Druga Malta

Pod koniec kwietnia byłam na lokalnym Marszu Równości w Łodzi. Uczestniczyło w nim prawie dwukrotnie więcej osób niż w zeszłym roku. Przyszli też nowi Zaangażowani Rodzice osób LGBT oraz inni Sprzymierzeńcy. Jedna z łódzkich mam przygotowała Alert w naszym imieniu, a druga go  wygłosiła, a był on o tym, dlaczego tu jesteśmy i czemu się sprzeciwiamy.

Dziś podobny marsz ma miejsce w Trójmieście. I w nim biorą udział między innymi rodzice osób LGBT. Się dzieje. Ale do sukcesów ciągle daleko.

W tęczowym rankingu ILGA-Europe analizującym poziom równouprawnienia osób LGBTI w Europie Polska ze swoimi 17 punktami na 100 zajęła przedostatnie miejsce. Nie, nie wydarzyło się w Polsce nic strasznego, że spadliśmy w rankingu na jeszcze dalsze miejsce – po prostu nie wydarzyła się żadna dobra zmiana, podczas gdy wydarza się ciągle w innych europejskich krajach.

W rankingu prowadzi Malta z 88 punktami. Katolicka Malta, może bardziej katolicka niż Polska.

W zeszłym roku na Konferencji Rodziców osób LGBT gościliśmy katolickich rodziców z Malty, którzy opowiadali, jak im się udało w ciągu paru lat wprowadzić tyle regulacji prawnych i zmian usuwających kłody spod nóg osób LGBT. Ogólnie kościoły chrześcijańskie w innych państwach Europy , w tym Kościoły Katolickie od dawna wspierają postępowe prawo antydyskryminacyjne i wyrównujące status społeczny osób LGBT. Jednocześnie w swoich społecznościach kościoły te traktują lesbijki, gejów, osoby biseksualne i transseksualne w sposób bardziej zgodny z Chrystusowym posłannictwem miłości bliźniego niż to ma miejsce w przypadku niektórych hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce.

Przez wieki Kościół Katolicki w Polsce zgromadził wiele zasług, w tym również w niedawno a słusznie minionej epoce. I nie widzę powodu, aby nie mógł mieć społecznych zasług również na tym polu.

Nie, nie chodzi tu o przywileje czy apoteozę grzechu. Jako zwyczajna niewiasta nie pouczam Pana Boga, co jest grzechem, a co nie i co komu i jak winno być liczone.

Jednakże kościoły pełne są grzeszników, grzeszą przecież również księża. Ale jedynie szczególną grupę grzeszników niektórzy próbują wykluczyć ze swojej społeczności lub przynajmniej obrzucić przysłowiowym słownym i mentalnym kamieniem. Nie zauważają, że w ten sposób przyczyniają się do szerzenia uprzedzeń i nienawiści.

A mi się marzy w Polsce druga Malta.

I jeszcze chciałabym kiedyś usłyszeć z ambony w moim Kościele, że uprzedzenie wobec bliźniego swego – to grzech. Głęboko wierzę, że to jest możliwe.

Reklamy

Gala KPH

Gala KPH (Kampania Przeciw Homofobii) była wspaniała. Byłam i ja – Rodzic z Akademii Zaangażowanego Rodzica. Zaangażowana jestem nie z własnej woli i trochę niechętnie, ale popchnięta przez syna geja toczę się do przodu. Głównie z poczucia obowiązku, bo gdzieś po drodze mojej ścieżki edukacyjnej właśnie to poczucie we mnie wpojono.Wolałabym siedzieć w przyjaznych, bezpiecznych ścianach własnego domu ale nie jestem tutaj- na Gali. Bo nauczono mnie obowiązek przekładać nad własną wygodę. Więc mimo, że wolałabym zacisze domowe i udawanie, że nic się nie dzieje to jestem tu żeby dać świadectwo poparcia i oparcia tym młodym ludziom wypełniającym salę.

Tylko dlaczego czuję, że są osamotnieni?   Gdzie się podziało moje pokolenie? Mam 67 lat więc chyba jeszcze nie wymarli?!  Co się stało z moimi rówieśnikami, osobami LGBT – dlaczego ich tu nie ma? Pan Raczek samotnie reprezentuje to pokolenie ale gdzie reszta żeby wesprzeć  tych młodych ludzi pełnych nadzieji, że Państwo przez swoją politykę edukacyjno – prawną pozwoli im żyć spokojnie jak tym wszystkim innym – hetero.

Czy siedzą w swoich zacisznych twierdzach i przeliczają czy im się opłaca ujawnić czy nie i jaka będzie cena?

Mnie też się nie opłaca. Mam dość chodzenia na demonstracje, strzępienia języka w prasie, radiu , telewizji, wśród bliższych i dalszych znajomych, w rodzinnym gronie.  Ale robię to bo czuję, że jest to mój obowiązek. Jeżeli ja Rodzic odpuszczę to kto zatroszczy się o prawa mojego dziecka? Jeśli wszyscy zostaną w szafie to kto im zostanie?

„Moda” na homoseksualizm przyszła z Zachodu – to taki częsty argument. Gdyby na tej sali byli nie tylko młodzi ale osoby w każdym wieku, gdyby tu było moje pokolenie to tego argumentu już nikt by więcej nie użył. Bo przecież osoby homoseksualne zawsze będą, są i były- tylko dlaczego nie ma ich tu z nami?!

11-te „Nie oceniaj”

Ostatnio głośno o śmierci 14-letniego Dominika. Ogromna tragedia chłopca i jego najbliższych, bardzo współczuję jego rodzinie, wydaję mi się, że jestem w stanie wyobrazić sobie co czują teraz jego najbliżsi. Mimo że od tragicznego wydarzenia minęło już kilka tygodni, to w mediach pojawiają się kolejne komentarze. Dzisiaj przeczytałem artykuł w GW: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18333578,od-szkolnej-przemocy-nie-ma-wakacji-ofiara-przesladowan-czuje.html#TRwknd.

Autor przypomina w nim podobne przypadki z ostatnich lat. Sporo ich niestety, zdarzają się regularnie, ale problem pozostaje nierozwiązany, a nawet narasta. Nie ma niestety prostych rozwiązań. Być może jedną z przyczyn jest to, że dzieci obserwują narastająca polaryzację opinii w świecie dorosłych i przenoszą to zjawisko do swojego nastoletniego świata. Jakże często dorośli bezwiednie wypowiadają głośno negatywne opinie na temat innych ludzi. Może warto więc wprowadzić do dekalogu 11-te przykazanie: „Nie oceniaj bliźniego swego”?

Rzadko przecież wiemy co powoduje drugim człowiekiem. Rzadko zadajemy sobie trud spytania czemu ktoś jest smutny, czemu nie podziela naszych opinii, czemu chce iść własną drogą.  A nawet jeśli ktoś stara się nam powiedzieć co mu leży na sercu, to zbyt rzadko tego słuchamy, bo w naturze mamy ocenę zachowań innych przez pryzmat naszej miary.

PARADA 2015

PARADOWALIŚMY
Po co rodzice chodzą na parady równości? Przecież zawsze są ubrani, pióra nie wystają z gołych części ciała, czyli nie odpowiadają na żadne oczekiwania przeciwników parad. Społeczeństwo przecież nie odczuwa takiej potrzeby, żeby ich oglądać. Powinni siedzieć w domu i cichutko się wstydzić. Ale my rodzice LGB, zapomnieliśmy o naszych powinnościach wobec „normalnego społeczeństwa” i kupiliśmy sobie kapelusze identyfikacyjne z tęczowymi wstążeczkami, zamówiliśmy baner i przepychaliśmy się między sobą, kto go będzie niósł, bo każdy chciał. Nic nas nie zraziło. Ani rozpływający się pod stopami asfalt, ani rosnąca temperatura, ani przeciwnicy, nielicznie zgromadzeni wzdłuż trasy marszu. Młodsi „prawdziwi” poszli na mecz, a starsi „prawdziwi” źle znoszą upały. Jednym słowem żwawo przemierzaliśmy Warszawę w sobotnie popołudnie z poczuciem przynależności do tej radosnej kompanii. Byli z nami rodzice z innych krajów, z Ukrainy, Rosji, Mołdowy, Litwy, Łotwy i Malty. Przedstawicielki i przedstawiciele krajów postradzieckich nie mają u siebie możliwości organizacji tak licznych marszów (o spotkaniu z nimi napiszę w innym tekście). Znaczna większość mieszkańców Warszawy i turystów pozdrawiała nas bardzo serdecznie. Napis na banerze „równe prawa naszym dzieciom” budził duże zainteresowanie i uświadamiał łączność pokoleniową, uświadamiał także, że ci młodzi ludzie, idący przed nami mają zaplecze generacyjne. Nie wszyscy mają ojców na motorach, ojców z chorągwiami, banerami i roztańczone matki, ale my chcemy wspierać wszystkie dzieci.
Po co rodzice chodzą na parady równości? Odpowiadam. Właśnie po to, by pani wykrzykująca o pedofilach skonfrontowała się z nami. Żeby młody, dorodny kibic o wysokim poczuciu przynależności narodowej skonfrontował się z nami. Jesteśmy tam również dlatego, żeby zaakcentować równe prawa. Równe prawa dla wszystkich istot. Nam zależy na związkach partnerskich, na małżeństwach jednopłciowych. Chcielibyśmy być na ślubach naszych dzieci. My się nie wstydzimy. Dlatego tam byliśmy.
W przyszłym roku zafundujemy sobie platformę. Będziemy bardziej widoczni!
DORLLE

Będziemy chodzić do tyłu

Będziemy chodzić do tyłu
Nie będę dyskutować z demokracją. Nie będę podważać jej wyroków, ale mam uwagi.
Po pierwsze do socjologów, politologów i innych oceniających. Prezydent elekt miał kampanię sprawną, ale z elementami nietolerancji, wykluczeń i oskarżeń, co nie kwalifikuje jej jako dobrej, bo dobra kampania zawiera przesłanie moralne pozytywne. W komentarzach słyszę pochwały, a niekiedy zachwyty. Dotychczas nie usłyszałam analizy.
Po drugie do „pragnących zmiany”. Zmiana definiowana przez obóz zwycięski to chodzenie do tyłu, postulaty opierają się na przywróceniu tego, co było. Zmiana powinna nieść ze sobą coś nowego, na przykład refleksję, że nie ma powrotu do starych czasów. Odstawiamy szczotki, nie zamiatamy zjawisk, procesów i spraw społecznych, tylko je nazywamy. Nazywamy homofobię, nienawiść, odbieranie praw do społecznego funkcjonowania. Jeśli pragnę zmiany, to wiem jakiej. A zwycięski prezydent elekt proponuje mi wycofanie.
Po trzecie. Otóż nie!
Pan A.Duda nie musi się o mnie troszczyć, otaczać mnie opieką i bezustannie oferować zmiany. Nie chcę również kawy, bo mimo, że z mlekiem, ta kawa nadal jest kiełbasą wyborczą. Interesuje mnie powaga urzędu i majestat Rzeczpospolitej, która nie stoi rano przy metrze opierając kampanię na słitfociach.
Po czwarte. Obaj kandydaci nie wykazali empatii i zrozumienia dla środowisk LGBTQ. Zrozumienie widzę jako próbę poznania istoty zagadnienia. Nikt tego nie zrobił. Nikt nie zadał sobie pytania, co zrobić z nową definicją rodziny.
Urzędujący Panie Prezydencie – wolność to też my!
Panie Prezydencie Elekcie – zmiana to też my!
A więcej, ja Panu, Panie Prezydencie Elekcie nie wierzę. Będzie Pan chodził do tyłu wbrew sobie.
Z tyłu słabo widać , nienaturalnie stawia się stopy, łatwo można się potknąć.
Czas obietnic i inwektyw się skończył. Czas na myślenie jest zawsze.
Piszę to w Dzień Matki – bo każda widzi w czymś swoje LGBTQ
Dorlle

Nie jesteśmy sami

Dzisiaj w TVP 2 w porannym paśmie telewizyjnym po raz kolejny zaproszono do studia mamę geja z synem. Pięknie opowiadali o swoim coming-oucie. Szkoda, że tak krótko… . Miło było popatrzeć, bo okazuje się, że rodzice dzieci LGBT zaczynają wychodzić z szafy! Brawo odważna rodzino!!! Kto chce zobaczyć, niech poszuka na stronach TVP …

Telewizja przygotowała się i zrobiła króciutki wstęp. Szkoda , że z okropnym błędem, bo ze dwa razy w materiale padło stwierdzenie, że „dziecko wybrało sobie orientację”. Ludzie, orientacji się nie wybiera, z tym się rodzimy! Jeśli jesteś heteroseksualny, to czy słyszałeś kiedyś pytanie: „ kiedy zdecydowałeś, że będziesz heteroseksualny”?

KIlimandżaro

Nastrój trochę poświąteczny, więc może dla odmiany dzisiaj luźniejszy temat. W święta, przypomniało mi się, że niedawno usłyszałem w radio reportaż, z którego dowiedziałem się, że grupa ok. 40 polskich parlamentarzystów zorganizowała wyprawę na Kilimandżaro. Na początku słuchania  audycji pomyślałem: „takim to dobrze, nie dość, że na co dzień żyją z naszych podatków i nie szanują tego, to dodatkowo  wymyślają sobie wyprawy na drugi koniec świata”. Ale reportaż trwał i w dalszej części usłyszałem banalne: „było ciężko”, „poznaliśmy się i bardziej zintegrowaliśmy”, „niesamowite przeżycie” i tym podobne ble-ble.

Po chwili z ust Pani Posłanki usłyszałem: „pojechaliśmy do Afryki,  żeby pomóc osobom chorym”. Po chwili Pan Senator dodał: „chcieliśmy zwrócić uwagę na działalność kilku stowarzyszeń i fundacji, które niosą pomoc chorym”. Pomyślałem sobie: „nieźle – każdy może dorobić sobie ideologię do swoich egzotycznych podróży”. Potem ble-ble płynęło z głośnika dalej i Ważne Panie i Panowie opowiadali, jaki to dobry uczynek zrobili podczas wędrówki na Kilimandżaro. Swoją drogą, to ciekawe co powiedziałaby moja żona, gdybym po nocnej wyprawie z kumplami na popijawę, rano na wielkim kacu i z bolącą głową tłumaczyłbym się: „Kochanie – to wszystko po to, aby poczuć więź z osobami cierpiącymi z powodu przewlekłej choroby”.

Dalsza część wypowiedzi trzymała się tonacji ble-ble i poświęcona była zwróceniu uwagi na potrzeby osób chorych: że cierpią, że opieka zdrowotna kuleje, że szpitale niedofinansowane, że profilaktyka zdrowotna słaba. Nic nowego nie dowiedziałem się z reportażu, nie wiem na jakie organizacje chcieli zwrócić uwagę Wybrańcy Narodu z ul.Wiejskiej. Ale zapamiętałem główne przesłanie: „jednoczymy się wokół pomagania osobom chorym”.

No dobrze, dosyć o ble-reportażu. Pewnie zadajesz sobie pytanie, co ja tu wypisuję o posłach wchodzących na Kilimandżaro? Otóż piszę dlatego, że zamarzyło mi się, aby usłyszeć o akcji parlamentarzystów, dzięki której chcą zwrócić uwagę na nietolerancję lub homofobię.

Mrzonka? No cóż – być może. Nasi Wybrańcy Narodu w swoich planach zmiany świata na lepszy, chyba nie za bardzo wiedzą, co się w narodzie dzieje. Niektórzy uważają, że istnienie gejów i lesbijek to chwilowa moda, inni co prawda głoszą, że akceptują, ale nie uważają za konieczne, aby wyrównać ich prawa. Nieliczni, którzy znają wagę problemu, są marginalizowani przez Większość. Czekam więc cierpliwie, aż grupa posłów wystąpi z jakąś medialną inicjatywą, w której wyraźnie opowie się przeciw homofobii.  Aby poprzeć postulaty środowisk LGBT, nie musi wcale  jechać na Kilimandżaro, wystarczy jakaś bliższa górka…