Puk-Puk

Puk-puk.

?

To ja, matka. Nie Rodzic, matka. Rodzica jakoś nie czuję, a Matkę tak , każdym porem mojego ciała.

To ja Matka, która was lulała do snu jak byliście mali, przytulała i pocieszała, jak kwoka rozpościerała nad wami skrzydła by tylko nic złego się wam nie stało.

To ja Matka, która krzyczała, napominała, zaganiała do lekcji, kazała wynosić śmiecie, nie puszczała na nocne czy wieczorne hulanki.

To ja Matka, która nieproszona właziła do waszego pokoju, kazała sprzątać, podglądała czy nie palicie lub zażywacie.

To ja matka – ta okropna zołza, która zatruwała wasze nastoletnie życie.

I to właśnie do mnie najczęściej kierujecie swoje kroki by uwolnić się od tej strasznej tajemnicy, którą nosicie w sobie – Mamo jestem gejem, lesbijką……………..

Nie stanę na wysokości zadania, o nie.

Homoseksualiści mogą sobie być, dlaczego nie, ale żeby Moje Dziecko?!

A jednak jestem tu z wami, widzicie mnie na paradach w telewizji, w KPH.

Jestem by popierać, bronić walczyć o przynależne Wam prawa.

Jestem by stanąć pomiędzy niedouczonymi posłami, klerykami i powiedzieć – Wara od mojego dziecka!

Jestem bo każda Matka –tak mi się przynajmniej wydaje – ma gdzieś w głębi serca dzikie zwierzę. Ten odwieczny pierwotny instynkt bronienia swojego potomstwa. I to dzikie zwierzę we mnie wydrapie oczy każdemu kto ośmieli się podnieść rękę na moje dziecko.

Więc jeżeli wasz „coming out” był niewypałem, jeśli jeszcze jest to przed wami – nie opuszczajcie rąk, dajcie czas Rodzicom, a potem szukajcie w ich sercach tego pierwotnego instynktu, tego dzikiego zwierza, które broni swoich małych.

Margo

Reklamy

LUDZIE , MANIFESTACJE I ODRZUCONE FLAGI

Od jakiegoś czasu już planowałam tę sobotę w Warszawie. 6 maja 2017 r. Chciałam być tylko na Marszu Wolności, bez innych zajęć i spotkań. Indywidualnie, bez autokarów i wspólnotowych uniesień.  Pogoda, swoją majową urodą i ociepleniem, zaskoczyła wszystkich.  Warszawianki i warszawianie w letnich strojach, przyjezdni ciągnęli za sobą swetry i zimowe kurtki z puszkiem. Jednak wiara w zmiany pozwoliła znieść trudy manifestowania w przygrubej odzieży.

„Przemówienia wstępne” znam z telewizji, bo daleko stałam, „przemówienia zstępne” chłonęłam na żywo. Niepierwsze to moje manifestacje, tak w Warszawie jak i w rodzinnym mieście, dlatego już mogę pokusić się o refleksję. Ubiegłoroczna majowa manifestacja warszawska była radosna, pełna nadziei,  niezachwianego poczucia przynależności do Europy. 6 maja 2017 r. w Warszawie szedł kilkudziesięciotysięczny pochód pięćdziesięciolatków, smutnych, zatrutych medialnymi jadem, tracących we własnych umysłach prawo do obrony.  Dlaczego? Bo chcemy wierzyć we wspólnoty, ale ich nie ma. Nie solidaryzują się z nami nawet własne dzieci.  Intencje, które nami kierują są dla nich anachroniczne i niewiarygodne. Dlaczego? Bo uśmiechamy się do działaczy ruchów LGBT…, ale nie żądamy od naszych liderów, aby uznali ruchy mniejszościowe za swoje priorytety. Skandaliczne zachowanie ochroniarzy, brak reakcji „polityków pierwszego szeregu” nie daje nadziei. Przeszłam całą trasę, flagi tęczowe były widoczne, dodawały kolorytu, ale na zakończenie nikt nie powiedział, że udział w manifestacji grup wykluczanych przez PiS, jest bezcenny.  Za to lider PSL-u zaintonował Rotę. Usłyszałam jęk młodych ludzi stojących z boku i komentarz „no to grubo”, a przed sobą widziałam scenę pełną przywódców partyjnych nieznających tekstu. I to był trochę szantaż, Panie Liderze PSL-u, bo ta wielotysięczna granda pięćdziesięcio- sześćdziesięciolatków nie umie nie śpiewać Roty. Śpiewaliśmy w PRL-u w różnych okolicznościach, śpiewaliśmy w Nowej Polsce w różnych okolicznościach, i jesteśmy zaprogramowani,  i symbol działa. My nie rzucimy ziemi, nie pogrzebiemy języka, bo słabo znamy inne, choć żal po dynastii Piasów, już trochę przygasł.

Drodzy Państwo na Trybunach, myślcie o nas poważnie, nie szantażujcie nas wrogim obozem, zaproponujcie dyskusję o nowoczesnym świecie, w którym wspólnie się znaleźliśmy, choć wygodniej było w oswojonych grajdołach.  My już myślimy o sobie poważnie i wiemy, że nasz świat to RÓWNE PRAWA dla wszystkich i nieważne, że nikt wcześniej nas tego nie uczył. Dojrzałość tego wymaga. To już nie tylko światopogląd, to nasz obowiązek.

Szanowni Ludzie z Trybun!!! Ta grupa manifestujących  – nieważne 12 tys. czy 90 tys. – wielokrotnie na Was głosowała. Nie z powodu Państwa urody, bujnego życia prywatnego, czy niezwykłych dokonań np. sportowych. Kluczem są poglądy i odwaga cywilna. Przyznaję Państwu prawo błędu ,nie daję prawa do braku odwagi, do konformizmu.  Nie bójcie się tęczowej flagi, to także droga do młodych.

DORLLE

Życzenia urodzinowe

Siedziałam na babskim spotkaniu i właśnie omawiałyśmy co kogo i gdzie strzyka jak zadzwonił telefon. Odruchowo odebrałam choć zwykle sprawdzam czy znajomy numer. No nie był znajomy więc głosem zołzy – specjalnie zarezerwowanym dla telemarkietingowców potwierdziłam , że ja to ja. Ale kto mówi?!
Z jednej strony klekoczą koleżanki emerytki z drugiej jestem głucha a w słuchawce szumy. Przyjaciel?, jaki przyjaciel? Jasia?
Nie znam przyjaciół Jasia, ukrywa ich przedemną, Krzyś- jaki Krzyś?
Byłeś u mnie w domu?, no nareszcie wiem kto zacz i szybko zmieniam ton na bardzo uprzejmy. W słuchawce szumi, on coś mówi, wydaje mi się, że nie rozumiem. Powtórz! powiedz to jeszcze raz, mów, mów, mów. – Dziękuje pani za urodzenie i wychowanie tak wspaniałego syna (to był dzień jego urodzin), jest wspaniałym przyjacielem i człowiekiem.- czy ja naprawdę dobrze słyszę?
To ja stara cholera powiedziałam mojemu kochanemu dziecku, że mi zrujnował życie jak mi oświadczył, że jest gejem a tu takie życzenia.
Worek pokutny na głowę i żebrać o przebaczenie!

Moja Wigilia…..

choinki

Każda matka ma plany dotyczące swojego dziecka.
Mój syn jak się urodził był taki śliczny, zawsze uśmiechnięty i wszędzie było go pełno.

Ja byłam taka szczęśliwa,że go mam.
Wyobrażałam sobie, że jak już dorośnie, skończy studia, to któregoś dnia przyjdzie do mnie i powie, że się zakochał . Potem będzie oczywiście ślub
a po ślubie jak to zazwyczaj bywa po jakimś czasie zostanę babcią.

Mój syn obecnie jest na studiach. Wszystko toczy się swoim trybem,
tylko ja mam już inne marzenia.

6 lat temu jak co roku zasiadłam do wigilijnego stołu z moja najbliższą rodziną, synem,siostrą i jej dziećmi oraz naszą mamą. Znalazło się również miejsce dla znajomego, który nie miał z kim spędzić Wigilii.
W trakcie kolacji, a w tamtym roku udało mi się przygotować 12 tradycyjnych potraw, mój syn skierował do obecnych przy stole pytanie:

– A co zrobilibyście jakbym powiedział Wam,że jestem gejem? –

całe szczęście ,że nie jadłam w tym momencie karpia!
Świat mi zawirował, straciłam słuch, bo nic do mnie nie docierało,
nie do końca rozumiałam o co pyta moje dziecko. Przez moment czułam się tak, jakbym tylko ja siedziała przy stole. Widziałam tylko biały obrus przed sobą.
Nie potrafiłam nic mu odpowiedzieć. Kołatała mi po głowie jedna myśl :
jak to, to ja nie będę miała wnuków?!

Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej mamy, który przerwał ciszę jaka zapadła przy stole:

– Nieważne co powiesz, zrobisz, bez względu na wszystko, ja zawsze będę Cie kochała….
– myśl jak błyskawica przeszyła moją głowę:  TO POWINNY BYĆ MOJE SŁOWA, TO JA TO POWINNAM TO  POWIEDZIEĆ, a zrobiła to babcia.
A ja cóż, zadałam pytanie w stylu: „ czy jesteś pewien,że jesteś gejem? Tylko na to wtedy było mnie stać.

Do dzisiaj nie mogę sobie darować, że mój ukochany syn nie usłyszał wtedy ode mnie, że go kocham mimo i ponad wszystko, że nic nie jest ważniejsze od tego, że jest moim dzieckiem, i że chcę aby był szczęśliwy.

Ja chcę aby był szczęśliwy, nawet wtedy kiedy jego wybory są inne od moich marzeń i oczekiwań. Ma do tego prawo.

Tak, mój syn jest gejem, nie ma ogona i rogów. Jest świetnym facetem.
Jest kochany i szczęśliwy.
Skąd to wiem?, powiedział mi o tym.
Ja również często mu mówię o tym, że bardzo go kocham.

A moje marzenia?
Marzę teraz  aby  był szczęśliwy ze swoim partnerem, nigdy nie doświadczył przemocy i nietolerancji, aby mógł żyć w świecie wolnym od uprzedzeń
i nienawiści.

Wigilię w tym roku również spędzimy razem.
Żałuje tylko, że nie będzie z nami jego partnera.

Napisałam to wszystko po to, aby nikt, jeśli przydarzy mu się podobna sytuacja niczego potem nie żałował.
Takich Wigilii jest dużo, bo przecież mój syn nie jest jedynym gejem
w Polsce.

 

RODZICE WYJDŹCIE Z SZAFY!

Na Gali RAMIĘ W RAMIĘ PO RÓWNOŚĆ Rodzice z Akceptacji wręczyli mi książkę „Rodzice wyjdźcie z szafy!”

Książka powstała z potrzeby pomocy jak największej liczbie rodziców osób LGBT będących na początku drogi ku pełnej akceptacji swoich dzieci.

Składają się na nią rozmowy Wiktorii Beczek z akceptującymi i kochającymi rodzicami osób LGBT. Rodzice opowiadają o coming out’ach swoich dzieci i własnych – wobec dalszej rodziny i znajomych. Dla jednych przyjęcie do wiadomości homoseksualności własnego dziecka nie było żadnym problemem, inni musieli z tym trochę pożyć, a jeszcze inni – przyswoić wiedzę, która była zaprzeczeniem dotychczasowej. Często też oboje rodzice różnili się poziomem akceptacji.

Dziś przedstawiając swoje historie – wszyscy są Rodzicami-Sojusznikami – wspierającymi środowisko LGBT.

Każda z przedstawionych historii jest inna i każda jest wzruszająca. Rodzice poza własną historią dzielą się cennymi uwagami i przemyśleniami.

Zachęcam do lektury nie tylko rodziców.

Niestety nie znalazłam miejsca, w którym książka byłaby dostępna w formie elektronicznej – póki co zatem trzeba zwrócić się po nią do Stowarzyszenia Akceptacja.

Gala KPH Ramię w ramię po równość

10 września miała miejsce Gala KPH Ramię w ramię po równość koronując kolejny rok akcji Sojuszników osób LGBT pod tym tytułem. Jednocześnie na Gali przeprowadzono inną akcję – zbiórkę funduszy dla uchodźców.

Galę poprowadziła Paulina Młynarska.

Na oprawę muzyczną złożyły się występy chwytającego za serce chóru LGBTQ Voces Gaudiae, zniewalającej urokiem grupy smyczkowej Ladies String Quartet oraz Małgorzaty Ostrowskiej – Lady o niespożytych siłach.

Tradycyjnie już wystąpili Goście z ruchu sojuszniczego w Nederlandach i Flandrii, którym ciągle jeszcze możemy zazdrościć.

Na sali poza członkami i sympatykami KPH oraz członkami organizacji zaprzyjaźnionych można było spotkać wielu znamienitych gości.

Przyznawaną po raz pierwszy nagrodę Sojusznika Roku otrzymał mocny Facet o czułym sercu Dariusz Michalczewski.

Licznie przybyli rodzice LGBT zajęli pierwsze ławki tuż przy scenie.

Panel dyskusyjny poprowadził Tomasz Raczek, a wzięli w nim udział Dorota Zawadzka, Michał Piróg, Czesław Mozil i ja. Rozmówcy próbowali odpowiedzieć na pytanie, co można zrobić, aby lepiej przysłużyć się środowisku LGBTQI.

To mój drugi udział w Gali. Początkowo zaskoczyło mnie, że mimo wystąpienia na żywo z osobami obytymi z mikrofonem i sceną w ogóle nie odczuwam tremy. I zdałam sobie sprawę, ze po prostu dobrze się czuję – w tym miejscu i pośród tylu znajomych i życzliwych osób, że czuję się na miejscu.

Zdałam też sobie sprawę, że zarówno osoby LGBTQI, jak i Sojusznicy mają odmienne odczucia odnośnie gradacji problemów, które należy rozwiązać, a także metod, których należy w tym celu użyć. I że nie ma w tym nic dziwnego.

Niech każdy robi swoje. Niech się dzieje. Nadchodzą być może trudniejsze czasy, w których opór przed zmianami polskiej materii będzie większy. Trudno. Jednakże kierunek jest wytyczony jasno i trzeba w nim zmierzać wszystkim możliwymi drogami.

Na Gali byli też Rodzice ze Stowarzyszenia Akceptacja i wręczyli mi książkę, o której napiszę następnym razem.

O odrębności…..

Może też powinnam się wytłumaczyć z tej „odrębności”, o której wspominam podczas rozmowy w „Pytaniu na śniadanie”.

Tak się złożyło w moim życiu, że przez 7 lat wychowywała mnie babcia ( katoliczka) poza domem rodzinnym, a potem – a było to już po rozwodzie moich rodziców, miałam 10 lat – zamieszkałam z mamą i bratem, a jeszcze później przeprowadziłam się z mamą ( brat rozpoczął studia i bywał gościem w domu) pod Warszawę, bo tu mieszkał nowy mąż mojej mamy ( znany z poprzedniego miejsca pobytu J ). W tym nowym miejscu to ojczym był moją ostoją, to do niego mogłabym zwrócić się z najgłupszym pytaniem, zawsze miał dla mnie czas i uwagę. Niestety zmarł na raka tuż przed moimi 18-tym urodzinami. Do dziś bardzo mi go brakuje.

Z mamą dogadałam się w wieku dojrzałym.

Po moim rozwodzie ze względu na synów próbowałam również nawiązać bliższą relację z moim ojcem ( dotąd utrzymywałam stosunki dyplomatyczne).  Zdążyłam przed jego śmiercią na tyle, na ile w ogóle było to możliwe. I na ile miałam na to wpływ – dbałam o relacje synów z rodziną ich ojca.

Dosyć wcześnie zdałam sobie sprawę, że moi biologiczni rodzice nigdy mnie tak naprawdę nie poznali… Miało to ogromne konsekwencje dla naszych późniejszych relacji. Przełknęłam wiele gorzkich piguł. Można by rzec, że moje doświadczenia jako dziecka były zaprzeczeniem stereotypów. Jako dorosła z całych sił próbowałam zrozumieć. Tak naprawdę spotkało mnie najlepsze, co mogło w tej sytuacji.

Kiedy sama miałam zostać mamą, bardzo się starałam dobrze do tego przygotować. Mówiąc „odrębność” mam na myśli przede wszystkim to, ze dziecko nie jest pączkiem ze mnie, nie jest mną w pigułce, nie musi mieć moich zdolności ani moich braków – choć dziedziczy przeze mnie, to niekoniecznie po mnie – ciągnę przecież cały łańcuch cech po praprzodkach – no i jest oczywiście linia po drugim rodzicu. Dopiero z połączenia powstaje zestaw, z którym wiele w życiu może się wydarzyć. Dziecko rodzi się z grubsza ćwierć wieku później, dla innej rzeczywistości, stanie wobec innych problemów – choć główne zasady są takie same. I wreszcie  – dziecko nie jest komórką w patriarchalnej tabelce „Stan posiadania”. Od początku jest odrębnym człowiekiem. I sposób jego traktowania zaowocuje w jego przyszłym życiu.

W połowie lat dziewięćdziesiątych wpadł mi w ręce tekst o dzieciach:

„Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.

Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.”

Pomyślałam, że to przecież są moje własne myśli, że tak właśnie uważam.  Autorem słów jest Khalil Gibran, a zapisał je w „Proroku” w latach 20-tych XX wieku. Ta książka jest alegoryczną opowieścią o proroku – rozbitku, który wraca za chwilę do domu, ale na odchodnym jeszcze raz opowiada swoim gospodarzom o tym, o co go pytają. Gibran napisał ją dla Amerykanów w podzięce za ciepłe przyjęcie. Był wykształconym w kulturze chrześcijańskiej, w Europie Libańczykiem, wnukiem maronickiego duchownego. Zachęcam do lektury. Ja niestety dawno wydałam ja z domu komuś, kto jej bardziej potrzebował – i już do mnie nie wróciła.