I krzyknęłam : Mateusz ! Mateusz ! Obejrzał się , zobaczył mnie z rozłożonym parasolem i od razu zostałam przepuszczona . Przywitaliśmy się serdecznie. Zapytałam, czy może dla naszych tęczowych dzieci chociaż prze chwilę ponieść ten parasol rozłożony. Wyraził zgodę. I tak się stało.

Mateusz Kijowski niósł nad sobą tęczowy parasol ze wspaniałym uśmiechem, a nawet powiedziałabym, że z dumą.

Czemu mi tak na tym drobiazgu zależało? Otóż środowisko LGBT to nasze dzieci, córki i synowie. Jedni otwarcie przyznają się do swojej orientacji. Inni głęboko skrywają, obawiając się nietolerancji swojego otoczenia. Ale środowisko LGBT to również, rodziny osób homoseksualnych. To są rodzice, którzy niejednokrotnie toczą trudną walkę ze sobą . To są dziadkowie. To jest rodzeństwo. To jest również wujostwo i kuzynostwo. Wszystkich nas dotyczy. Jednak najczęściej udajemy, że w społeczeństwie nie ma gejów i lesbijek. Spychamy ich na margines. Uważamy, że powinni siedzieć cicho. Nie powinni się afiszować. A sprawy prawne załatwiać przez notariusza. No i żeby nie przynosili wstydu rodzinie. Nikt się nie zastanawia, jakie traumy przeżywają osoby LGBT i ich najbliższa rodzina przez taki ostracyzm. Dlaczego jednym ludziom wolno żyć normalnie, a inni muszą się ukrywać.

Okazuje się, że my, społeczeństwo uświadamiamy sobie nagle, że zaczyna mam się odbierać nasze podstawowe prawa i wolności. I uważam, że jest to najlepszy, właściwy moment, aby zaakcentować, że te prawa i wolności należą się również osobom LGBT. Poparcie wyrażone przez liderów KOD oraz działaczy daje nam sygnał,że mamy miejsce w społeczeństwie i jesteśmy równo traktowani. Tęczowe parasole oraz flagi niesione na marszu My, Naród ! Dają sygnał tym wszystkim dzieciom, ich rodzicom i rodzinom : Nie bójcie się, jesteśmy w społeczeństwie i mamy prawo być sobą ! Mamy prawo walczyć o naszą Konstytucję ! Tęczowe dzieci wychodźcie z ukrycia, zrzućcie z siebie to pasmo rozgoryczenia i frustracji ! Tęczowi rodzice, stańcie ramię w ramię ze swoimi dziećmi ! I bądźcie z nich dumni ! Bo to tak samo mądrzy i wartościowi ludzie, jak reszta społeczeństwa. I nie ma potrzeby wstydzić się, obwiniać czy ukrywać. Homoseksualność to nie jest nic złego. Taka sama orientacja, jak heteroseksualność. Tylko jest mniejszością.

Ktoś pięknie powiedział, że Konstytucja powstała właśnie po to , by chronić praw mniejszości przed większością. A nasza Konstytucja chroni mniejszości. Dlatego stańmy z jednym rzędzie z naszymi dziećmi. Bądźmy dla nich takim tęczowym parasolem. Właśnie my – rodzice ! I nie bójmy się, ze społeczeństwo nas zobaczy.

Udowodnijmy, że jesteśmy razem uczestnicząc w Paradzie Równości 11 czerwca w Warszawie. Zaprośmy nasze rodziny i naszych sympatyków. Niech wszyscy pójdą razem z nami ! W kolorowym , radosnym marszu ! Ku wolności !

Dana Zarzeczna

2016-06-08

wp_mateusz_kijowski_parasolka_kod_625