Mama lesbijki: „Moja córka nie jest chora, zła, zboczona”

– Jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni – mówi Anna, mama Beaty.

Rozmowa z Beatą, lesbijką, i Anną, jej mamą zaangażowaną w działalność Fabryki Równości w Łodzi i Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie.

Artykuł pochodzi z Gazeta Wyborcza Łódź

Estera Flieger: Wasza pierwsza rozmowa o tym, że Beata jest lesbijką. Pamiętacie ją?

Beata: Siedem lat temu, w tym mieszkaniu. Wyjeżdżałam do Warszawy. W piątek dostałam pracę, a w poniedziałek musiałam być już na miejscu. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, był to stresujący moment. Po wszystkim poczułam ulgę. Zrzuciłam z siebie spory ciężar. Mama ucałowała mnie i powiedziała, że wszystko jest w porządku i bardzo mnie kocha. Nie wyrzuciła za drzwi. Zdarza się, zwłaszcza w stosunku do mężczyzn, że rodzina reaguje agresywnie. Wcześniej z rodziny wiedział tylko brat.

Anna: Kiedy studiowała, kręcili się jacyś chłopcy. Ale szybko znikali. Zastanawiałam się, dlaczego? Tego dnia przy obiedzie zaczęłam wiercić córce dziurę w brzuchu. Mówiłam, że warto mieć partnera i pomyśleć o dzieciach. Zaczęła płakać. Pomyślałam, że sprawiłam jej straszną przykrość. Przeprosiłam. Płakała dalej. Przeprosiłam więc po raz drugi. Usłyszałam, że nic nie rozumiem. Przytuliłam córkę. Wtedy mi powiedziała. I wyszła. Zaczęłam szukać informacji w internecie. Czytałam różne rzeczy. Sporo hejtu. I tragiczne historie. Nie rozmawiałyśmy przez kilka dni. Nie wyobrażałam sobie, jak to będzie. Umówiłam się na wizytę u psychologa polecanego przez ówczesny łódzki oddział Kampanii Przeciw Homofobii.

Jak wyglądała wizyta?

Anna: Trzeba było na nią czekać trzy tygodnie. Do tego czasu uspokoiłam się. Poszłam do psychologa tylko po to, żeby potwierdził to, co już sama dobrze wiedziałam. Moja córka nie jest zła, chora, zboczona i przeklęta, ale jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni. Zaraz po tym, w internecie, znalazłam list innej matki z Łodzi, w którym zapraszała rodziców gejów i lesbijek na spotkanie. Pierwsze tego typu wydarzenie w Polsce. Zdecydowałam się. Okazało się, że wzięła w nim udział psycholożka, która znała moją córkę. Beata już wcześniej działała w KPH. Nie mówiła wiele o sobie. Nie znałam więc mojego dziecka. Okres od końca liceum do końca studiów to wyrwa. Nie wiem, czy córka pamięta ten moment, w którym po raz kolejny ją przeprosiłam. Za wypowiedzi, które mogły ją w przeszłości urazić. Nie byłam homofobem. Jestem dobrze nastawiona do ludzi. Ale mogłam kiedyś powiedzieć coś przykrego.

Beata: Nigdy nie czułam urazy. Mama nie miała kontaktu z osobami homoseksualnymi. Opierała się na przekazie medialnym lub plotkach. Mogło to opóźnić mój coming out.

Wróćmy jeszcze do tego momentu. Czy planowałaś powiedzieć mamie wcześniej?

Beata: Nie planowałam tego. Wahałam się. Trudniej było, mieszkając z mamą. Pożegnanie przed wyjazdem było mobilizujące. Nie chciałam też niczego mówić, dopóki kogoś nie poznam. Na studiach dopiero poznawałam siebie. Był okres, kiedy uważałam się za osobę biseksualną. Kiedy dojrzewałam, mało było miejsc, gdzie osoby homoseksualne mogły się spotkać. Może dwa kluby. Miałam tolerancyjne koleżanki, z którymi bardzo dobrze się tam bawiłam. Wśród nich jedną lesbijkę, o czym długo nie wiedziałam. Wyoutowałyśmy się sobie nawzajem, pijąc piwo. Potem zaangażowałam się w działalność KPH.

I mniej więcej wtedy poznałaś Ulę. Opowiedzcie o dniu, w którym przedstawiłaś partnerkę mamie.

Beata: To był kolejny etap. Stresowałam się bardziej od Uli. Ale rozmowa była na luzie.

Anna: Byłyśmy gdzieś na mieście. Chyba na jakimś spotkaniu. Kolejny raz Ula odwiedziła mnie już w domu. Dostałam fiołka, który rośnie do dziś. Dziewczyny mieszkały już wtedy razem. Początkowo nie traktowałam ich jak partnerki, ale trochę jak koleżanki. Szanuję wybory dzieci. Ula jest bardzo fajna, myślę, że się dogadują. O jej mamie mówię, że to teściowa Beaty. Ludzie często pytają mnie o to, która jaką rolę pełni w związku.

I co pani mówi, kiedy pytają o rolę w związku córki?

Anna: Tu nie ma podziału na role. Dziewczyny wstają rano i robią wspólnie śniadanie. Wszystko zresztą robią razem. Zauważyłam, że w takim pytaniu bardzo często chodzi o seks. Zwłaszcza w kontekście związków gejowskich. Ludzie, którzy nie mają kontaktu z osobami homoseksualnymi, tym interesują się najbardziej, szukają „pikantnych szczegółów”. Przeważnie nie obchodzi ich to, jak ktoś naprawdę żyje. To przykre.

Beata: Partnerzy, również w związkach heteroseksualnych, powinni być równi. Nadal przyjmuje się, że mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta siedzi z dziećmi lub że po pracy tylko ona zajmuje się domem. Obserwując związki jednopłciowe, można więc zastanowić się, czy w heteroseksualnych kobieta nie dźwiga zbyt dużego bagażu.

Czy kiedykolwiek towarzyszyła wam myśl „A co ludzie powiedzą”?

Anna: Na początku zastanawiałam się nad tym. Ale dziś mało już mnie to obchodzi. Homofobia siedzi głęboko w nas. Mało jest ludzi całkowicie jej wyzbytych. Nawet część osób homoseksualnych ma ją w sobie.

Jak to?

Anna: To wynika z braku akceptacji własnej orientacji seksualnej, co jest spowodowane homofobiczną reakcją społeczeństwa.

Beata: To autohomofobia. Niektórzy latami nie są w stanie z tym sobie poradzić. Są też tacy, którzy nigdy nie wyjdą z szafy i będą zagłuszać emocje. Największym wyzwaniem jest przyznanie się rodzinie i współpracownikom, bo znajomych zawsze można poznać nowych.

Co przykrego was spotyka na co dzień?

Anna: Wsłuchiwanie się w to, co ludzie mówią na temat osób homoseksualnych. Chodzi przecież o moje dziecko. To, jak mówią, często rani mnie. Dlatego zdecydowałam się na mój coming out w pracy.

Przygotowywała się pani do tego?

Anna: Koordynatorzy KPH w Warszawie zainteresowali się spotkaniami rodziców w Łodzi. Przyjechali do nas i zachęcili do wzięcia udziału w ogólnopolskiej akcji społecznej „Rodzice, odważcie się mówić”. Potem była Akademia Zaangażowanego Rodzica. Jestem tam już od sześciu lat. Świetne zajęcia, dużo się dowiedziałam. I poznałam rodziców, którzy mają te same problemy. Bo kiedy dziecko wychodzi z szafy, to rodzice do niej wchodzą. Muszą to przerobić. Jedni robią to szybko, inni długo.

Pani szybko wyszła z szafy?

Anna: W czym moje dziecko jest gorsze? Na studia dostała się z najlepszym wynikiem. Dobrze ją wychowałam, choć czasem się kłócimy.

Beata: Mama szła jak burza. Nie miałam okazji porozmawiać z rodziną, bo mieszkałam poza Łodzią i nie widywałam się z nią bardzo często. Zrobiła to za mnie. I dobrze wyszło. Kiedy przyjeżdżam na święta, jest czas na odpoczynek, a nie poważne rozmowy przy stole.

Anna: Mamy małą rodzinę. Nie wyobrażałam sobie, że na imieninach czy urodzinach córka miałaby kręcić, kiedy ktoś ją zapyta o życie osobiste. Chciałam uniknąć krępujących sytuacji. Ale najpierw spytałam Beatę o zdanie. Bo wtedy uważała, że osoba homoseksualna nie musi nic o sobie mówić. Dałam jej do zrozumienia, że rodzinie jednak warto powiedzieć.

Jak wyglądały rozmowy z rodziną?

Anna: Umawiałam się na spotkanie. Zawsze byłam przygotowana. Miałam przy sobie materiały, zostawiałam coś do poczytania. Podkreślałam, że orientacja seksualna nie jest kwestią wyboru. Nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją. Nie usłyszałam niczego złego. Choć ktoś mi powiedział, że skoro Beata jest lesbijką, to już nic z tym nie zrobię.

Beata: Okazało się też, że w rodzinie były osoby, które znały lesbijki czy gejów, co ułatwiło sprawę. Nikt wcześniej tym się nie chwalił.

Rodzic osoby homoseksualnej ma więc swój coming out. Również w pracy.

Anna: Porównuje się go do żałoby. Bo umiera nasze wyobrażenie o dziecku. Że weźmie ślub i że pojawią się wnuki. Moja pierwsza rozmowa odbyła się miesiąc po coming oucie Beaty. Musiałam to komuś powiedzieć. Wylałam tyle łez. Minął rok, zanim powiedziałam rodzinie i współpracowniczkom. Akurat był to okres, w którym dużo rozmawiało się o Annie Grodzkiej, bo dostała się do Sejmu. Nasłuchałam się. Broniłam jej, jak mogłam i umiałam. Pomyślałam wtedy, że muszą dowiedzieć się o Beacie. Nie obyło się bez łez. Jedna koleżanka przyznała, że otworzyłam jej oczy i nawet stara się przekazywać podstawowe informacje dalej. Bardzo chciałabym, żeby wszyscy rodzice mogli powiedzieć: „Mam dziecko homoseksualne. Jestem z tego dumna”. Wiele by się zmieniło. W bloku obok, w szkole, kościele, są przecież osoby homoseksualne lub ich rodzice.

Jak to jest być osobą homoseksualną i mamą osoby homoseksualnej w Polsce?

Beata: Nie jest lekko. Boję się przede wszystkim przemocy, choć już mniej niż kiedyś. W zeszłym roku na Paradzie Równości w Warszawie obsługiwałam nawet platformę. Mniej przejmuję się hejtem. Ale polityka i Kościół wciąż źle nastawiają ludzi. Brakuje regulacji prawnych. Nie mogę się czuć w stu procentach bezpieczna i wolna. Trwa wykluczenie. Dlatego z tyłu głowy mam wyjazd za granicę. Nawet na krótko. Właśnie wróciłam z Holandii. Byłam na weselu. Muzułmanie, katolicy i pary homoseksualne bawiły się razem. Wszyscy potrafili ze sobą spokojnie rozmawiać. A co zrobić w Polsce, kiedy jest się zaproszoną na ślub? Pójść z partnerką?

Anna: Poznałam matkę geja z małej miejscowości. Powiedział, że nie będzie w niej mieszkał. Szkołę wybrał w dużym mieście. I już zapowiada, że na studia przeniesie się do większego.

Często się słyszy, że osoby homoseksualne prowadzą nieustabilizowane życie.

Beata: Jesteśmy z Ulą razem siedem lat. W Wielkiej Brytanii wprowadzenie związków partnerskich postulowały partie konserwatywne, dla których uregulowanie tych spraw było równoznaczne ze wzmocnieniem statusu rodziny. U nas wciąż jest to „zagrożenie dla rodziny”.

Anna: Osobom homoseksualnym najczęściej zarzuca się, niesłusznie zresztą, rozwiązłość. Związki partnerskie wiele mogłyby zmienić. Ułatwiłyby parom życie, a antagonistom zamknęłyby usta.

Dlaczego zdecydowały się panie na tę rozmowę?

Anna: Dzięki temu wywiadowi ktoś dowie się, że między innymi w Łodzi spotykają się rodzice osób homoseksualnych. Udzielają wsparcia nowym rodzicom i osobom LGBT. Jest w nas również chęć „adopcji”. Może z nami porozmawiać osoba homoseksualna, która nie ma dobrego kontaktu z rodzicem lub jest przed coming outem. Jest pomoc i wsparcie. Liczę na edukację. Chcę zmieniać sposób myślenia i wykreślić z języka polskiego słowa „skłonności” i „preferencje” w stosunku od osób LGBT. Pierwsze kojarzy się ze skłonnością do słodyczy, alkoholu itp. A drugie sugeruje, że jest jakiś wybór. Słyszy się, że osoby homoseksualne się afiszują. Mówili tak między innymi Ryszard Petru i Lech Wałęsa. Za pieniądze podatników niedawno został zaproszony do Sejmu psycholog, który twierdzi, że homoseksualistów należy leczyć, choć Światowe Towarzystwo Psychologiczne negatywnie opiniuje jego tezy. W Akademii Zaangażowanego Rodzica są osoby, które szybko reagują na takie wypowiedzi czy podobne zdarzenia, pisząc pisma i oświadczenia. Aktywnie angażujemy się we wszystkie działania mające pomóc osobom LGBT.

Beata: – Parę lat temu zastanawiałabym się. Ale jestem w takim momencie, że udzielenie wywiadu nie jest już dla mnie problemem. Może pomogę osobom, które są głęboko w szafie. Zarówno rodzicom, jak i ich dzieciom.

Gdzie szukać wsparcia?

Rodzice osób homoseksualnych mogą skorzystać z pomocy psychologa i skontaktować się z innymi rodzicami, dzwoniąc pod numer 48 669 499 750 lub pisząc pod jeden z adresów mailowych: rodzice@fabrykarownosci.com i rodzice@kph.org.pl. Więcej dowiedzieć mogą się, odwiedzając strony rodzicelgbt.blox.pl i rodzicelgb.wordpress.com.

….

 

Reklamy