11-te „Nie oceniaj”

Ostatnio głośno o śmierci 14-letniego Dominika. Ogromna tragedia chłopca i jego najbliższych, bardzo współczuję jego rodzinie, wydaję mi się, że jestem w stanie wyobrazić sobie co czują teraz jego najbliżsi. Mimo że od tragicznego wydarzenia minęło już kilka tygodni, to w mediach pojawiają się kolejne komentarze. Dzisiaj przeczytałem artykuł w GW: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18333578,od-szkolnej-przemocy-nie-ma-wakacji-ofiara-przesladowan-czuje.html#TRwknd.

Autor przypomina w nim podobne przypadki z ostatnich lat. Sporo ich niestety, zdarzają się regularnie, ale problem pozostaje nierozwiązany, a nawet narasta. Nie ma niestety prostych rozwiązań. Być może jedną z przyczyn jest to, że dzieci obserwują narastająca polaryzację opinii w świecie dorosłych i przenoszą to zjawisko do swojego nastoletniego świata. Jakże często dorośli bezwiednie wypowiadają głośno negatywne opinie na temat innych ludzi. Może warto więc wprowadzić do dekalogu 11-te przykazanie: „Nie oceniaj bliźniego swego”?

Rzadko przecież wiemy co powoduje drugim człowiekiem. Rzadko zadajemy sobie trud spytania czemu ktoś jest smutny, czemu nie podziela naszych opinii, czemu chce iść własną drogą.  A nawet jeśli ktoś stara się nam powiedzieć co mu leży na sercu, to zbyt rzadko tego słuchamy, bo w naturze mamy ocenę zachowań innych przez pryzmat naszej miary.

Reklamy

PARADA 2015

PARADOWALIŚMY
Po co rodzice chodzą na parady równości? Przecież zawsze są ubrani, pióra nie wystają z gołych części ciała, czyli nie odpowiadają na żadne oczekiwania przeciwników parad. Społeczeństwo przecież nie odczuwa takiej potrzeby, żeby ich oglądać. Powinni siedzieć w domu i cichutko się wstydzić. Ale my rodzice LGB, zapomnieliśmy o naszych powinnościach wobec „normalnego społeczeństwa” i kupiliśmy sobie kapelusze identyfikacyjne z tęczowymi wstążeczkami, zamówiliśmy baner i przepychaliśmy się między sobą, kto go będzie niósł, bo każdy chciał. Nic nas nie zraziło. Ani rozpływający się pod stopami asfalt, ani rosnąca temperatura, ani przeciwnicy, nielicznie zgromadzeni wzdłuż trasy marszu. Młodsi „prawdziwi” poszli na mecz, a starsi „prawdziwi” źle znoszą upały. Jednym słowem żwawo przemierzaliśmy Warszawę w sobotnie popołudnie z poczuciem przynależności do tej radosnej kompanii. Byli z nami rodzice z innych krajów, z Ukrainy, Rosji, Mołdowy, Litwy, Łotwy i Malty. Przedstawicielki i przedstawiciele krajów postradzieckich nie mają u siebie możliwości organizacji tak licznych marszów (o spotkaniu z nimi napiszę w innym tekście). Znaczna większość mieszkańców Warszawy i turystów pozdrawiała nas bardzo serdecznie. Napis na banerze „równe prawa naszym dzieciom” budził duże zainteresowanie i uświadamiał łączność pokoleniową, uświadamiał także, że ci młodzi ludzie, idący przed nami mają zaplecze generacyjne. Nie wszyscy mają ojców na motorach, ojców z chorągwiami, banerami i roztańczone matki, ale my chcemy wspierać wszystkie dzieci.
Po co rodzice chodzą na parady równości? Odpowiadam. Właśnie po to, by pani wykrzykująca o pedofilach skonfrontowała się z nami. Żeby młody, dorodny kibic o wysokim poczuciu przynależności narodowej skonfrontował się z nami. Jesteśmy tam również dlatego, żeby zaakcentować równe prawa. Równe prawa dla wszystkich istot. Nam zależy na związkach partnerskich, na małżeństwach jednopłciowych. Chcielibyśmy być na ślubach naszych dzieci. My się nie wstydzimy. Dlatego tam byliśmy.
W przyszłym roku zafundujemy sobie platformę. Będziemy bardziej widoczni!
DORLLE

Będziemy chodzić do tyłu

Będziemy chodzić do tyłu
Nie będę dyskutować z demokracją. Nie będę podważać jej wyroków, ale mam uwagi.
Po pierwsze do socjologów, politologów i innych oceniających. Prezydent elekt miał kampanię sprawną, ale z elementami nietolerancji, wykluczeń i oskarżeń, co nie kwalifikuje jej jako dobrej, bo dobra kampania zawiera przesłanie moralne pozytywne. W komentarzach słyszę pochwały, a niekiedy zachwyty. Dotychczas nie usłyszałam analizy.
Po drugie do „pragnących zmiany”. Zmiana definiowana przez obóz zwycięski to chodzenie do tyłu, postulaty opierają się na przywróceniu tego, co było. Zmiana powinna nieść ze sobą coś nowego, na przykład refleksję, że nie ma powrotu do starych czasów. Odstawiamy szczotki, nie zamiatamy zjawisk, procesów i spraw społecznych, tylko je nazywamy. Nazywamy homofobię, nienawiść, odbieranie praw do społecznego funkcjonowania. Jeśli pragnę zmiany, to wiem jakiej. A zwycięski prezydent elekt proponuje mi wycofanie.
Po trzecie. Otóż nie!
Pan A.Duda nie musi się o mnie troszczyć, otaczać mnie opieką i bezustannie oferować zmiany. Nie chcę również kawy, bo mimo, że z mlekiem, ta kawa nadal jest kiełbasą wyborczą. Interesuje mnie powaga urzędu i majestat Rzeczpospolitej, która nie stoi rano przy metrze opierając kampanię na słitfociach.
Po czwarte. Obaj kandydaci nie wykazali empatii i zrozumienia dla środowisk LGBTQ. Zrozumienie widzę jako próbę poznania istoty zagadnienia. Nikt tego nie zrobił. Nikt nie zadał sobie pytania, co zrobić z nową definicją rodziny.
Urzędujący Panie Prezydencie – wolność to też my!
Panie Prezydencie Elekcie – zmiana to też my!
A więcej, ja Panu, Panie Prezydencie Elekcie nie wierzę. Będzie Pan chodził do tyłu wbrew sobie.
Z tyłu słabo widać , nienaturalnie stawia się stopy, łatwo można się potknąć.
Czas obietnic i inwektyw się skończył. Czas na myślenie jest zawsze.
Piszę to w Dzień Matki – bo każda widzi w czymś swoje LGBTQ
Dorlle

Nie jesteśmy sami

Dzisiaj w TVP 2 w porannym paśmie telewizyjnym po raz kolejny zaproszono do studia mamę geja z synem. Pięknie opowiadali o swoim coming-oucie. Szkoda, że tak krótko… . Miło było popatrzeć, bo okazuje się, że rodzice dzieci LGBT zaczynają wychodzić z szafy! Brawo odważna rodzino!!! Kto chce zobaczyć, niech poszuka na stronach TVP …

Telewizja przygotowała się i zrobiła króciutki wstęp. Szkoda , że z okropnym błędem, bo ze dwa razy w materiale padło stwierdzenie, że „dziecko wybrało sobie orientację”. Ludzie, orientacji się nie wybiera, z tym się rodzimy! Jeśli jesteś heteroseksualny, to czy słyszałeś kiedyś pytanie: „ kiedy zdecydowałeś, że będziesz heteroseksualny”?

KIlimandżaro

Nastrój trochę poświąteczny, więc może dla odmiany dzisiaj luźniejszy temat. W święta, przypomniało mi się, że niedawno usłyszałem w radio reportaż, z którego dowiedziałem się, że grupa ok. 40 polskich parlamentarzystów zorganizowała wyprawę na Kilimandżaro. Na początku słuchania  audycji pomyślałem: „takim to dobrze, nie dość, że na co dzień żyją z naszych podatków i nie szanują tego, to dodatkowo  wymyślają sobie wyprawy na drugi koniec świata”. Ale reportaż trwał i w dalszej części usłyszałem banalne: „było ciężko”, „poznaliśmy się i bardziej zintegrowaliśmy”, „niesamowite przeżycie” i tym podobne ble-ble.

Po chwili z ust Pani Posłanki usłyszałem: „pojechaliśmy do Afryki,  żeby pomóc osobom chorym”. Po chwili Pan Senator dodał: „chcieliśmy zwrócić uwagę na działalność kilku stowarzyszeń i fundacji, które niosą pomoc chorym”. Pomyślałem sobie: „nieźle – każdy może dorobić sobie ideologię do swoich egzotycznych podróży”. Potem ble-ble płynęło z głośnika dalej i Ważne Panie i Panowie opowiadali, jaki to dobry uczynek zrobili podczas wędrówki na Kilimandżaro. Swoją drogą, to ciekawe co powiedziałaby moja żona, gdybym po nocnej wyprawie z kumplami na popijawę, rano na wielkim kacu i z bolącą głową tłumaczyłbym się: „Kochanie – to wszystko po to, aby poczuć więź z osobami cierpiącymi z powodu przewlekłej choroby”.

Dalsza część wypowiedzi trzymała się tonacji ble-ble i poświęcona była zwróceniu uwagi na potrzeby osób chorych: że cierpią, że opieka zdrowotna kuleje, że szpitale niedofinansowane, że profilaktyka zdrowotna słaba. Nic nowego nie dowiedziałem się z reportażu, nie wiem na jakie organizacje chcieli zwrócić uwagę Wybrańcy Narodu z ul.Wiejskiej. Ale zapamiętałem główne przesłanie: „jednoczymy się wokół pomagania osobom chorym”.

No dobrze, dosyć o ble-reportażu. Pewnie zadajesz sobie pytanie, co ja tu wypisuję o posłach wchodzących na Kilimandżaro? Otóż piszę dlatego, że zamarzyło mi się, aby usłyszeć o akcji parlamentarzystów, dzięki której chcą zwrócić uwagę na nietolerancję lub homofobię.

Mrzonka? No cóż – być może. Nasi Wybrańcy Narodu w swoich planach zmiany świata na lepszy, chyba nie za bardzo wiedzą, co się w narodzie dzieje. Niektórzy uważają, że istnienie gejów i lesbijek to chwilowa moda, inni co prawda głoszą, że akceptują, ale nie uważają za konieczne, aby wyrównać ich prawa. Nieliczni, którzy znają wagę problemu, są marginalizowani przez Większość. Czekam więc cierpliwie, aż grupa posłów wystąpi z jakąś medialną inicjatywą, w której wyraźnie opowie się przeciw homofobii.  Aby poprzeć postulaty środowisk LGBT, nie musi wcale  jechać na Kilimandżaro, wystarczy jakaś bliższa górka…

Kilka słów do osób LGBT

Pisząc wszystkie poprzednie posty, kierowałem je do rodziców, których dzieci są z grona LGBT. Ale pierwsze reakcje płyną nie od rodziców, ale właśnie od gejów i lesbijek. Opisujecie swoje trudne relacje w rodzinach i otoczeniu. W tych opowieściach jest wiele słów o murze, który oddziela Was od rodzin, o milczeniu, o mijaniu się w codziennym życiu, o braku wsparcia i akceptacji.

Nie mam zamiaru usprawiedliwiać czy bronić Twoich rodziców, ale spróbuj przyjąć ode mnie jedną radę. Ta rada to: „próbuj rozmawiać i tłumaczyć”. Jeśli teraz jest źle, to prawdopodobnie gorzej nie będzie. Jeśli Twoi rodzice dowiedzieli się o Twojej orientacji i nie potrafią jej zaakceptować, to jest wielce prawdopodobne, że nie mają podstawowej wiedzy. Nasze pokolenie było wychowywane w kompletnie innym świecie. Większość dzisiejszych osób pokolenia +45 samo słowo „seks” albo „seksualność” usłyszało dopiero w  wieku kilkunastu lat. Wówczas cała intymna sfera życia była głębokim tabu. Nie było internetu, czasopism poradnikowych, a nieliczne publikacje opierały się na wiedzy z lat 60-tych lub jeszcze wcześniejszych.  Ja też byłem tak wychowywany. Ponieważ żyliśmy w socjalistycznej biedzie, więc wmawiało się nam, że największą wartością jest rodzina. Władza nie mogła nam zapewnić podstawowych dóbr materialnych (kolejki w sklepach po papier toaletowy), więc wpajano nam, że tradycyjna rodzina, to droga do szczęścia. W prasie nie istniały takie słowa jak rozwód, seks, rodziny bezdzietne, przemoc rodzinna. Wszystko było idealizowane. Nie dziw się więc, że dla Twoich rodziców Twoja orientacja jest trudna do zaakceptowania.

Wiem, że wiele jest przypadków, gdy syn-gej, lub córka-lesbijka, są wyrzucani z domu po wyjściu na jaw orientacji. Na to nie znajduję żadnych słów wytłumaczenia…Jeśli jednak Twój ojciec lub matka „tylko” się na Ciebie zamyka, lub udaje, że nie wie o co chodzi, to chyba nie jest jeszcze tak źle. Spróbuj porozmawiać i trochę poedukować. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, to może warto podsunąć  broszurkę „My rodzice. Pytania i odpowiedzi rodziców lesbijek, gejów i osób homoseksualnych” (jest dostępna tutaj: http://www.kph.org.pl/publikacje/my-rodzice.pdf). Jeśli rodzice są wierzący to może pomóc publikacja: https://drive.google.com/viewerng/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4OjRjNzJjNWJjZjk4ODNhODg, albo inne porady ze strony: http://www.wiara-tecza.pl/dla-rodzicow. Pamiętaj, że ogromna większość rodziców kocha swoje dzieci, ale nie wszyscy wiedzą jak tą miłość okazać. Ten świat jest taki porąbany, że aby móc wykonywać jakieś czynności trzeba mieć skończone kursy i zdane egzaminy, ale niestety nie wymyślono sposobu przydzielania „prawa do bycia rodzicem”. Jeśli uważasz, że z rodzicami nie warto rozmawiać, to może spróbuj z babcią, wujkiem albo innym członkiem rodziny. Niektórzy z nas na starość robią się bardziej wyrozumiali. Po prostu nabyte doświadczenia powodują, że jesteśmy w stanie więcej zaakceptować.

Zostaliśmy zauważeni

Wczoraj na queer.pl. ukazała się notatka o naszym blogu.  Nie ukrywam, że miło  było czytać przychylny nam tekst. Ale nie to jest ważne. Ważne jest  to, że posypały się komentarze i maile. Wszystkie pozytywne, żadnego hejtu! Czytacie nas. Wczoraj grubo ponad 1000 osób odwiedziło bloga. To chyba niezły wynik?

Trochę ostatnio leniłem się  jako autor. Z jednej strony dużo zadań  w pracy, z drugiej chwila zwątpienia, czy to moje pisanie ma sens. Ale po kilku wczorajszych i dzisiejszych mailach i komentarzach okazuje się, że warto! Czytajcie, komentujcie i piszcie do nas. Po to jesteśmy. Przy okazji dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.

Wiem, że wiele z Was nie znajduje zrozumienia u najbliższych. No cóż, takie mamy popieprzone otoczenie. Ale wierzcie mi, to się zmienia. Powoli, nie tak szybko jak byśmy chcieli, ale to już widać. Mówi się, że kropla drąży skałę. Tych kropli jest wiele. Zobaczcie jak wielu z Was wychodzi z szafy. Wiem, że idealny stan to taki, w którym nikt nie wychodzi z szafy, bo nikt do niej wcześniej nie wszedł. Nikogo nie interesuje orientacja innych ludzi i każda orientacja jest traktowana jako „normalna”. Może znacie taką piosenkę, w której Krystyna Prońko śpiewa: „bądź jak kamień, stój, wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną. I polecą jak lawina, przez noc, przez noc”. Napisana była w innych czasach i mówiła o ludzkiej godności. Czasy się zmieniły, ale ludzie nadal chcą żyć w godności. Ja wierzę, że „lawina” już blisko…