Gala LGBT i naród

Równiutko tydzień temu byłam w Warszawie na Gali, w Mariocie, obcowałam celebrytami, działaczami organizacji równościowych, dziennikarzami i wieloma innymi osobami, które przyszły na to spotkanie z przyjaźni, zaangażowania, poczucia współuczestnictwa w ważnej misji. Sojusznicy. Było elegancko, młodzieżowo i nienarodowo. Tak, tak,  gośćmi były osoby niepolskiej narodowości ale nie widziałam oznak upadku poczucia patriotyzmu. Nadal mówię i myślę po polsku. Obcowanie z cudzoziemcami, obcowanie z lesbijkami, gejami, osobami transseksualnymi zupełnie nie zatruwa mojej duszy i umysłu. Wniosek jest jeden – nie jestem wrażliwa na „sprawę polską”, co w przyszłości doprowadzi do katastrofy, bo gotowa jestem widzieć lesbijki i gejów na ślubnych kobiercach a obcokrajowców na ulicach. Jednym słowem naród się na mnie zawiódł. Jednak świadoma definicji narodu, wspólnoty języka i tradycji trochę ubolewam, że stanowię jeden naród z kibolami, niektórymi posłami i posłankami, przywódczyniami i przywódcami narodu. W sumie przykro mi, że mój naród odsyłany jest pod eskortą policji z Madrytu do Warszawy. Naród ma koszulki z wyraźnymi deklaracjami i kompletną amnezję (dotyczy tego narodu urodzonego w PRL) i niezbyt dobre oceny w szkole (dotyczy narodu z przywilejem późnego urodzenia). Różnią nas pryncypia. Żeby z kimś rozmawiać nie muszę mieć kija w ręku, w celu wzmocnienia ekspresji wypowiedzi. Naród nie był na Gali, był wprawdzie zajęty biciem kibiców innej drużyny w Madrycie, ale pewnie i tak by nie przyszedł. Różnią się nasze myśli, choć myślimy po polsku, a za pomocą tych samych konstrukcji gramatycznych budujemy inne znaczenia. Czy jeszcze jestem narodem?  DORLLE

Reklamy

Geje do filmu!

W sieci natknąłem się na artykuł: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/w-polskich-reklamach-brakuje-homoseksualistow-bo-firmy-obawiaja-sie-naruszyc-tradycje-i-stereotypy. Ciekawe, ale przykre spostrzeżenia: w polskiej reklamie osoby homoseksualne nie istnieją. A przecież reklama, czy tego chcemy czy nie, mocno kształtuje nasze postrzeganie świata. Nie trzeba być znawcą tematu, żeby zauważyć, że każde wprowadzenie na rynek nowego produktu poprzedzone jest intensywna kampanią reklamową. Przy czym słowo „produkt” traktuję dosyć dowolnie. Mam na myśli nie tylko towary na półce sklepowej, ale także nowe trendy lub  idee. A przecież tolerancja jest dla mnie jedną z najważniejszych idei.  Trendem może być np. widzialność w przestrzeni publicznej osób nieheteronormatywnych. Bo takie osoby oczywiście są wśród nas, ale nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać. Dlaczego? A dlatego, że jeśli gej lub lesbijka występują samodzielnie w przestrzeni publicznej, to niczym nie różnią się od heteryka. Stąd mój apel: pokazujmy tęczowe pary. Bo wtedy mówimy otwartym tekstem. Apel kieruję do szeroko rozumianego środowiska medialnego: pokazujcie pary inne niż heteroseksualne. Nie koniecznie tylko homoseksualne, ale też np. wolne związki. Oburzamy się na konserwatywne (czytaj: skostniałe) poglądy znacznej części społeczeństwa i agresywny dyktat „jedynie słusznego wzorca rodziny”. A kto z rzekomo tolerancyjnego środowiska filmowego odważy się umieścić w scenariuszu filmu lub reklamy jawnego geja? Nie mam racji? Niech alibi nie będą głośnie ostatnio polskie filmu filmy „W imię…” czy „Płynące wieżowce”. Według mnie motyw homo w tym filmach jest zdeformowany poprzez martyrologiczne podejście twórców do tematu. Czy moja opinia jest odosobniona?

Ostatnio obejrzałem dwa dosyć stare filmy, nie-polskie, z początku lat 90-tych. Jednym z nich jest „Cztery wesela i pogrzeb”, a drugi to jeden z odcinków bodajże drugiej serii „Przystanku Alaska”. Łączy te filmy to, że pojawiają się tam wśród głównych bohaterów związki dwóch mężczyzn. I to nie w martyrologicznym klimacie jak we wspomnianych polskich produkcjach, ale tak normalne życiowo. Nikt tam nie robi aj-waj z tego, że w pobliżu żyje para nie-hetero. Scenarzysta po prostu gejów wprowadza do scenariusza i oni tam są na równych prawach! Przypominam, filmy są sprzed 25 lat! Tak więc wołam do  polskich twórców: do dzieła, wprowadzajcie gejów, lesbijki, osoby trans na ekrany! Bez tego związki LGBT nadal nie będą widoczne. Niech geje będą nie tylko bohaterem podobnym do wiecznie cierpiącego mickiewiczowskiego Konrada, jak to jest dotychczas w polskich filmach, ale niech będą np. członkiem gangu (w kryminale), zwariowanym wujkiem (w komedii romantycznej), analitykiem wywiadu (w filmie szpiegowskim) albo panem od wu-efu (w kinie familijnym). Obiecuję kupić bilet do kina!

P.S. Kto nie widział, niech obejrzy pierwszy odcinek „Prokuratora”. Pachnący nowością wyjątek od reguły. Coś takiego marzy mi się na co dzień…

11-te „Nie oceniaj”

Ostatnio głośno o śmierci 14-letniego Dominika. Ogromna tragedia chłopca i jego najbliższych, bardzo współczuję jego rodzinie, wydaję mi się, że jestem w stanie wyobrazić sobie co czują teraz jego najbliżsi. Mimo że od tragicznego wydarzenia minęło już kilka tygodni, to w mediach pojawiają się kolejne komentarze. Dzisiaj przeczytałem artykuł w GW: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18333578,od-szkolnej-przemocy-nie-ma-wakacji-ofiara-przesladowan-czuje.html#TRwknd.

Autor przypomina w nim podobne przypadki z ostatnich lat. Sporo ich niestety, zdarzają się regularnie, ale problem pozostaje nierozwiązany, a nawet narasta. Nie ma niestety prostych rozwiązań. Być może jedną z przyczyn jest to, że dzieci obserwują narastająca polaryzację opinii w świecie dorosłych i przenoszą to zjawisko do swojego nastoletniego świata. Jakże często dorośli bezwiednie wypowiadają głośno negatywne opinie na temat innych ludzi. Może warto więc wprowadzić do dekalogu 11-te przykazanie: „Nie oceniaj bliźniego swego”?

Rzadko przecież wiemy co powoduje drugim człowiekiem. Rzadko zadajemy sobie trud spytania czemu ktoś jest smutny, czemu nie podziela naszych opinii, czemu chce iść własną drogą.  A nawet jeśli ktoś stara się nam powiedzieć co mu leży na sercu, to zbyt rzadko tego słuchamy, bo w naturze mamy ocenę zachowań innych przez pryzmat naszej miary.

Wiara i nadzieja

Wczoraj w siedzibie Lambdy uczestniczyłam w spotkaniu z brytyjskim działaczem katolickim i aktywistą LGBT Martinem Pendergastem ( zachęcem do zapoznania się z info nt. samego Gościa  http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4Ojg2OTVjOTVhZWU3Y2VkYQ i organizacji katolików LGBT w diecezji Westminster http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4OmM4MTAxMDI1MTRlOTg2 ), które poprowadził Patryk Chilewicz, zastępca redaktora naczelnego magazynu „PRIDE”.

Gość opowiedział o historii zmian na korzyść osób LGBT w UK. W latach 1954-1957 miały miejsce zmiany prawne prowadzące do dekryminalizacji homoseksualnych mężczyzn ( jak twierdziła królowa Wiktoria – takie okropności nie mogłyby przecież dotyczyć kobiet). Dekryminalizacja postulowana była przez hierarchów największych kościołów – anglikańskiego i rzymsko-katolickiego.

Przez kolejne lata wprowadzane były zmiany prawne dotyczące dopuszczalnego wieku, w którym prawnie dozwolone są kontakty seksualne.

Wielka Brytania mimo iż należała do twórców Karty Praw Człowieka, jako państwo podpisała ją i przyjęła do brytyjskiego prawa dopiero w roku 1998. Fakt ten wzbudził sprzeciw u mniejszości religijnych, które próbowały wymóc na parlamencie ustawy mówiące, że ich nie dotyczą pojedyncze artykuły z Karty – ale Parlament się nie zgodził. W pierwszej dekadzie nowego millennium prawo brytyjskie zmieniło się w kwestii możliwości rejestracji związków partnerskich, a potem zawierania małżeństw jednopłciowych. Gdy małżeństwa były już możliwe, rząd chciał zlikwidować związki partnerskie proponując, aby osoby będące w związkach niejako automatycznie nabywały prawa małżeńskie ( wystarczy ich deklaracja), ale między innymi Kościół Katolicki (2014) był przeciwny takim zmianom twierdząc, że lepszy taki związek niż żaden, a wiele osób i tak nie chce małżeństwa uważając, że jest to patriarchalny przeżytek.

Na pytanie Prowadzącego o to, jak w UK wygląda sprawa działań poszczególnych księży względem osób LGBT, w tym działań homofobicznych, Gość odpowiedział, że już w 1979 roku został wystosowany list biskupów do wszystkich księży w sprawie posługi względem osób LGBT i ich rodzin i większość się do niego stosuje. Ogólnie większość księży w Anglii, Walii i Szkocji, a najmniej w Irlandii – jest za postępowym prawem.

W 2000 roku Watykan wystosował list do biskupów świata, aby sprzeciwiali się związkom jednopłciowym.

Gość zapytany, jak radzi nam postępować z homofobicznymi zachowaniami kapłanów, odpowiedział, że nie przyjechał tu po to, aby dawać komukolwiek rady, jedynie dzielić się swym doświadczeniem. Jednocześnie wspomniał o uczestnictwie w spotkaniu z abp. metropolitą warszawskim K. Nyczem i innymi dwoma hierarchami KK w Polsce i o tym, jak robiły im się duuuże oczy, gdy usłyszeli, że TAKIE RZECZY dzieją się  w Kościele Katolickim na świecie ws. osób LGBT – bo o tym najwyraźniej nie wiedzieli.

Gość zauważył, że trzeba szukać sprzymierzeńców, że często można ich znaleźć tam, gdzie się ich w ogóle nie spodziewamy i że z pewnością są tacy w Kościele w Polsce – i jest to m. in. zadanie dla rodziców.

W ostatnich latach księża w UK napisali list otwarty nawołujący do powrotu do „tradycji”. List ten podpisało 460 z 6000 duszpasterzy brytyjskich.

Gość został również zapytany, czy uważa, że zmiany ws. osób LGBT, o których mowa za Papieża Franciszka, są jedynie wizerunkowo – PR-owe.  Gość zamilkł, uśmiechnął się i odpowiedział, że dobrze zna KK w Ameryce Łacińskiej, skąd pochodzi obecny Papież. Ponadto jest on jezuitą. Zdarzały się w przeszłości zmiany wprowadzane przez jednego papieża, które następca mógł szybko cofnąć. Jednakże jezuici są arcymistrzami strategii długofalowej i zmiany, jakie szykuje Papież Franciszek, są z pewnością takiej natury. Ostatnio Papież przyjął transpłciowego mężczyznę z jego narzeczoną, którzy zostali wykluczeni ze swojej lokalnej wspólnoty katolickiej.

Gość odpowiadał również na pytania dotyczące jego wcześniejszej działalności na rzecz osób z AIDS (rozpoczętej jeszcze w latach 70-tych, gdy nie było żadnych leków), a także współcześnie. Powiedział m. in., że w UK obecnie do grup szczególnego ryzyka należą młodzi geje, którzy uważają, że jak współżyją z młodymi ( poniżej 30tki), to nie mogą się przecież zarazić.

Sprawa edukacji seksualnej w szkołach nadal nie wygląda różowo. (GB przoduje w liczbie nieletnich ciężarnych). Obecnie dwie partie ( laburzyści i liberałowie) mają uchwalenie stosownej ustawy wprowadzającej obowiązkową edukację seksualną w szkołach w swoich priorytetach przedwyborczych.

Pan Martin Pendergast przygotowuje materiały dotyczące dekryminalizacji homoseksualizmu w świecie, w szczególności w krajach katolickich, jak również materiały dotyczące związków jednopłciowych i kwestii rodziny na zbliżającą się sesję Synodu Biskupów w Rzymie w październiku 2015.

Muszę przyznać, że spotkanie bardzo mnie podbudowało. Zauważę, że w Polsce wpływy KK są znacznie większe niż gdziekolwiek i wpłyniecie na Kościół może przynieść więcej pożytku i  szybciej spowodować zmiany w nastawieniu społeczeństwa niż wpływanie na media (tj. niewykształconych sensatów prowadzących audycje w mediach).

Głos Kuby – o mediach….

Tym razem na naszym blogu zagości nowy autor. Kubę poznałem kilka miesięcy temu, mieliśmy okazję spotkać się kilka razy. Podczas jednego z tych spotkań rozmawialiśmy o mediach i zmianach w postrzeganiu środowiska LGBT. Poniżej w całości tekst Kuby.

Wszyscy zgodzimy się, że współcześnie na kształtowanie opinii o otaczającym nas świecie największy wpływ mają wszechobecne media. Rodzina, przyjaciele, szkoła, wspólnota religijna to środowiska, których rola w tworzeniu światopoglądu także jest istotna, jednak w związku z przemianami cywilizacyjnymi maleje. Pragnę zastanowić się, jaki obraz środowisk LGBT wyłania się z analizy ostatnich relacji w środkach masowego przekazu (głównie wydania internetowe prasy). Zaznaczam, że nie sięgam do artykułów naukowych, ani typowej prasy kolorowej, nastawionej na tanią sensację, a opiniotwórczych dzienników i tygodników. Nie jest moim celem analiza poszczególnych artykułów, a jedynie wyrażenie ogólnej refleksji wyłaniającej się po lekturze kilkunastu tekstów.

Na początku należy zaznaczyć, że wszelkie przekazy dotyczące LGBT są na ogół jałowe, nieoparte na badaniach, teoriach potwierdzonych naukowo, a odnoszą się do powszechnych schematycznych twierdzeń oraz opinii. Dotyczy to zarówno prasy katolickiej, artykułów w „neutralnych” pismach oraz kojarzonych z lewą stroną sceny politycznej. Redaktorzy przerzucają się od lat powielanymi stereotypami, używają sloganów (np. „homoseksualizm jako polityczna nadbudowa”, „agresywne lobby homoseksualne”) nie tłumacząc, co mają na myśli.

Wśród tematów można zauważyć kilka dominujących. Nie tak dawne dyskusje o istocie „genderyzmu” (pojęcie to odmieniano przez wszystkie przypadki i formy), które pokazały ignorancję i zwykłe nieuctwo wielu wypowiadających się na ten temat, skąd inąd szanowanych osób, nieco przycichły. „Na topie” wciąż pozostaje osoba nowego prezydenta Słupska – Roberta Biedronia (jego wybór wciąż komentowany na świecie pokazuje, jak bardzo pokutuje homofoniczny obraz polskiego społeczeństwa), powraca temat warszawskiej tęczy jako części kulturowej walki o prawa homoseksualistów (to jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce kulturowych symboli ostatnich lat).

Inne artykuły poświęcone są „rodzimemu piekiełku”, czyli wypowiedziom polityków i hierarchów kościelnych (ks. Oko, arcybp. Pieronek) na temat środowisk LGBT. Co ważne, najczęściej pojawia się słowo „homoseksualizm”, pod którym osoby wypowiadające się kryją wszelkie formy odmienności od heteroseksualnego wzorca i podziału na męską i żeńską seksualność. Ciekawe, że wiele mówi się też o zmianach prawnej sytuacji  gejów i lesbijek na świecie. Są to zarówno teksty akceptujące kierunek liberalnych zmian, jak i bijące na alarm artykuły o „antykulturowej i antynaturalnej fali”, która zaleje wkrótce Polskę.

Nic dziwnego, że spłycony przez media obraz ludzi LGBT i ich prawdziwych problemów powoduje, że społeczeństwo polskie traktuje te kwestie stereotypowo. Powszechne jest przekonanie, że homoseksualizm wynika ze swoistej mody kreowanej przez media (także w środowisku osób wykształconych). Jak pisze Błażej Warkocki, autor publikacji o przemianie podejścia do homoseksualizmu w polskiej kulturze na początku XXI wieku „samo straszne słowo »homoseksualizm« ze słowa tabu zamieniło się w gadżet telewizyjnych programów śniadaniowych”. Rozumiem, że brak naukowych dowodów na biologiczne źródła odmienności płciowej każe szukać ich w kulturze, jednak twierdzenia o modzie na bycie gejem czy lesbijką to bezmyślność. Myślę, że osoby, które wypowiadają takie zdanie nie zastanowiły się nad tym, z jakimi problemami spotykają się na co dzień osoby LGBT. I nie chodzi mi o tak silnie w mediach nagłośnioną walkę o prawa gejów i lesbijek (m. in. do związków partnerskich, informacji medycznej, dziedziczenia), ale o kwestie związane z akceptacją we własnym środowisku, powszechną tolerancją, prawem do „bycia sobą”.

W ostatnich lata stosunek do środowisk LGBT zmienił się w sposób istotny, i to na lepsze. Kropla drąży skałę i coraz więcej osób ma świadomość, że geje oraz lesbijki żyją wśród nich i nie są „odmieńcami”. Sprawiły to między innymi media, nawet te homofobiczne, które zażarcie odmawiają praw osobom o odmiennej orientacji płciowej. Istotniejsze jednak, według mnie jest to, że coraz więcej osób o „orientacji homo” wychodzi z ukrycia i zaczyna mówić o sobie w rodzinach, wśród przyjaciół i zaufanych kolegów. To najlepsza recepta na nietolerancję i niezrozumienie wciąż obecne w polskim społeczeństwie.