Łodzianka na 8 LGBT Film Festiwal 2017

W dniu 22 kwietnia 2017 roku w ramach 8 LGBT Film Festiwalu 2017 w Warszawie zaplanowano premierę filmu „Moje jest inne”, w którym miałam zaszczyt wystąpić.

W tym samym dniu w Łodzi zaplanowano Marsz Równości. Jestem Łodzianką i w łódzkich marszach biorę udział niemalże od początku ich istnienia.

Miałam dylemat, którą imprezę powinnam wybrać. Film wcześniej już widziałam więc postanowiłam, że dla Łodzianki marsz jest ważniejszy.

Marsz rozpoczął się o 13:00. Na Starym Rynku zbierali się ludzie. Koło mnie stały matki i ojcowie osób LGBT trzymający tęczowe parasolki i transparenty. Część transparentów robiliśmy sami. Wśród zebranych parę rodziców widziałam po raz pierwszy. Ucieszyłam się, że łódzka grupa powiększa się. Po przemówieniach przeszliśmy przez miasto w spokoju wykrzykując hasła równościowe. Było chłodno ale my tego nie czuliśmy. Ludzie zatrzymywali się zaciekawieni. Marsz zakończyliśmy przy OFF Piotrkowska. Potem cała grupa rodziców poszła na gorącą herbatę.

W miłej atmosferze pożegnałam się z rodzicami i przy uprzejmości Prezesa KPH i założycielki grupy rodziców, wraz z mamą z Warszawy pomknęłyśmy  autostradą do Warszawy, na premierę filmu. W taki o to sposób zaliczyłam obie imprezy.

Przed emisją filmu wraz z koleżanką mamą zostałyśmy przedstawione widzom. Były oklaski. Nawet nie czułam tremy. Widownia zapełniona była w połowie. W trakcie filmu słychać było śmiechy i komentarze ale odebrałam je pozytywnie. Wcale niełatwo jest oglądać siebie na ekranie. Od produkcji filmu do jego premiery minęło sporo czasu. Dziś jestem w zupełnie innym miejscu. Coming out mojej córki i mój własny nie wywołuje już u mnie takich emocji jak wtedy.

Po filmie odpowiadałyśmy chwilę na pytania. Wywiązała się krótka dyskusja.

W kawiarence obok kina czekał na nas mały poczęstunek. Były także zdjęcia i podziękowania całkiem obcych mi ludzi. Było bardzo miło.

Łódzki tydzień równości zakończyłam w Warszawie. Czeka na mnie jeszcze parę filmów do obejrzenia, które w ramach festiwalu wyświetlane są w całej Polsce.

W tym roku część grupy Rodziców przy KPH zdecydowała się wziąć udział w Marszu Równości w Krakowie. Oby tylko pogoda nam dopisała.

Ania

Reklamy

Mama lesbijki: „Moja córka nie jest chora, zła, zboczona”

– Jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni – mówi Anna, mama Beaty.

Rozmowa z Beatą, lesbijką, i Anną, jej mamą zaangażowaną w działalność Fabryki Równości w Łodzi i Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie.

Artykuł pochodzi z Gazeta Wyborcza Łódź

Estera Flieger: Wasza pierwsza rozmowa o tym, że Beata jest lesbijką. Pamiętacie ją?

Beata: Siedem lat temu, w tym mieszkaniu. Wyjeżdżałam do Warszawy. W piątek dostałam pracę, a w poniedziałek musiałam być już na miejscu. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, był to stresujący moment. Po wszystkim poczułam ulgę. Zrzuciłam z siebie spory ciężar. Mama ucałowała mnie i powiedziała, że wszystko jest w porządku i bardzo mnie kocha. Nie wyrzuciła za drzwi. Zdarza się, zwłaszcza w stosunku do mężczyzn, że rodzina reaguje agresywnie. Wcześniej z rodziny wiedział tylko brat.

Anna: Kiedy studiowała, kręcili się jacyś chłopcy. Ale szybko znikali. Zastanawiałam się, dlaczego? Tego dnia przy obiedzie zaczęłam wiercić córce dziurę w brzuchu. Mówiłam, że warto mieć partnera i pomyśleć o dzieciach. Zaczęła płakać. Pomyślałam, że sprawiłam jej straszną przykrość. Przeprosiłam. Płakała dalej. Przeprosiłam więc po raz drugi. Usłyszałam, że nic nie rozumiem. Przytuliłam córkę. Wtedy mi powiedziała. I wyszła. Zaczęłam szukać informacji w internecie. Czytałam różne rzeczy. Sporo hejtu. I tragiczne historie. Nie rozmawiałyśmy przez kilka dni. Nie wyobrażałam sobie, jak to będzie. Umówiłam się na wizytę u psychologa polecanego przez ówczesny łódzki oddział Kampanii Przeciw Homofobii.

Jak wyglądała wizyta?

Anna: Trzeba było na nią czekać trzy tygodnie. Do tego czasu uspokoiłam się. Poszłam do psychologa tylko po to, żeby potwierdził to, co już sama dobrze wiedziałam. Moja córka nie jest zła, chora, zboczona i przeklęta, ale jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni. Zaraz po tym, w internecie, znalazłam list innej matki z Łodzi, w którym zapraszała rodziców gejów i lesbijek na spotkanie. Pierwsze tego typu wydarzenie w Polsce. Zdecydowałam się. Okazało się, że wzięła w nim udział psycholożka, która znała moją córkę. Beata już wcześniej działała w KPH. Nie mówiła wiele o sobie. Nie znałam więc mojego dziecka. Okres od końca liceum do końca studiów to wyrwa. Nie wiem, czy córka pamięta ten moment, w którym po raz kolejny ją przeprosiłam. Za wypowiedzi, które mogły ją w przeszłości urazić. Nie byłam homofobem. Jestem dobrze nastawiona do ludzi. Ale mogłam kiedyś powiedzieć coś przykrego.

Beata: Nigdy nie czułam urazy. Mama nie miała kontaktu z osobami homoseksualnymi. Opierała się na przekazie medialnym lub plotkach. Mogło to opóźnić mój coming out.

Wróćmy jeszcze do tego momentu. Czy planowałaś powiedzieć mamie wcześniej?

Beata: Nie planowałam tego. Wahałam się. Trudniej było, mieszkając z mamą. Pożegnanie przed wyjazdem było mobilizujące. Nie chciałam też niczego mówić, dopóki kogoś nie poznam. Na studiach dopiero poznawałam siebie. Był okres, kiedy uważałam się za osobę biseksualną. Kiedy dojrzewałam, mało było miejsc, gdzie osoby homoseksualne mogły się spotkać. Może dwa kluby. Miałam tolerancyjne koleżanki, z którymi bardzo dobrze się tam bawiłam. Wśród nich jedną lesbijkę, o czym długo nie wiedziałam. Wyoutowałyśmy się sobie nawzajem, pijąc piwo. Potem zaangażowałam się w działalność KPH.

I mniej więcej wtedy poznałaś Ulę. Opowiedzcie o dniu, w którym przedstawiłaś partnerkę mamie.

Beata: To był kolejny etap. Stresowałam się bardziej od Uli. Ale rozmowa była na luzie.

Anna: Byłyśmy gdzieś na mieście. Chyba na jakimś spotkaniu. Kolejny raz Ula odwiedziła mnie już w domu. Dostałam fiołka, który rośnie do dziś. Dziewczyny mieszkały już wtedy razem. Początkowo nie traktowałam ich jak partnerki, ale trochę jak koleżanki. Szanuję wybory dzieci. Ula jest bardzo fajna, myślę, że się dogadują. O jej mamie mówię, że to teściowa Beaty. Ludzie często pytają mnie o to, która jaką rolę pełni w związku.

I co pani mówi, kiedy pytają o rolę w związku córki?

Anna: Tu nie ma podziału na role. Dziewczyny wstają rano i robią wspólnie śniadanie. Wszystko zresztą robią razem. Zauważyłam, że w takim pytaniu bardzo często chodzi o seks. Zwłaszcza w kontekście związków gejowskich. Ludzie, którzy nie mają kontaktu z osobami homoseksualnymi, tym interesują się najbardziej, szukają „pikantnych szczegółów”. Przeważnie nie obchodzi ich to, jak ktoś naprawdę żyje. To przykre.

Beata: Partnerzy, również w związkach heteroseksualnych, powinni być równi. Nadal przyjmuje się, że mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta siedzi z dziećmi lub że po pracy tylko ona zajmuje się domem. Obserwując związki jednopłciowe, można więc zastanowić się, czy w heteroseksualnych kobieta nie dźwiga zbyt dużego bagażu.

Czy kiedykolwiek towarzyszyła wam myśl „A co ludzie powiedzą”?

Anna: Na początku zastanawiałam się nad tym. Ale dziś mało już mnie to obchodzi. Homofobia siedzi głęboko w nas. Mało jest ludzi całkowicie jej wyzbytych. Nawet część osób homoseksualnych ma ją w sobie.

Jak to?

Anna: To wynika z braku akceptacji własnej orientacji seksualnej, co jest spowodowane homofobiczną reakcją społeczeństwa.

Beata: To autohomofobia. Niektórzy latami nie są w stanie z tym sobie poradzić. Są też tacy, którzy nigdy nie wyjdą z szafy i będą zagłuszać emocje. Największym wyzwaniem jest przyznanie się rodzinie i współpracownikom, bo znajomych zawsze można poznać nowych.

Co przykrego was spotyka na co dzień?

Anna: Wsłuchiwanie się w to, co ludzie mówią na temat osób homoseksualnych. Chodzi przecież o moje dziecko. To, jak mówią, często rani mnie. Dlatego zdecydowałam się na mój coming out w pracy.

Przygotowywała się pani do tego?

Anna: Koordynatorzy KPH w Warszawie zainteresowali się spotkaniami rodziców w Łodzi. Przyjechali do nas i zachęcili do wzięcia udziału w ogólnopolskiej akcji społecznej „Rodzice, odważcie się mówić”. Potem była Akademia Zaangażowanego Rodzica. Jestem tam już od sześciu lat. Świetne zajęcia, dużo się dowiedziałam. I poznałam rodziców, którzy mają te same problemy. Bo kiedy dziecko wychodzi z szafy, to rodzice do niej wchodzą. Muszą to przerobić. Jedni robią to szybko, inni długo.

Pani szybko wyszła z szafy?

Anna: W czym moje dziecko jest gorsze? Na studia dostała się z najlepszym wynikiem. Dobrze ją wychowałam, choć czasem się kłócimy.

Beata: Mama szła jak burza. Nie miałam okazji porozmawiać z rodziną, bo mieszkałam poza Łodzią i nie widywałam się z nią bardzo często. Zrobiła to za mnie. I dobrze wyszło. Kiedy przyjeżdżam na święta, jest czas na odpoczynek, a nie poważne rozmowy przy stole.

Anna: Mamy małą rodzinę. Nie wyobrażałam sobie, że na imieninach czy urodzinach córka miałaby kręcić, kiedy ktoś ją zapyta o życie osobiste. Chciałam uniknąć krępujących sytuacji. Ale najpierw spytałam Beatę o zdanie. Bo wtedy uważała, że osoba homoseksualna nie musi nic o sobie mówić. Dałam jej do zrozumienia, że rodzinie jednak warto powiedzieć.

Jak wyglądały rozmowy z rodziną?

Anna: Umawiałam się na spotkanie. Zawsze byłam przygotowana. Miałam przy sobie materiały, zostawiałam coś do poczytania. Podkreślałam, że orientacja seksualna nie jest kwestią wyboru. Nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją. Nie usłyszałam niczego złego. Choć ktoś mi powiedział, że skoro Beata jest lesbijką, to już nic z tym nie zrobię.

Beata: Okazało się też, że w rodzinie były osoby, które znały lesbijki czy gejów, co ułatwiło sprawę. Nikt wcześniej tym się nie chwalił.

Rodzic osoby homoseksualnej ma więc swój coming out. Również w pracy.

Anna: Porównuje się go do żałoby. Bo umiera nasze wyobrażenie o dziecku. Że weźmie ślub i że pojawią się wnuki. Moja pierwsza rozmowa odbyła się miesiąc po coming oucie Beaty. Musiałam to komuś powiedzieć. Wylałam tyle łez. Minął rok, zanim powiedziałam rodzinie i współpracowniczkom. Akurat był to okres, w którym dużo rozmawiało się o Annie Grodzkiej, bo dostała się do Sejmu. Nasłuchałam się. Broniłam jej, jak mogłam i umiałam. Pomyślałam wtedy, że muszą dowiedzieć się o Beacie. Nie obyło się bez łez. Jedna koleżanka przyznała, że otworzyłam jej oczy i nawet stara się przekazywać podstawowe informacje dalej. Bardzo chciałabym, żeby wszyscy rodzice mogli powiedzieć: „Mam dziecko homoseksualne. Jestem z tego dumna”. Wiele by się zmieniło. W bloku obok, w szkole, kościele, są przecież osoby homoseksualne lub ich rodzice.

Jak to jest być osobą homoseksualną i mamą osoby homoseksualnej w Polsce?

Beata: Nie jest lekko. Boję się przede wszystkim przemocy, choć już mniej niż kiedyś. W zeszłym roku na Paradzie Równości w Warszawie obsługiwałam nawet platformę. Mniej przejmuję się hejtem. Ale polityka i Kościół wciąż źle nastawiają ludzi. Brakuje regulacji prawnych. Nie mogę się czuć w stu procentach bezpieczna i wolna. Trwa wykluczenie. Dlatego z tyłu głowy mam wyjazd za granicę. Nawet na krótko. Właśnie wróciłam z Holandii. Byłam na weselu. Muzułmanie, katolicy i pary homoseksualne bawiły się razem. Wszyscy potrafili ze sobą spokojnie rozmawiać. A co zrobić w Polsce, kiedy jest się zaproszoną na ślub? Pójść z partnerką?

Anna: Poznałam matkę geja z małej miejscowości. Powiedział, że nie będzie w niej mieszkał. Szkołę wybrał w dużym mieście. I już zapowiada, że na studia przeniesie się do większego.

Często się słyszy, że osoby homoseksualne prowadzą nieustabilizowane życie.

Beata: Jesteśmy z Ulą razem siedem lat. W Wielkiej Brytanii wprowadzenie związków partnerskich postulowały partie konserwatywne, dla których uregulowanie tych spraw było równoznaczne ze wzmocnieniem statusu rodziny. U nas wciąż jest to „zagrożenie dla rodziny”.

Anna: Osobom homoseksualnym najczęściej zarzuca się, niesłusznie zresztą, rozwiązłość. Związki partnerskie wiele mogłyby zmienić. Ułatwiłyby parom życie, a antagonistom zamknęłyby usta.

Dlaczego zdecydowały się panie na tę rozmowę?

Anna: Dzięki temu wywiadowi ktoś dowie się, że między innymi w Łodzi spotykają się rodzice osób homoseksualnych. Udzielają wsparcia nowym rodzicom i osobom LGBT. Jest w nas również chęć „adopcji”. Może z nami porozmawiać osoba homoseksualna, która nie ma dobrego kontaktu z rodzicem lub jest przed coming outem. Jest pomoc i wsparcie. Liczę na edukację. Chcę zmieniać sposób myślenia i wykreślić z języka polskiego słowa „skłonności” i „preferencje” w stosunku od osób LGBT. Pierwsze kojarzy się ze skłonnością do słodyczy, alkoholu itp. A drugie sugeruje, że jest jakiś wybór. Słyszy się, że osoby homoseksualne się afiszują. Mówili tak między innymi Ryszard Petru i Lech Wałęsa. Za pieniądze podatników niedawno został zaproszony do Sejmu psycholog, który twierdzi, że homoseksualistów należy leczyć, choć Światowe Towarzystwo Psychologiczne negatywnie opiniuje jego tezy. W Akademii Zaangażowanego Rodzica są osoby, które szybko reagują na takie wypowiedzi czy podobne zdarzenia, pisząc pisma i oświadczenia. Aktywnie angażujemy się we wszystkie działania mające pomóc osobom LGBT.

Beata: – Parę lat temu zastanawiałabym się. Ale jestem w takim momencie, że udzielenie wywiadu nie jest już dla mnie problemem. Może pomogę osobom, które są głęboko w szafie. Zarówno rodzicom, jak i ich dzieciom.

Gdzie szukać wsparcia?

Rodzice osób homoseksualnych mogą skorzystać z pomocy psychologa i skontaktować się z innymi rodzicami, dzwoniąc pod numer 48 669 499 750 lub pisząc pod jeden z adresów mailowych: rodzice@fabrykarownosci.com i rodzice@kph.org.pl. Więcej dowiedzieć mogą się, odwiedzając strony rodzicelgbt.blox.pl i rodzicelgb.wordpress.com.

….

 

Córko, kim jesteś?

Było to 8 lat temu, jak Pati wyszła z tej szafy. Ale wcześniej przez 4-5 lat miała pod górkę. Kiedy Patrycja dorastała i coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, kim jest ja byłam akurat na odwrotnym etapie. Coraz bardziej nienawidziłam gejów. I to taką nienawiścią otwartą. Często o tym rozmawialiśmy z moimi dziećmi. Tak więc Patrycja widziała we mnie pokłady nienawiści do osób homoseksualnych. Stawała się coraz bardziej zamknięta w sobie. Coraz częściej unikała kontaktu ze mną. A przecież to było gimnazjum, potem liceum. Chłopcy ją nie interesowali. Chociaż miała adoratorów. Ale skutecznie ich zniechęcała. Włosy, wtedy jeszcze długie, wiecznie były związane w kitek i ukryte pod czapką. A zgrabna figura  ukryta w szerokie spodnie i zbyt duże koszule i bluzy. Nie trzymała się z dziewczynami. W liceum sprytnie ukryła się w męskiej orkiestrze dętej. No i grała na trąbce.

My, rodzice, przeżywaliśmy jej ukryte emocje. Martwiliśmy się o brak towarzystwa i  brak chłopaka. Wyczuwaliśmy, że coś poważnego ją gryzie. Baliśmy się, by sobie nie zrobiła krzywdy. Tak dobrnęła do matury. I pytanie : co dalej? Pozwoliliśmy jej wyjechać do Warszawy do studium fotograficznego. Mimo oddalenia zaczęło się pojawiać coraz więcej sygnałów. A to jakaś gazetka, a to rozmowa przez telefon z niedomówieniami. A to opowiadanie o spotkaniu osób homoseksualnych.

Zaczęliśmy w domu analizować pewne zdarzenia, sytuacje, rozmowy. Nagle – olśnienie. Czy Pati jest lesbijką? No tak, ale Ona nic nie mówi. I na pewno nie powie sama, po tym, jak przez wiele lat słyszała ode mnie złe wypowiedzi o gejach. Nie pozostaje nic innego, jak samemu zapytać. No i padło to pytanie z mojej strony. Córka rozpłakała się a ja przytuliłam ją mocno. Zrozumiałam w jednej chwili – moja córka jest lesbijką. Kochałam ją nadal, może jeszcze bardziej , niż przed chwilą. Ale świat mi się przewrócił do góry nogami. Jak to? Skąd to się wzięło? Co ja zrobiłam nie tak? Jak Ona będzie żyła?  I jeszcze wiele innych pytań kłębiło się w mojej głowie.

No i córka wyszła z szafy. Ja ją zaakceptowałam taką, jaką jest i zapewniałam, że nadal kocham.  Jednak równocześnie wlazłam do szafy i zatrzasnęłam drzwi za sobą. Było mi tak wygodnie. Pati w Warszawie, ja w domu. Kocham ją tak samo mocno, jak dawniej.  Nic nikomu nie muszę opowiadać.

Zabrałam się za przeszukiwanie internetu i czytanie. Chciałam zrozumieć. Nie chciałam myśleć stereotypowo.  Uczyłam  się tego, co powinna była dać nam szkoła a nie dała. Jeszcze trzeba było się zmierzyć z bzdurami i homofobiami wszelkiego rodzaju szerzącymi się w internecie. Ale to nie było takie łatwe : odsiać ziarno od plew.  I tak powoli oswajaliśmy to tęczowe życie mojej Pati. Córka tłumaczyła nam wiele rzeczy. Poprawiała nasze wypowiedzi. Uczyłam się poprawnego wyrażania. Panowałam nad złymi emocjami, które przecież nie od razu wygasły. Ale to już opowiem innym razem

Dana

RODZICE WYJDŹCIE Z SZAFY!

Na Gali RAMIĘ W RAMIĘ PO RÓWNOŚĆ Rodzice z Akceptacji wręczyli mi książkę „Rodzice wyjdźcie z szafy!”

Książka powstała z potrzeby pomocy jak największej liczbie rodziców osób LGBT będących na początku drogi ku pełnej akceptacji swoich dzieci.

Składają się na nią rozmowy Wiktorii Beczek z akceptującymi i kochającymi rodzicami osób LGBT. Rodzice opowiadają o coming out’ach swoich dzieci i własnych – wobec dalszej rodziny i znajomych. Dla jednych przyjęcie do wiadomości homoseksualności własnego dziecka nie było żadnym problemem, inni musieli z tym trochę pożyć, a jeszcze inni – przyswoić wiedzę, która była zaprzeczeniem dotychczasowej. Często też oboje rodzice różnili się poziomem akceptacji.

Dziś przedstawiając swoje historie – wszyscy są Rodzicami-Sojusznikami – wspierającymi środowisko LGBT.

Każda z przedstawionych historii jest inna i każda jest wzruszająca. Rodzice poza własną historią dzielą się cennymi uwagami i przemyśleniami.

Zachęcam do lektury nie tylko rodziców.

Niestety nie znalazłam miejsca, w którym książka byłaby dostępna w formie elektronicznej – póki co zatem trzeba zwrócić się po nią do Stowarzyszenia Akceptacja.

Gala KPH Ramię w ramię po równość

10 września miała miejsce Gala KPH Ramię w ramię po równość koronując kolejny rok akcji Sojuszników osób LGBT pod tym tytułem. Jednocześnie na Gali przeprowadzono inną akcję – zbiórkę funduszy dla uchodźców.

Galę poprowadziła Paulina Młynarska.

Na oprawę muzyczną złożyły się występy chwytającego za serce chóru LGBTQ Voces Gaudiae, zniewalającej urokiem grupy smyczkowej Ladies String Quartet oraz Małgorzaty Ostrowskiej – Lady o niespożytych siłach.

Tradycyjnie już wystąpili Goście z ruchu sojuszniczego w Nederlandach i Flandrii, którym ciągle jeszcze możemy zazdrościć.

Na sali poza członkami i sympatykami KPH oraz członkami organizacji zaprzyjaźnionych można było spotkać wielu znamienitych gości.

Przyznawaną po raz pierwszy nagrodę Sojusznika Roku otrzymał mocny Facet o czułym sercu Dariusz Michalczewski.

Licznie przybyli rodzice LGBT zajęli pierwsze ławki tuż przy scenie.

Panel dyskusyjny poprowadził Tomasz Raczek, a wzięli w nim udział Dorota Zawadzka, Michał Piróg, Czesław Mozil i ja. Rozmówcy próbowali odpowiedzieć na pytanie, co można zrobić, aby lepiej przysłużyć się środowisku LGBTQI.

To mój drugi udział w Gali. Początkowo zaskoczyło mnie, że mimo wystąpienia na żywo z osobami obytymi z mikrofonem i sceną w ogóle nie odczuwam tremy. I zdałam sobie sprawę, ze po prostu dobrze się czuję – w tym miejscu i pośród tylu znajomych i życzliwych osób, że czuję się na miejscu.

Zdałam też sobie sprawę, że zarówno osoby LGBTQI, jak i Sojusznicy mają odmienne odczucia odnośnie gradacji problemów, które należy rozwiązać, a także metod, których należy w tym celu użyć. I że nie ma w tym nic dziwnego.

Niech każdy robi swoje. Niech się dzieje. Nadchodzą być może trudniejsze czasy, w których opór przed zmianami polskiej materii będzie większy. Trudno. Jednakże kierunek jest wytyczony jasno i trzeba w nim zmierzać wszystkim możliwymi drogami.

Na Gali byli też Rodzice ze Stowarzyszenia Akceptacja i wręczyli mi książkę, o której napiszę następnym razem.

Czym jest homoseksualizm dziecka?

Nie mam tu zamiaru wymądrzać się czy też samodzielnie wymyślać kolejnych definicji. Na początek powtórzę za wieloma autorytetami, że osobą homoseksualną (ale też bi – czy też transseksualną) człowiek NIE staje się pod wpływem czynników środowiskowych, czy też na skutek kontaktów z innymi osobami o podobnej orientacji. Dzisiaj większość badaczy zgadza się co do tego, że nasza orientacja seksualna kształtuje się prawdopodobnie w okresie płodowym (więcej:  http://www.focus.pl/czlowiek/tajemniczy-homoseksualizm-11562?strona=1 ). Wniosek z tego też taki, że orientacji seksualnej nie można zmienić. Inny fakt, niestety często podważany, to że homoseksualizm NIE JEST chorobą – więc się go nie leczy!  Jeśli spotkałeś się z informacjami pochodzącymi z lat 70-tych lub wcześniejszymi, to tam mogłeś czytać o „homoseksualnej chorobie”, ale  Światowa Organizacja Zdrowia już dawno wycofała się z tych „chorobowych” klasyfikacji  (więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualizm#.C5.9Aredniowiecze_i_czasy_nowo.C5.BCytne )

Ale czym jest homoseksualizm ukochanego dziecka dla matki lub ojca? Na początku to w wielu przypadkach spory problem z przyjęciem tego faktu do wiadomości. Przecież w bajkach i serialach księżniczka zawsze znajduje swojego księcia, a  nie drugą księżniczkę, Romeo kocha Julię a nie np.Tristana, chłopcy bawią się samochodami, a nie lalkami. Synom wmawiamy od najmłodszych lat, że kiedyś się ożenią i będą mieli dzieci, a córki słyszą że muszą być odporne na knowania przyszłych teściowych, które zawsze wybierają dobro swoich synów. Dziewczynka musi być przygotowana do roli matki, a syn kiedyś będzie mężem i ojcem… To wmawiają nam filmy, książki, bajki, reklamy, wiersze i piosenki.  I nagle pewnego dnia dowiadujesz się, że te wszystkie „oczywiste oczywistości” są nic nie warte. Twój syn nigdy nie będzie szukał  żony, Ty nie będziesz miał wnuków,  a w pracy nie będziesz mógł pochwalić się synową. Jeśli uważasz, że ujawnienie się Twojego syna to wszystko burzy i masz do niego o to pretensje, no to masz problem. Masz problem z sobą, nie z synem. Brutalne? Ale prawdziwe. Chyba nie uważasz, że syn będzie robił coś dla pozorów lub dla spełnienia Twoich lub otoczenia oczekiwań? Jeśli uważasz inaczej, to właśnie możesz wchodzić na drogę do utraty swojego dziecka. Przepraszam za szczerość…

Jednak większość z nas tradycyjnie oczekuje, żeby  syn znalazł sobie dziewczynę, stanął z nią przed ołtarzem, żeby potem było wesele, grała orkiestra, a goście wołali „gorzko, gorzko”? Potem chrzciny, komunia i wszystkie te „tradycyjne obrzędy”. Jeśli tego i Ty oczekiwałeś, to jesteś całkowicie normalny, przecież całe otoczenie tego wymaga! Przecież wychowałeś się w Polsce, pewnie nie było wokół Ciebie żadnych homoseksualnych par, więc większość społeczeństwa wpisuje się w tą tradycję. Ale czy wszyscy? Pewnie znasz niejednego faceta, który od wielu lat żyje sam. Stary kawaler? Nie zawsze… A samotne kobiety, wiecznie w spodniach i z męskim wyglądem (tu przepraszam niektóre lesbijki za przywoływanie stereotypu). A nie było w Twoim otoczeniu żadnej dziewczyny, która po kilku latach okazała się chłopakiem (lub na odwrót)? Wokół nas i wśród nas wiele jest gejów, lesbijek i transów. Nie ma o nich wierszy, piosenek, filmów czy lektur szkolnych, Dlatego najczęściej ich nie zauważamy (lub nie chcemy zauważać). Dlatego też powszechne są tradycyjne oczekiwania, o których pisałem powyżej, ale dlatego też tak trudno przyjąć nam do wiadomości, że nasze dziecko nie wpisuje się w normę!

Kim więc jest Twój syn-gej? Nie chcę uogólniać i powtarzać stereotypów. Ale spróbuję opowiedzieć, czego ja się dowiedziałem o moim synu. Być może z Twoim dzieckiem jest podobnie?  Mój syn już na początku szkoły zauważył, że nie interesuje go większość z tych rzeczy, którymi interesowali się jego koledzy, a wręcz czasem odczuwa dziwny lęk w ich otoczeniu. Lepiej niż jego koledzy dogaduje się z koleżankami, a do tego zauważył, że odczuwa niezwykłe emocje w stosunku do niektórych kolegów. Nie rozumie dlaczego jego kolegów tak podniecają zdjęcia nagich kobiet, bo on odczuwa dziwne mrowienie przy wizerunkach mężczyzn! Pewnego dnia usłyszał, że na świecie są geje, a po jakimś czasie z przerażeniem odkrył, że on jest jednym z nich! Długo się z tym ukrywał, bo przecież w międzyczasie wielokroć słyszał, że „pedały to zboczeńcy”.  W międzyczasie zaczęły się problemy ze szkołą. Przecież koledzy i nauczyciele często szydzą z „pedałów”. Na religii ksiądz opowiadał  o „homoseksualnych zagrożeniach”. Na języku polskim omawiał lektury, w których Tadeusz kocha Zosię, Romeo umiera w niespełnionej miłości do Julii, a na koniec musiał pisać o tym wypracowanie i wyrazić zachwyt nad romantyczną miłością młodzieńca do dziewczyny!  Do tego nauczycielka polskiego wspomniała, że Oskar Wilde „chorował na homoseksualizm”. Przysposobienie do życia w rodzinie to kolejna trauma – od początku dzieci słyszą o żonie, mężu i tradycyjnej rodzinie. Co prawda nauczycielka jest odważna, więc była lekcja  o rozpoczęciu współżycia i antykoncepcji.  Ale na kolejnej lekcji opowiadała o dewiacjach i zboczeniach, wśród których najstraszniejszy jest homoseksualizm. Czy to dziwne, że w szkole w pewnym momencie zaczęły się wagary, syn coraz częściej choruje na grypę i bóle brzucha, zaczyna izolować się od rówieśników? Zamyka się godzinami w swoim pokoju, czasem nawet nie wychodzi z niego cały weekend. Ja oczywiście na początku nic nie zauważam. Jeśli nie mogę dogadać się z synem, lub zdarzają mu się dni bez kontaktu z otoczeniem, to ja tłumaczę to dojrzewaniem i burzą hormonów. Ale jeśli te objawy (wagary, objawy depresji, izolowanie się otoczenia) nasilają się? Nie będę dalej rozwijał tego czarnego scenariusza, bo po pierwsze dla mnie to bardzo bolesne i świeże jeszcze wspomnienia, a po drugie jest jakieś 20-30 % szans , że w przypadku Twojego dziecka ten scenariusz nie będzie miał miejsca. Skąd te liczby? Spotkałem się z tezą, że ok.70-80% osób homoseksualnych przechodziło przez różne objawy depresji, czytaj też np., http://wiadomosci.onet.pl/prasa/depresja-geja/yrdt8 ).

Sporo czasu trwało zanim dowiedziałem się tego, co wiem dzisiaj. Jeśli Twoje dziecko wyoutowało się przed Tobą w miarę wcześnie (czyli w okresie nastoletnim), to bardzo dobrze, bo w miarę szybko możesz zacząć rozumieć jego postępowanie. Postaraj się czasem spojrzeć na świat oczami geja/lesbijki. To nie jest takie trudne, jak się na początku wydaje.