Ola chodziła struta

Ola chodziła struta już dobry rok. My, jej rodzice, nie bardzo wiedzieliśmy, co jest grane.

Postanowiliśmy uczcić nasze wspólne imieniny (mamy tego samego dnia) kilkudniową wycieczką do Londynu we dwójkę.

Już wybiegamy do taksówki na lotnisko, a tu na klamce prezencik (o, jak miło!) i list z instrukcją obsługi na kopercie: „otwórzcie, jak będziecie mogli spokojnie przeczytać”. Jesteśmy normalni, przeczytaliśmy natychmiast.

A tam, wyznanie, jestem lesbijką, dochodziłam do wiedzy o tym długo, mam nadzieję, że to przyjmiecie. Przyjęliśmy jeszcze na tych schodach, potem już z Londynu zadzwoniliśmy do Oli, że wszystko OK.

Po kilku latach, wysłuchaniu dziesiątków relacji o coming outach, wielu rozmowach, głównie z rodzicami (zaangażowaliśmy się w ruch rodziców osób LGBT), dotarło do nas, że nasza reakcja nie była typowa.

Próbowałem zrozumieć, dlaczego nie przeżyłem dramatu i wymyśliłem trzy rzeczy:

Po pierwsze: nigdy nie miałem pomysłu, że któreś z moich dzieci ma realizować jakieś życiowe zadanie, które powstało w mojej głowie. Czyli: zostać pianistą, tancerką figurową, profesorem- fizykiem teoretycznym, matką 3 par bliźniaków, czy górnikiem dołowym. To jest ich życie!

Po drugie: oboje byliśmy wychowani w rodzinach ateistycznych. W okresie naszej młodości Kościół był instytucją znacznie sympatyczniejszą niż dziś, byliśmy oboje związani z Klubem Inteligencji Katolickiej a potem z Przymierzem Rodzin, ale nikt tam od nas nie wymagał wiary. Swoją drogą, naszym dzieciom daliśmy możliwość uzyskania formacji katolickiej, w dwóch trzecich przypadków, z sukcesem. Jednakże problem wejścia albo nie-wejścia kogokolwiek do królestwa niebieskiego jak do tej pory mnie nie nurtował ani trochę. Czyli, nie wchodziłem w życie dorosłe z worem homofobii, tylko z takim małym woreczkiem związanym ze śmianiem się z dowcipów o homosiach.

Po trzecie: rodzeństwo Oli dorobiło się potomstwa – czyli naszych wnuków w liczbie ośmiu (stan na dziś). Oczywiście, dziecko nie jest realizatorem programu swoich rodziców tylko odrębnym, niezależnym człowiekiem (patrz punkt pierwszy). Ale miło odnaleźć swoje geny w kilku mądrych i fajnych młodych ludziach.

Szczególnie punkt trzeci jest potwornie ważny dla innych rodziców. Związek jednopłciowy i wynikające z tego nieposiadanie (POSIADANIE !!!! – ten język!!!) dzieci to zbrodnia, za którą rodzice często wyrzucają z domu. Myślę, że bym to wytrzymał lepiej od przeciętnej, ale nie żałuję, że Bóg niewierzących nie postawił mnie przed tą próbą.

Marek Błaszczyk

Reklamy

Niektórzy wybierają Święta

Życzenia dla Rodziców, którzy jeszcze nie wiedzą a w Święta się dowiedzą, dla Rodziców, którzy się domyślają, a w Święta dzieci to potwierdzą.

I WTEDY DZIECI MÓWIĄ: JESTEM OSOBĄ HOMOSEKSUALNĄ, TRANSPŁCIOWĄ…

Niektórzy wybierają Święta. Jak rodzinnie, to rodzinnie. Dziewczyna przyprowadzi dziewczynę, chłopak chłopaka a inne dziecko chce skorygować płeć.

I co? I nic! Zostajemy na zawsze z tą świąteczną wiadomością.  Niektóre matki coś podejrzewały, teraz milczą, ojcowie nieraz zamierają w bezruchu.

A Święta się kończą i niekiedy myślimy, że wraz z nimi skończyło się wszystko.

Ale się nie skończyło. Czeka Was walka o dzieci, o siebie.

Wtedy przychodzi WIELKA SIŁA, która pozwala podjąć tę walkę.

Trzeba tylko na nią chwilę poczekać.

Nikt inny tej siły nie dostanie.

Życzenia od Rodziców, którzy wiedzą – dla Rodziców, którzy się dowiedzą .

Niektórzy wybierają Święta.

Ruszyła rekrutacja do Akademii Zaangażowanego Rodzica – zgłoś się!

8 kwietnia rozpocznie się kolejna edycja Akademii Zaangażowanego Rodzica – cyklu bezpłatnych weekendowych warsztatów skierowanych do rodziców osób LGBT. Jeżeli jesteś mamą lub ojcem lesbijki, geja, osoby biseksualnej lub transpłciowej  i zależy Ci na tym, aby poszerzyć swoją wiedzę w obszarach związanych z orientacją psychoseksualną i tożsamością płciową oraz nabrać swobody w rozmawianiu na te tematy, to Akademia jest dla Ciebie. Rekrutacja trwa do 21 marca. 

Więcej na  https://kph.org.pl/azr-rekrutacja-2017/

oraz post na FB :  https://pl-pl.facebook.com/lgbt.kph/

Rodzice – zgłoście się!

Dzieci – powiadomcie swoich Rodziców!

I można NORMALNIE!!!

 

Byłam w dziwnym miejscu. W dziwnym dla mnie, bo przyjechałam z Polski. Byłam na ślubie dwóch dziewczyn (jakby ktoś miał wątpliwości, to dziewczyny brały ślub ze sobą) w Stanach Zjednoczonych.  Właściwie wiedziałam, że uroczystość będzie inna, ale nie wiedziałam, co to znaczy. W głowie miałam wyobrażenia z książek i filmów, w pamięci szukałam wspomnień z innych ślubów. Dziewczyny są różnonarodowe, polsko-amerykańskie, przypuszczałam, że może to rodzić zaskakujące sytuacje. Czekałam. W niepokoju. Ślubem zarządzały koordynatorki i kierowały gości na różne poziomy hotelu, w którym odbywała się uroczystość. Na dziesiątym piętrze, na pięknym tarasie zgromadziło się blisko 100 osób i wszyscy oczekiwali o 17.00 na panny młode. W pierwszej chwili pomyślałam, że spotkanie jest zbyt wyreżyserowane, bo podano rozkład godzinowy, wyraźny był „plan działań”, ale przecież u nas wygląda to tak samo, tylko że wykonujemy te czynności mechaniczne. Plan działań jest oczywisty/ kościół lub urząd, a dalej dom weselny. W tym względzie żadnej różnicy nie ma. Punktualnie przyszedł pastor, który uroczystość zaślubin celebrował.  Mówił dużo i wesoło. I o miłości i o Bogu. Ale nastrój był bardzo podniosły. W kolejności na „scenę  działań ślubnych” wchodzili wszyscy bohaterowie wieczoru. Najpierw matki, piękne i uśmiechnięte. Potem druhny w eleganckich,  jednakowych sukniach, następnie ojcowie wprowadzili panny młode. Amerykańskim zwyczajem oblubienice składały przysięgę wygłaszając  napisane przez siebie mowy.  Ja widziałam przede wszystkim miłość. Wszystko było piękne i  wzruszające.  Po części oficjalnej gości „skierowano na drinka”, a panny młode, rodzice i druhny poszli na plażę zrobić plenerowe zdjęcia.  Podczas sesji  obcy ludzie podchodzili i gratulowali „zamążpójścia”, życzyli powodzenia. Było to bardzo ważne dla polskich rodziców, którzy z ogromnym niepokojem przyjmowali ten obcy świat.  Po sesji i drinku wszyscy wrócili na taras i podano poczęstunek i rozpoczęły się tańce, które trwały nieprzerwanie do końca przyjęcia. W nocy,  w szpalerze zimnych ogni  dziewczyny  pożegnały się  i opuściły gości. I co, byłam na normalnym przyjęciu.  Para młoda piękna, uroczystość doniosła, tańce znakomite. Ziemia się nie rozstąpiła, wody Oceanu Atlantyckiego nas nie zalały, diabły rogate po nas nie przyszły. I można NORMALNIE!!!

Dorlle

PS z tym „pójściem za mąż” i „ożenkiem”, musimy się po polsku, językowo uporać, ponieważ te formy mają wpisaną heteronormę.  Można pójść za mężem, który jest bardzo mężny lub „otoczyć się żoną”.

Musimy nad tym popracować lub po prostu Just married Czytaj dalej

Całe życie w 2 sekundy

„Mamo- jestem gejem”. „Tato- jestem lesbijką”.

Spróbuj to powiedzieć głośno. A potem weź stoper i postaraj się zmierzyć ile czasu trwa to zdanie.  2 sekundy?

Masz kilkanaście lub 20-kilka lat? Jesteś lesbijką lub gejem? Nie wiem czy akceptujesz swoją orientację, czy nie, ale  jej odkrywanie trwało u Ciebie kilka lat. Potem jeszcze oswajałeś się z tym odkryciem. Przypomnij sobie- ile ten cały proces trwał w Twoim przypadku?

Mój syn powiedział zdanie „rodzice – jestem gejem”  7 lat temu. Życie naszej rodziny zmieniło się w 2 sekundy…

Dziękuję Ci Michale za to zdanie… Dziękuję za zaufanie, które wtedy nam okazałeś…

Dziękuję za zmianę mojego świata. Za jego pokolorowanie. Za to, że odkryłem jak piękna jest tęcza…

Czym jest homoseksualizm dziecka?

Nie mam tu zamiaru wymądrzać się czy też samodzielnie wymyślać kolejnych definicji. Na początek powtórzę za wieloma autorytetami, że osobą homoseksualną (ale też bi – czy też transseksualną) człowiek NIE staje się pod wpływem czynników środowiskowych, czy też na skutek kontaktów z innymi osobami o podobnej orientacji. Dzisiaj większość badaczy zgadza się co do tego, że nasza orientacja seksualna kształtuje się prawdopodobnie w okresie płodowym (więcej:  http://www.focus.pl/czlowiek/tajemniczy-homoseksualizm-11562?strona=1 ). Wniosek z tego też taki, że orientacji seksualnej nie można zmienić. Inny fakt, niestety często podważany, to że homoseksualizm NIE JEST chorobą – więc się go nie leczy!  Jeśli spotkałeś się z informacjami pochodzącymi z lat 70-tych lub wcześniejszymi, to tam mogłeś czytać o „homoseksualnej chorobie”, ale  Światowa Organizacja Zdrowia już dawno wycofała się z tych „chorobowych” klasyfikacji  (więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualizm#.C5.9Aredniowiecze_i_czasy_nowo.C5.BCytne )

Ale czym jest homoseksualizm ukochanego dziecka dla matki lub ojca? Na początku to w wielu przypadkach spory problem z przyjęciem tego faktu do wiadomości. Przecież w bajkach i serialach księżniczka zawsze znajduje swojego księcia, a  nie drugą księżniczkę, Romeo kocha Julię a nie np.Tristana, chłopcy bawią się samochodami, a nie lalkami. Synom wmawiamy od najmłodszych lat, że kiedyś się ożenią i będą mieli dzieci, a córki słyszą że muszą być odporne na knowania przyszłych teściowych, które zawsze wybierają dobro swoich synów. Dziewczynka musi być przygotowana do roli matki, a syn kiedyś będzie mężem i ojcem… To wmawiają nam filmy, książki, bajki, reklamy, wiersze i piosenki.  I nagle pewnego dnia dowiadujesz się, że te wszystkie „oczywiste oczywistości” są nic nie warte. Twój syn nigdy nie będzie szukał  żony, Ty nie będziesz miał wnuków,  a w pracy nie będziesz mógł pochwalić się synową. Jeśli uważasz, że ujawnienie się Twojego syna to wszystko burzy i masz do niego o to pretensje, no to masz problem. Masz problem z sobą, nie z synem. Brutalne? Ale prawdziwe. Chyba nie uważasz, że syn będzie robił coś dla pozorów lub dla spełnienia Twoich lub otoczenia oczekiwań? Jeśli uważasz inaczej, to właśnie możesz wchodzić na drogę do utraty swojego dziecka. Przepraszam za szczerość…

Jednak większość z nas tradycyjnie oczekuje, żeby  syn znalazł sobie dziewczynę, stanął z nią przed ołtarzem, żeby potem było wesele, grała orkiestra, a goście wołali „gorzko, gorzko”? Potem chrzciny, komunia i wszystkie te „tradycyjne obrzędy”. Jeśli tego i Ty oczekiwałeś, to jesteś całkowicie normalny, przecież całe otoczenie tego wymaga! Przecież wychowałeś się w Polsce, pewnie nie było wokół Ciebie żadnych homoseksualnych par, więc większość społeczeństwa wpisuje się w tą tradycję. Ale czy wszyscy? Pewnie znasz niejednego faceta, który od wielu lat żyje sam. Stary kawaler? Nie zawsze… A samotne kobiety, wiecznie w spodniach i z męskim wyglądem (tu przepraszam niektóre lesbijki za przywoływanie stereotypu). A nie było w Twoim otoczeniu żadnej dziewczyny, która po kilku latach okazała się chłopakiem (lub na odwrót)? Wokół nas i wśród nas wiele jest gejów, lesbijek i transów. Nie ma o nich wierszy, piosenek, filmów czy lektur szkolnych, Dlatego najczęściej ich nie zauważamy (lub nie chcemy zauważać). Dlatego też powszechne są tradycyjne oczekiwania, o których pisałem powyżej, ale dlatego też tak trudno przyjąć nam do wiadomości, że nasze dziecko nie wpisuje się w normę!

Kim więc jest Twój syn-gej? Nie chcę uogólniać i powtarzać stereotypów. Ale spróbuję opowiedzieć, czego ja się dowiedziałem o moim synu. Być może z Twoim dzieckiem jest podobnie?  Mój syn już na początku szkoły zauważył, że nie interesuje go większość z tych rzeczy, którymi interesowali się jego koledzy, a wręcz czasem odczuwa dziwny lęk w ich otoczeniu. Lepiej niż jego koledzy dogaduje się z koleżankami, a do tego zauważył, że odczuwa niezwykłe emocje w stosunku do niektórych kolegów. Nie rozumie dlaczego jego kolegów tak podniecają zdjęcia nagich kobiet, bo on odczuwa dziwne mrowienie przy wizerunkach mężczyzn! Pewnego dnia usłyszał, że na świecie są geje, a po jakimś czasie z przerażeniem odkrył, że on jest jednym z nich! Długo się z tym ukrywał, bo przecież w międzyczasie wielokroć słyszał, że „pedały to zboczeńcy”.  W międzyczasie zaczęły się problemy ze szkołą. Przecież koledzy i nauczyciele często szydzą z „pedałów”. Na religii ksiądz opowiadał  o „homoseksualnych zagrożeniach”. Na języku polskim omawiał lektury, w których Tadeusz kocha Zosię, Romeo umiera w niespełnionej miłości do Julii, a na koniec musiał pisać o tym wypracowanie i wyrazić zachwyt nad romantyczną miłością młodzieńca do dziewczyny!  Do tego nauczycielka polskiego wspomniała, że Oskar Wilde „chorował na homoseksualizm”. Przysposobienie do życia w rodzinie to kolejna trauma – od początku dzieci słyszą o żonie, mężu i tradycyjnej rodzinie. Co prawda nauczycielka jest odważna, więc była lekcja  o rozpoczęciu współżycia i antykoncepcji.  Ale na kolejnej lekcji opowiadała o dewiacjach i zboczeniach, wśród których najstraszniejszy jest homoseksualizm. Czy to dziwne, że w szkole w pewnym momencie zaczęły się wagary, syn coraz częściej choruje na grypę i bóle brzucha, zaczyna izolować się od rówieśników? Zamyka się godzinami w swoim pokoju, czasem nawet nie wychodzi z niego cały weekend. Ja oczywiście na początku nic nie zauważam. Jeśli nie mogę dogadać się z synem, lub zdarzają mu się dni bez kontaktu z otoczeniem, to ja tłumaczę to dojrzewaniem i burzą hormonów. Ale jeśli te objawy (wagary, objawy depresji, izolowanie się otoczenia) nasilają się? Nie będę dalej rozwijał tego czarnego scenariusza, bo po pierwsze dla mnie to bardzo bolesne i świeże jeszcze wspomnienia, a po drugie jest jakieś 20-30 % szans , że w przypadku Twojego dziecka ten scenariusz nie będzie miał miejsca. Skąd te liczby? Spotkałem się z tezą, że ok.70-80% osób homoseksualnych przechodziło przez różne objawy depresji, czytaj też np., http://wiadomosci.onet.pl/prasa/depresja-geja/yrdt8 ).

Sporo czasu trwało zanim dowiedziałem się tego, co wiem dzisiaj. Jeśli Twoje dziecko wyoutowało się przed Tobą w miarę wcześnie (czyli w okresie nastoletnim), to bardzo dobrze, bo w miarę szybko możesz zacząć rozumieć jego postępowanie. Postaraj się czasem spojrzeć na świat oczami geja/lesbijki. To nie jest takie trudne, jak się na początku wydaje.

Jak zamieszkałem w szafie i powoli z niej wychodziłem?

No więc weszliśmy do szafy (razem z żoną) i dosyć mocno przestraszeni w niej siedzieliśmy. Kilka dni ? Kilka tygodni? Szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam. Pierwsze dni nie były łatwe. Mnóstwo pytań. Na szczęście był już internet, więc najpierw poszukiwania stron z informacjami medycznymi. Przecież przez całe moje życie wmawiano mi, że homoseksualizm to choroba. Pamiętam nawet „poważne”  książki wydawane w latach 70-tych i 80-tych, gdzie umieszczano ten temat w działach „inne zboczenia seksualne”. Ale przecież wiem, że moje dziecko nie jest chore, nie jest „zboczeńcem”! Niestety wciąż w necie sporo jest stron, które podtrzymują te „mądrości”. I rozmowy z Michałem. Co czuje, co myśli, czego się obawia. Najpierw jak najwięcej słuchania, potem powolne przetrawianie tego w głowie. I znowu rozmowy. Powrót do netu. Na szczęście były już organizacje typu KPH czy Lambda, które sporo rzetelnej wiedzy przekazują. I ważna informacja, że homoseksualizmu się nie leczy, nie prostuje, nie nawraca. Tak jak nie leczysz koloru oczu albo zamiłowania do pierogów.

Na szczęście dosyć szybko zdecydowaliśmy się na rozmowy z rodziną. Co do najbliższych byliśmy pewni, że nie będzie wykluczania nas. Nie wiedzieliśmy jak zareaguje dalsza rodzina, te wszystkie ciotki, kuzyni itd. Na szczęście też nie było problemu. Oczywiście niektórzy nawet nie mrugnęli okiem, bo dla nich nie ma znaczenia jaką ktoś ma orientację, ale inni musieli to głębiej przerobić i zadawali dziwne pytania. Ale generalnie Michał dostał i dostaje mnóstwo wsparcia. Z dzisiejszej perspektywy cieszę się, że szybko wyoutowaliśmy się przed najbliższy otoczeniem. To jest cholernie ważne , żeby nie ukrywać się z tą informacją. Ukrywać można jakieś winy albo niecne uczynki, ale skoro my akceptujemy w pełni nasze dziecko, to niech ktoś z rodziny spróbuje mieć coś przeciw. Wyleci z hukiem spod naszego dachu.

Tak – to jest bardzo ważne, żeby w najbliższym otoczeniu nic nie ukrywać. Nie każdy ma ten luksus, niestety żyjemy w Polsce. Ważne jest to, żebyś sam sobie wszystko poukładał w głowie.  Nam dużo dały rozmowy z przyjaciółmi. Mamy takich kilkoro z bardzo otwartymi głowami. Bardzo im wszystkim dziękuję za słuchanie i akceptację. To jest bardzo ważne i budujące, jeśli nie zostajesz odrzucony przez najbliższych. A z dalszą rodziną i znajomymi? Tu było trochę obaw, bo nie znasz tych ludzi dokładnie i nie wiesz, czy nie trafisz na jakiś zakuty łeb. Ale zauważyłem, że trzeba być podczas takiej rozmowy w dobrej formie, pewnym siebie, zadbać, żeby chwila sprzyjała. I tu też dobre wspomnienia, bo nikt nie potępił nas, żadnej agresji. Ważne, żeby nic nie ukrywać, przecież rozmawiamy o dziecku, które Ci ludzie znają od wielu lat. Wiedzą kim jest. I cały czas mówić z podniesioną głową, być pewnym swoich słów, cały czas mówić o wspieraniu syna.

Zauważyłem, że w publicznych wystąpieniach często zdarza się potępianie „tych homoseksualistów”. Ale czy na takim samym forum spotkaliście się z potępieniem konkretnego geja lub lesbijki? Raczej nie. Bo łatwo potępiać jakąś bliżej nieokreśloną grupę. Ale jak już kogoś znasz, to reagujesz inaczej.

Więc pomimo tego, że często jestem świadkiem homofobicznej mowy w tzw. publicznych dyskusjach, to mnie jako ojca geja nic takiego nie spotkało. Mieszkam w małej miejscowości. Wyoutowaliśmy się tylko przed najbliższymi, bo jakoś nie wyobrażam sobie, żebym po ulicach chodził w koszulce z napisem „mój syn jest gejem”. Dzisiaj minęło już kilka lat i wszyscy znajomi, z którymi często się kontaktujemy wiedzą o orientacji Michała. Nie mieliśmy z tego powodu żadnych przykrości, ale co ważne, to chyba przekazaliśmy kilku osobom spory pierwiastek tolerancji, bo zauważyłem, że „przed” zdarzały się niektórym osobom homofobiczne teksty, ale po naszym wyoutowaniu już nie.