MOJE OBYWATELSTWO

Bardzo czekałam na to sobotnie przedpołudnie. Zanim pojawiło się oficjalne zaproszenie, miałam przecieki, że „coś” będzie. I się odbyło. Uczestniczyłam w kameralnym spotkaniu z Robertem Biedroniem. Grupą, z którą się spotkał byli rodzice osób LGBTQIA… i niektóre nasze dzieci ze swoimi partnerkami i partnerami.

W dużej części jesteśmy starsi o pokolenie lub pół od Bohatera spotkania. Doświadczenie, które mamy jest doświadczeniem heteroseksualnych rodziców z tłem dorastania w socjalizmie i prowincjonalnych, purytańskich postaw, często identycznych u pryncypialnych towarzyszy z powiatu jak i miejscowych proboszczów. Różne mamy rozeznanie w środowiskach LGBT.., bywa , że pierwszą osobą spoza heteroseksualnej normy, jest nasze własne dziecko. Z takim oto bagażem wchodziliśmy na spotkanie. Część z nas już przeczytała biograficzną książkę Roberta Biedronia, część przeszukiwała Internet, składając w całość, obecny tamże, chaos informacyjny. Wsłuchiwałam się uważnie w opowieść i usłyszałam jedno przesłanie – twórzcie społeczeństwo obywatelskie. Trochę zawstydzona jestem własną odpowiedzią na pytanie:  kiedy byłam na spotkaniu z radnym lub posłem, którego wybrałam? Otóż nie byłam. A to znaczy, że „mój wybraniec lub wybranka” mogą robić co chcą, nie realizować programu, z którym szli do wyborów. Polityk, który decyduje o dobrostanie moim i mojej rodziny, nie widzi potrzeby liczenia się z moim zdaniem, bo mnie nie widzi.

Robert Biedroń ma rację, że emancypacja cały czas postępuje. Wolno, boleśnie, często bez klasy, ale wyzwala kolejne grupy.

Spotkanie to wyzwoliło u mnie znów refleksję nad wolnością wyboru, budową własnej postawy, skalą i rolą medialnej manipulacji.

A osobiście, najważniejsze jest wrażenie, że spotkałam odważnego człowieka, tak po prostu CYWILNIE ODWAŻNEGO. Bardzo to jest trudna postawa. W każdych czasach.

Dorlle

Reklamy

Pożegnanie Pana Władysława Kowalskiego

Pan Władysław Kowalski zmarł 29. października 2017 roku w Warszawie. Ciepłe wspomnienie o Nim pozostanie w  naszej pamięci.

Poniżej za zgodą zamieszczamy tekst pożegnania wygłoszony na pogrzebie przez Katarzynę Remin, Członkinię Zarządu Kampanii Przeciw Homofobii:

Moja osobista znajomość z panem Władysławem ograniczała się do kilku zaledwie spotkań, ich sednem był pewien plakat, o którym chciałabym Państwu przypomnieć.

Mam na myśli plakat, na którym pan Władysław stanął u boku swego syna Kuby w ramach kampanii społecznej „Rodzice odważcie się mówić”. Wymyśliliśmy tę akcję w Kampanii Przeciw Homofobii by wzmocnić rodziców gejów i lesbijek, by zaapelować do tych, którzy swoje dzieci kochają, wspierają i szanują, żeby mówili o tym głośno i otwarcie, żeby przestali się skrywać, w obawie przed reakcją otoczenia. Był rok 2013, nikt w Polsce nie słyszał głosu rodziców osób LGBT i nazwa Odważcie się mówić! trafnie oddawała stan rzeczywisty.

Pan Władysław zgodził się położyć na szali swoją popularność, dobrze wiedząc, że znajdzie się w centrum uwagi mediów wszelkiej maści, czym nam bardzo pomoże się przebić, siebie samego może natomiast narazić na niewybredne komentarze.

Wiem, że podjęcie tej decyzji nie przyszło mu łatwo. Pierwsze spotkanie zawdzięczałam powołaniu się na znajomość z Kubą, ale kiedy opisałam z czym przychodzę, bez wahania odpowiedział NIE. Ponieważ jego domeną i środkiem wyrazu jest sztuka, a nie działalność społeczna.

Ale kawa została zamówiona, trzeba było ją wypić, więc zmieniliśmy temat i zaczęli rozmawiać. O wspólnych znajomych operatorach i reżyserach, o obejrzanym niedawno filmie „Pokłosie”, o Zagładzie, o jego dojmujących wspomnieniach z czasów wojny, kiedy jako sześcioletni chłopiec widział żydowskie dzieci zbiegłe z pobliskiego obozu śmierci, i ojca swego kolegi, który nazajutrz odprowadził dwóch chłopców z powrotem do obozu.

Pod koniec spotkania pan Władysław zmienił zdanie. Równie spokojnie jak przedtem NIE, teraz oświadczył TAK, ZGADZAM SIĘ. Wybrał nawet hasło na plakat –  „Mój syn nauczył mnie, jak ważne jest być sobą”.  W podpisie miało widnieć  „Władysław, ojciec geja”.

Dzięki Jego i Twojej Kuba obecności na plakacie przez Polskę przetoczyła się ogromna fala dyskusji. Trafiliśmy z przesłaniem do polskich domów, do rodzin. Swoje własne doświadczenie pan Władysław opisał w jednym jedynym wywiadzie dopiero po kilku miesiącach.

„Zdecydowałem się wyzwolić z tego obsesyjnego myślenia, sieci podejrzliwości. Wiedzą? Nie wiedzą? Udają, że nie wiedzą? A może szepczą za moimi plecami? Kombinowałem, co zrobię, jeśli po nagraniu w radiu albo po próbie w teatrze temat rozmowy zejdzie na przykład na związki partnerskie. Albo jeśli ktoś użyje przy mnie słowa „pedał”. Dam w mordę? Teraz – kiedy Kampania rozwiesiła plakaty z naszym wspólnym zdjęciem – sprawa jest jasna: Władysław Kowalski ma syna geja i jest z niego dumny.”

Panie Władysławie, wyzwalając siebie, pomógł Pan wyzwolić się innym. Rodzice gejów i lesbijek dobrze o tym pamiętają. Pisali do nas na wieść o Pańskim odejściu. Pomógł Pan również dzieciom.

Przedwczoraj w biurze Kampanii Przeciw Homofobii osoby wspominały tę kampanię jako przełom w relacjach z własnymi rodzicami. Ja sama będę pamiętać ciepło, niemalże czułość, z jaką żegnał się Pan ze mną w ostatniej rozmowie telefonicznej, mówiąc mi, że odchodzi. To wtedy dotarło do mnie, jak ważny ów plakat był również dla Pana. Za to wspólne doświadczenie jestem wdzięczna.

slider-11

Żywa Biblioteka w Łodzi

Piękny listopadowy dzień! Brzmi jak oksymoron? Otóż nieprawda, to nie jest oksymoron. 5 listopada w Łodzi był piękny, bo była piękna pogoda i przepiękny, bo w Centrum Dialogu odbyła się Żywa Biblioteka po raz piąty. Żywa Biblioteka niesie ze sobą SŁOWO. Ale słowa są różne. Każdy z czytelników i czytelniczek wymagał innych słów. Byli cudzoziemcy, którzy próbowali zrozumieć Polskę. Byli ciekawi świata ludzie, których interesuje inny punkt widzenia. Byli tacy, którzy mieli obawy, bo pierwszy raz słyszeli, że ktoś jest gejem, lesbijką, alkoholikiem, pastorem, imamem i opowie swoją historię. Motywacji czytelników oceniać nie będę, natomiast moja motywacja jest niezbyt skomplikowana. Jako książka – matka homoseksualnego dziecka- chcę głośno mówić, że warto być odważnym, cywilnie odważnym. Odwaga mówienia daje szansę na zmiany. Rozmawiałam przede wszystkim z młodymi ludźmi, którzy zmagają się ze sobą, swoimi rodzinami, szukają wizji przyszłości, której nie ma. Pytali mnie czytelnicy, co zmieniło się w moim życiu po coming oucie dziecka. Jestem odważniejsza i bardziej wymagająca. Stawiam pytania i szukam na listach wyborczych ludzi, którzy konsekwentnie, bez koniunkturalnych wahań, walczą o prawa równościowe. Szukam na listach wyborczych ludzi, którzy rozumieją, czym jest równość, a politykami zostali dlatego, że dostaną narzędzia pozwalające tworzyć równe państwo. Wiem , żyłam w PRL, miałam ekonomię polityczną na studiach i stan wojenny i ze stoickim spokojem przyjmę żarciki, że komunizm już był. Był, był i eksploatował słowo sprawiedliwość, ale z założenia wykluczał. Zastosuję odniesienie do prostych zależności. Jeśli system państwowy uznaje, że coś jest nielegalne i niedozwolone, to większość niezainteresowanych uzna to za oczywiste i wspólnie napiętnować będzie to, co nie jest zgodne z prawem. Jeśli państwo polskie uzna prawa do równości, to większość ludzi zacznie uważać je za fundamentalne. Ogromny byłby to skok systemowy i mentalny. Zbudujmy sobie mądrzejsze państwo, bo musimy w nim żyć z wyborcami konserwatywnej Polski.

Rozmawiałam z czytelnikami o moich przemyśleniach i o ich oczekiwaniach wobec życia.

Wierzcie mi, że być Książką i przegadać całą niedzielę – bezcenne.

DORLLE