LUDZIE , MANIFESTACJE I ODRZUCONE FLAGI

Od jakiegoś czasu już planowałam tę sobotę w Warszawie. 6 maja 2017 r. Chciałam być tylko na Marszu Wolności, bez innych zajęć i spotkań. Indywidualnie, bez autokarów i wspólnotowych uniesień.  Pogoda, swoją majową urodą i ociepleniem, zaskoczyła wszystkich.  Warszawianki i warszawianie w letnich strojach, przyjezdni ciągnęli za sobą swetry i zimowe kurtki z puszkiem. Jednak wiara w zmiany pozwoliła znieść trudy manifestowania w przygrubej odzieży.

„Przemówienia wstępne” znam z telewizji, bo daleko stałam, „przemówienia zstępne” chłonęłam na żywo. Niepierwsze to moje manifestacje, tak w Warszawie jak i w rodzinnym mieście, dlatego już mogę pokusić się o refleksję. Ubiegłoroczna majowa manifestacja warszawska była radosna, pełna nadziei,  niezachwianego poczucia przynależności do Europy. 6 maja 2017 r. w Warszawie szedł kilkudziesięciotysięczny pochód pięćdziesięciolatków, smutnych, zatrutych medialnymi jadem, tracących we własnych umysłach prawo do obrony.  Dlaczego? Bo chcemy wierzyć we wspólnoty, ale ich nie ma. Nie solidaryzują się z nami nawet własne dzieci.  Intencje, które nami kierują są dla nich anachroniczne i niewiarygodne. Dlaczego? Bo uśmiechamy się do działaczy ruchów LGBT…, ale nie żądamy od naszych liderów, aby uznali ruchy mniejszościowe za swoje priorytety. Skandaliczne zachowanie ochroniarzy, brak reakcji „polityków pierwszego szeregu” nie daje nadziei. Przeszłam całą trasę, flagi tęczowe były widoczne, dodawały kolorytu, ale na zakończenie nikt nie powiedział, że udział w manifestacji grup wykluczanych przez PiS, jest bezcenny.  Za to lider PSL-u zaintonował Rotę. Usłyszałam jęk młodych ludzi stojących z boku i komentarz „no to grubo”, a przed sobą widziałam scenę pełną przywódców partyjnych nieznających tekstu. I to był trochę szantaż, Panie Liderze PSL-u, bo ta wielotysięczna granda pięćdziesięcio- sześćdziesięciolatków nie umie nie śpiewać Roty. Śpiewaliśmy w PRL-u w różnych okolicznościach, śpiewaliśmy w Nowej Polsce w różnych okolicznościach, i jesteśmy zaprogramowani,  i symbol działa. My nie rzucimy ziemi, nie pogrzebiemy języka, bo słabo znamy inne, choć żal po dynastii Piasów, już trochę przygasł.

Drodzy Państwo na Trybunach, myślcie o nas poważnie, nie szantażujcie nas wrogim obozem, zaproponujcie dyskusję o nowoczesnym świecie, w którym wspólnie się znaleźliśmy, choć wygodniej było w oswojonych grajdołach.  My już myślimy o sobie poważnie i wiemy, że nasz świat to RÓWNE PRAWA dla wszystkich i nieważne, że nikt wcześniej nas tego nie uczył. Dojrzałość tego wymaga. To już nie tylko światopogląd, to nasz obowiązek.

Szanowni Ludzie z Trybun!!! Ta grupa manifestujących  – nieważne 12 tys. czy 90 tys. – wielokrotnie na Was głosowała. Nie z powodu Państwa urody, bujnego życia prywatnego, czy niezwykłych dokonań np. sportowych. Kluczem są poglądy i odwaga cywilna. Przyznaję Państwu prawo błędu ,nie daję prawa do braku odwagi, do konformizmu.  Nie bójcie się tęczowej flagi, to także droga do młodych.

DORLLE

Reklamy

Łodzianka na 8 LGBT Film Festiwal 2017

W dniu 22 kwietnia 2017 roku w ramach 8 LGBT Film Festiwalu 2017 w Warszawie zaplanowano premierę filmu „Moje jest inne”, w którym miałam zaszczyt wystąpić.

W tym samym dniu w Łodzi zaplanowano Marsz Równości. Jestem Łodzianką i w łódzkich marszach biorę udział niemalże od początku ich istnienia.

Miałam dylemat, którą imprezę powinnam wybrać. Film wcześniej już widziałam więc postanowiłam, że dla Łodzianki marsz jest ważniejszy.

Marsz rozpoczął się o 13:00. Na Starym Rynku zbierali się ludzie. Koło mnie stały matki i ojcowie osób LGBT trzymający tęczowe parasolki i transparenty. Część transparentów robiliśmy sami. Wśród zebranych parę rodziców widziałam po raz pierwszy. Ucieszyłam się, że łódzka grupa powiększa się. Po przemówieniach przeszliśmy przez miasto w spokoju wykrzykując hasła równościowe. Było chłodno ale my tego nie czuliśmy. Ludzie zatrzymywali się zaciekawieni. Marsz zakończyliśmy przy OFF Piotrkowska. Potem cała grupa rodziców poszła na gorącą herbatę.

W miłej atmosferze pożegnałam się z rodzicami i przy uprzejmości Prezesa KPH i założycielki grupy rodziców, wraz z mamą z Warszawy pomknęłyśmy  autostradą do Warszawy, na premierę filmu. W taki o to sposób zaliczyłam obie imprezy.

Przed emisją filmu wraz z koleżanką mamą zostałyśmy przedstawione widzom. Były oklaski. Nawet nie czułam tremy. Widownia zapełniona była w połowie. W trakcie filmu słychać było śmiechy i komentarze ale odebrałam je pozytywnie. Wcale niełatwo jest oglądać siebie na ekranie. Od produkcji filmu do jego premiery minęło sporo czasu. Dziś jestem w zupełnie innym miejscu. Coming out mojej córki i mój własny nie wywołuje już u mnie takich emocji jak wtedy.

Po filmie odpowiadałyśmy chwilę na pytania. Wywiązała się krótka dyskusja.

W kawiarence obok kina czekał na nas mały poczęstunek. Były także zdjęcia i podziękowania całkiem obcych mi ludzi. Było bardzo miło.

Łódzki tydzień równości zakończyłam w Warszawie. Czeka na mnie jeszcze parę filmów do obejrzenia, które w ramach festiwalu wyświetlane są w całej Polsce.

W tym roku część grupy Rodziców przy KPH zdecydowała się wziąć udział w Marszu Równości w Krakowie. Oby tylko pogoda nam dopisała.

Ania