Niektórzy wybierają Święta

Życzenia dla Rodziców, którzy jeszcze nie wiedzą a w Święta się dowiedzą, dla Rodziców, którzy się domyślają, a w Święta dzieci to potwierdzą.

I WTEDY DZIECI MÓWIĄ: JESTEM OSOBĄ HOMOSEKSUALNĄ, TRANSPŁCIOWĄ…

Niektórzy wybierają Święta. Jak rodzinnie, to rodzinnie. Dziewczyna przyprowadzi dziewczynę, chłopak chłopaka a inne dziecko chce skorygować płeć.

I co? I nic! Zostajemy na zawsze z tą świąteczną wiadomością.  Niektóre matki coś podejrzewały, teraz milczą, ojcowie nieraz zamierają w bezruchu.

A Święta się kończą i niekiedy myślimy, że wraz z nimi skończyło się wszystko.

Ale się nie skończyło. Czeka Was walka o dzieci, o siebie.

Wtedy przychodzi WIELKA SIŁA, która pozwala podjąć tę walkę.

Trzeba tylko na nią chwilę poczekać.

Nikt inny tej siły nie dostanie.

Życzenia od Rodziców, którzy wiedzą – dla Rodziców, którzy się dowiedzą .

Niektórzy wybierają Święta.

Reklamy

Pożegnanie Pana Władysława Kowalskiego

Pan Władysław Kowalski zmarł 29. października 2017 roku w Warszawie. Ciepłe wspomnienie o Nim pozostanie w  naszej pamięci.

Poniżej za zgodą zamieszczamy tekst pożegnania wygłoszony na pogrzebie przez Katarzynę Remin, Członkinię Zarządu Kampanii Przeciw Homofobii:

Moja osobista znajomość z panem Władysławem ograniczała się do kilku zaledwie spotkań, ich sednem był pewien plakat, o którym chciałabym Państwu przypomnieć.

Mam na myśli plakat, na którym pan Władysław stanął u boku swego syna Kuby w ramach kampanii społecznej „Rodzice odważcie się mówić”. Wymyśliliśmy tę akcję w Kampanii Przeciw Homofobii by wzmocnić rodziców gejów i lesbijek, by zaapelować do tych, którzy swoje dzieci kochają, wspierają i szanują, żeby mówili o tym głośno i otwarcie, żeby przestali się skrywać, w obawie przed reakcją otoczenia. Był rok 2013, nikt w Polsce nie słyszał głosu rodziców osób LGBT i nazwa Odważcie się mówić! trafnie oddawała stan rzeczywisty.

Pan Władysław zgodził się położyć na szali swoją popularność, dobrze wiedząc, że znajdzie się w centrum uwagi mediów wszelkiej maści, czym nam bardzo pomoże się przebić, siebie samego może natomiast narazić na niewybredne komentarze.

Wiem, że podjęcie tej decyzji nie przyszło mu łatwo. Pierwsze spotkanie zawdzięczałam powołaniu się na znajomość z Kubą, ale kiedy opisałam z czym przychodzę, bez wahania odpowiedział NIE. Ponieważ jego domeną i środkiem wyrazu jest sztuka, a nie działalność społeczna.

Ale kawa została zamówiona, trzeba było ją wypić, więc zmieniliśmy temat i zaczęli rozmawiać. O wspólnych znajomych operatorach i reżyserach, o obejrzanym niedawno filmie „Pokłosie”, o Zagładzie, o jego dojmujących wspomnieniach z czasów wojny, kiedy jako sześcioletni chłopiec widział żydowskie dzieci zbiegłe z pobliskiego obozu śmierci, i ojca swego kolegi, który nazajutrz odprowadził dwóch chłopców z powrotem do obozu.

Pod koniec spotkania pan Władysław zmienił zdanie. Równie spokojnie jak przedtem NIE, teraz oświadczył TAK, ZGADZAM SIĘ. Wybrał nawet hasło na plakat –  „Mój syn nauczył mnie, jak ważne jest być sobą”.  W podpisie miało widnieć  „Władysław, ojciec geja”.

Dzięki Jego i Twojej Kuba obecności na plakacie przez Polskę przetoczyła się ogromna fala dyskusji. Trafiliśmy z przesłaniem do polskich domów, do rodzin. Swoje własne doświadczenie pan Władysław opisał w jednym jedynym wywiadzie dopiero po kilku miesiącach.

„Zdecydowałem się wyzwolić z tego obsesyjnego myślenia, sieci podejrzliwości. Wiedzą? Nie wiedzą? Udają, że nie wiedzą? A może szepczą za moimi plecami? Kombinowałem, co zrobię, jeśli po nagraniu w radiu albo po próbie w teatrze temat rozmowy zejdzie na przykład na związki partnerskie. Albo jeśli ktoś użyje przy mnie słowa „pedał”. Dam w mordę? Teraz – kiedy Kampania rozwiesiła plakaty z naszym wspólnym zdjęciem – sprawa jest jasna: Władysław Kowalski ma syna geja i jest z niego dumny.”

Panie Władysławie, wyzwalając siebie, pomógł Pan wyzwolić się innym. Rodzice gejów i lesbijek dobrze o tym pamiętają. Pisali do nas na wieść o Pańskim odejściu. Pomógł Pan również dzieciom.

Przedwczoraj w biurze Kampanii Przeciw Homofobii osoby wspominały tę kampanię jako przełom w relacjach z własnymi rodzicami. Ja sama będę pamiętać ciepło, niemalże czułość, z jaką żegnał się Pan ze mną w ostatniej rozmowie telefonicznej, mówiąc mi, że odchodzi. To wtedy dotarło do mnie, jak ważny ów plakat był również dla Pana. Za to wspólne doświadczenie jestem wdzięczna.

slider-11

Mama lesbijki: „Moja córka nie jest chora, zła, zboczona”

– Jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni – mówi Anna, mama Beaty.

Rozmowa z Beatą, lesbijką, i Anną, jej mamą zaangażowaną w działalność Fabryki Równości w Łodzi i Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie.

Artykuł pochodzi z Gazeta Wyborcza Łódź

Estera Flieger: Wasza pierwsza rozmowa o tym, że Beata jest lesbijką. Pamiętacie ją?

Beata: Siedem lat temu, w tym mieszkaniu. Wyjeżdżałam do Warszawy. W piątek dostałam pracę, a w poniedziałek musiałam być już na miejscu. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, był to stresujący moment. Po wszystkim poczułam ulgę. Zrzuciłam z siebie spory ciężar. Mama ucałowała mnie i powiedziała, że wszystko jest w porządku i bardzo mnie kocha. Nie wyrzuciła za drzwi. Zdarza się, zwłaszcza w stosunku do mężczyzn, że rodzina reaguje agresywnie. Wcześniej z rodziny wiedział tylko brat.

Anna: Kiedy studiowała, kręcili się jacyś chłopcy. Ale szybko znikali. Zastanawiałam się, dlaczego? Tego dnia przy obiedzie zaczęłam wiercić córce dziurę w brzuchu. Mówiłam, że warto mieć partnera i pomyśleć o dzieciach. Zaczęła płakać. Pomyślałam, że sprawiłam jej straszną przykrość. Przeprosiłam. Płakała dalej. Przeprosiłam więc po raz drugi. Usłyszałam, że nic nie rozumiem. Przytuliłam córkę. Wtedy mi powiedziała. I wyszła. Zaczęłam szukać informacji w internecie. Czytałam różne rzeczy. Sporo hejtu. I tragiczne historie. Nie rozmawiałyśmy przez kilka dni. Nie wyobrażałam sobie, jak to będzie. Umówiłam się na wizytę u psychologa polecanego przez ówczesny łódzki oddział Kampanii Przeciw Homofobii.

Jak wyglądała wizyta?

Anna: Trzeba było na nią czekać trzy tygodnie. Do tego czasu uspokoiłam się. Poszłam do psychologa tylko po to, żeby potwierdził to, co już sama dobrze wiedziałam. Moja córka nie jest zła, chora, zboczona i przeklęta, ale jest mądra i kochana. Urodziła się z taką orientacją seksualną i nikt tego nie zmieni. Zaraz po tym, w internecie, znalazłam list innej matki z Łodzi, w którym zapraszała rodziców gejów i lesbijek na spotkanie. Pierwsze tego typu wydarzenie w Polsce. Zdecydowałam się. Okazało się, że wzięła w nim udział psycholożka, która znała moją córkę. Beata już wcześniej działała w KPH. Nie mówiła wiele o sobie. Nie znałam więc mojego dziecka. Okres od końca liceum do końca studiów to wyrwa. Nie wiem, czy córka pamięta ten moment, w którym po raz kolejny ją przeprosiłam. Za wypowiedzi, które mogły ją w przeszłości urazić. Nie byłam homofobem. Jestem dobrze nastawiona do ludzi. Ale mogłam kiedyś powiedzieć coś przykrego.

Beata: Nigdy nie czułam urazy. Mama nie miała kontaktu z osobami homoseksualnymi. Opierała się na przekazie medialnym lub plotkach. Mogło to opóźnić mój coming out.

Wróćmy jeszcze do tego momentu. Czy planowałaś powiedzieć mamie wcześniej?

Beata: Nie planowałam tego. Wahałam się. Trudniej było, mieszkając z mamą. Pożegnanie przed wyjazdem było mobilizujące. Nie chciałam też niczego mówić, dopóki kogoś nie poznam. Na studiach dopiero poznawałam siebie. Był okres, kiedy uważałam się za osobę biseksualną. Kiedy dojrzewałam, mało było miejsc, gdzie osoby homoseksualne mogły się spotkać. Może dwa kluby. Miałam tolerancyjne koleżanki, z którymi bardzo dobrze się tam bawiłam. Wśród nich jedną lesbijkę, o czym długo nie wiedziałam. Wyoutowałyśmy się sobie nawzajem, pijąc piwo. Potem zaangażowałam się w działalność KPH.

I mniej więcej wtedy poznałaś Ulę. Opowiedzcie o dniu, w którym przedstawiłaś partnerkę mamie.

Beata: To był kolejny etap. Stresowałam się bardziej od Uli. Ale rozmowa była na luzie.

Anna: Byłyśmy gdzieś na mieście. Chyba na jakimś spotkaniu. Kolejny raz Ula odwiedziła mnie już w domu. Dostałam fiołka, który rośnie do dziś. Dziewczyny mieszkały już wtedy razem. Początkowo nie traktowałam ich jak partnerki, ale trochę jak koleżanki. Szanuję wybory dzieci. Ula jest bardzo fajna, myślę, że się dogadują. O jej mamie mówię, że to teściowa Beaty. Ludzie często pytają mnie o to, która jaką rolę pełni w związku.

I co pani mówi, kiedy pytają o rolę w związku córki?

Anna: Tu nie ma podziału na role. Dziewczyny wstają rano i robią wspólnie śniadanie. Wszystko zresztą robią razem. Zauważyłam, że w takim pytaniu bardzo często chodzi o seks. Zwłaszcza w kontekście związków gejowskich. Ludzie, którzy nie mają kontaktu z osobami homoseksualnymi, tym interesują się najbardziej, szukają „pikantnych szczegółów”. Przeważnie nie obchodzi ich to, jak ktoś naprawdę żyje. To przykre.

Beata: Partnerzy, również w związkach heteroseksualnych, powinni być równi. Nadal przyjmuje się, że mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta siedzi z dziećmi lub że po pracy tylko ona zajmuje się domem. Obserwując związki jednopłciowe, można więc zastanowić się, czy w heteroseksualnych kobieta nie dźwiga zbyt dużego bagażu.

Czy kiedykolwiek towarzyszyła wam myśl „A co ludzie powiedzą”?

Anna: Na początku zastanawiałam się nad tym. Ale dziś mało już mnie to obchodzi. Homofobia siedzi głęboko w nas. Mało jest ludzi całkowicie jej wyzbytych. Nawet część osób homoseksualnych ma ją w sobie.

Jak to?

Anna: To wynika z braku akceptacji własnej orientacji seksualnej, co jest spowodowane homofobiczną reakcją społeczeństwa.

Beata: To autohomofobia. Niektórzy latami nie są w stanie z tym sobie poradzić. Są też tacy, którzy nigdy nie wyjdą z szafy i będą zagłuszać emocje. Największym wyzwaniem jest przyznanie się rodzinie i współpracownikom, bo znajomych zawsze można poznać nowych.

Co przykrego was spotyka na co dzień?

Anna: Wsłuchiwanie się w to, co ludzie mówią na temat osób homoseksualnych. Chodzi przecież o moje dziecko. To, jak mówią, często rani mnie. Dlatego zdecydowałam się na mój coming out w pracy.

Przygotowywała się pani do tego?

Anna: Koordynatorzy KPH w Warszawie zainteresowali się spotkaniami rodziców w Łodzi. Przyjechali do nas i zachęcili do wzięcia udziału w ogólnopolskiej akcji społecznej „Rodzice, odważcie się mówić”. Potem była Akademia Zaangażowanego Rodzica. Jestem tam już od sześciu lat. Świetne zajęcia, dużo się dowiedziałam. I poznałam rodziców, którzy mają te same problemy. Bo kiedy dziecko wychodzi z szafy, to rodzice do niej wchodzą. Muszą to przerobić. Jedni robią to szybko, inni długo.

Pani szybko wyszła z szafy?

Anna: W czym moje dziecko jest gorsze? Na studia dostała się z najlepszym wynikiem. Dobrze ją wychowałam, choć czasem się kłócimy.

Beata: Mama szła jak burza. Nie miałam okazji porozmawiać z rodziną, bo mieszkałam poza Łodzią i nie widywałam się z nią bardzo często. Zrobiła to za mnie. I dobrze wyszło. Kiedy przyjeżdżam na święta, jest czas na odpoczynek, a nie poważne rozmowy przy stole.

Anna: Mamy małą rodzinę. Nie wyobrażałam sobie, że na imieninach czy urodzinach córka miałaby kręcić, kiedy ktoś ją zapyta o życie osobiste. Chciałam uniknąć krępujących sytuacji. Ale najpierw spytałam Beatę o zdanie. Bo wtedy uważała, że osoba homoseksualna nie musi nic o sobie mówić. Dałam jej do zrozumienia, że rodzinie jednak warto powiedzieć.

Jak wyglądały rozmowy z rodziną?

Anna: Umawiałam się na spotkanie. Zawsze byłam przygotowana. Miałam przy sobie materiały, zostawiałam coś do poczytania. Podkreślałam, że orientacja seksualna nie jest kwestią wyboru. Nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją. Nie usłyszałam niczego złego. Choć ktoś mi powiedział, że skoro Beata jest lesbijką, to już nic z tym nie zrobię.

Beata: Okazało się też, że w rodzinie były osoby, które znały lesbijki czy gejów, co ułatwiło sprawę. Nikt wcześniej tym się nie chwalił.

Rodzic osoby homoseksualnej ma więc swój coming out. Również w pracy.

Anna: Porównuje się go do żałoby. Bo umiera nasze wyobrażenie o dziecku. Że weźmie ślub i że pojawią się wnuki. Moja pierwsza rozmowa odbyła się miesiąc po coming oucie Beaty. Musiałam to komuś powiedzieć. Wylałam tyle łez. Minął rok, zanim powiedziałam rodzinie i współpracowniczkom. Akurat był to okres, w którym dużo rozmawiało się o Annie Grodzkiej, bo dostała się do Sejmu. Nasłuchałam się. Broniłam jej, jak mogłam i umiałam. Pomyślałam wtedy, że muszą dowiedzieć się o Beacie. Nie obyło się bez łez. Jedna koleżanka przyznała, że otworzyłam jej oczy i nawet stara się przekazywać podstawowe informacje dalej. Bardzo chciałabym, żeby wszyscy rodzice mogli powiedzieć: „Mam dziecko homoseksualne. Jestem z tego dumna”. Wiele by się zmieniło. W bloku obok, w szkole, kościele, są przecież osoby homoseksualne lub ich rodzice.

Jak to jest być osobą homoseksualną i mamą osoby homoseksualnej w Polsce?

Beata: Nie jest lekko. Boję się przede wszystkim przemocy, choć już mniej niż kiedyś. W zeszłym roku na Paradzie Równości w Warszawie obsługiwałam nawet platformę. Mniej przejmuję się hejtem. Ale polityka i Kościół wciąż źle nastawiają ludzi. Brakuje regulacji prawnych. Nie mogę się czuć w stu procentach bezpieczna i wolna. Trwa wykluczenie. Dlatego z tyłu głowy mam wyjazd za granicę. Nawet na krótko. Właśnie wróciłam z Holandii. Byłam na weselu. Muzułmanie, katolicy i pary homoseksualne bawiły się razem. Wszyscy potrafili ze sobą spokojnie rozmawiać. A co zrobić w Polsce, kiedy jest się zaproszoną na ślub? Pójść z partnerką?

Anna: Poznałam matkę geja z małej miejscowości. Powiedział, że nie będzie w niej mieszkał. Szkołę wybrał w dużym mieście. I już zapowiada, że na studia przeniesie się do większego.

Często się słyszy, że osoby homoseksualne prowadzą nieustabilizowane życie.

Beata: Jesteśmy z Ulą razem siedem lat. W Wielkiej Brytanii wprowadzenie związków partnerskich postulowały partie konserwatywne, dla których uregulowanie tych spraw było równoznaczne ze wzmocnieniem statusu rodziny. U nas wciąż jest to „zagrożenie dla rodziny”.

Anna: Osobom homoseksualnym najczęściej zarzuca się, niesłusznie zresztą, rozwiązłość. Związki partnerskie wiele mogłyby zmienić. Ułatwiłyby parom życie, a antagonistom zamknęłyby usta.

Dlaczego zdecydowały się panie na tę rozmowę?

Anna: Dzięki temu wywiadowi ktoś dowie się, że między innymi w Łodzi spotykają się rodzice osób homoseksualnych. Udzielają wsparcia nowym rodzicom i osobom LGBT. Jest w nas również chęć „adopcji”. Może z nami porozmawiać osoba homoseksualna, która nie ma dobrego kontaktu z rodzicem lub jest przed coming outem. Jest pomoc i wsparcie. Liczę na edukację. Chcę zmieniać sposób myślenia i wykreślić z języka polskiego słowa „skłonności” i „preferencje” w stosunku od osób LGBT. Pierwsze kojarzy się ze skłonnością do słodyczy, alkoholu itp. A drugie sugeruje, że jest jakiś wybór. Słyszy się, że osoby homoseksualne się afiszują. Mówili tak między innymi Ryszard Petru i Lech Wałęsa. Za pieniądze podatników niedawno został zaproszony do Sejmu psycholog, który twierdzi, że homoseksualistów należy leczyć, choć Światowe Towarzystwo Psychologiczne negatywnie opiniuje jego tezy. W Akademii Zaangażowanego Rodzica są osoby, które szybko reagują na takie wypowiedzi czy podobne zdarzenia, pisząc pisma i oświadczenia. Aktywnie angażujemy się we wszystkie działania mające pomóc osobom LGBT.

Beata: – Parę lat temu zastanawiałabym się. Ale jestem w takim momencie, że udzielenie wywiadu nie jest już dla mnie problemem. Może pomogę osobom, które są głęboko w szafie. Zarówno rodzicom, jak i ich dzieciom.

Gdzie szukać wsparcia?

Rodzice osób homoseksualnych mogą skorzystać z pomocy psychologa i skontaktować się z innymi rodzicami, dzwoniąc pod numer 48 669 499 750 lub pisząc pod jeden z adresów mailowych: rodzice@fabrykarownosci.com i rodzice@kph.org.pl. Więcej dowiedzieć mogą się, odwiedzając strony rodzicelgbt.blox.pl i rodzicelgb.wordpress.com.

….

 

Rodzina – BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ

Kiedy prawie rok temu pisałam na tym blogu tekst Druga Malta– nie przypuszczałam, ze dane mi będzie uczestniczyć w takim wydarzeniu:

W dniach 21.-22. lutego br. na Malcie uczestniczyłam w założycielskiej konferencji Europejskiej Sieci Rodziców osób LGBTI+ (ENP – European Network of Parents of LGBTI+ People) pod hasłem „Rodzina -BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ”.

Nowa organizacja ma mieć charakter ekspercki i wspomagać lokalne grupy rodziców w walce o równe prawa ich dzieci dostarczając sprawdzone autoryzowane dane oraz rekomendacje.

Na założycielską konferencję przyjechali rodzice z 15 krajów Europy i przedstawili różnorodną sytuację prawną w swoich krajach. W niektórych – jak w Polsce – braki prawne obejmują prawie wszystkie kwestie. W innych, mimo regulacji prawnych, ciągle jeszcze prawo nie zawsze jest respektowane i zdarzają się przestępstwa na tle homo- i transfobicznym.

I są jeszcze liderzy – tacy jak Malta. Ich organizacja katolickich Rodziców powstała z inspiracji Siostry Jeannine Gramick, która odwiedziła Maltę w 2008 roku.

Występująca na konferencji Pani Ministra Helena Dalli, z Ministerstwa ds. Dialogu Społecznego, Zasad Konsumenckich i Swobót Cywilnych od lat wspierała organizację Rodziców.

Jej zdaniem „„…..Politycy powinni kształtować opinię publiczną w tematach swobód cywilnych, w tym w zrównaniu praw osób LGBTQI, nie pozostawiając ich, aby na niesprawdzonych podstawach kształtowały się same .(…). Malta może służyć przykładem –  że w kraju, który nie wyglądał na taki, w którym mogą zajść radyklane zmiany, jest to możliwe”.

W Konferencji wzięły też udział maltańskie eurodeputowane z różnych partii: Eurodeputowana z Labour Party – Dr Miriam Dalli oraz Eurodeputowana z Nationalist Party – Dr Roberta Metsola

Obydwie Panie z dwóch różnych partii wspierają zrównanie praw dla osób LGBTI+ z różnych względów- ze względu na zrównanie praw w ramach swobód obywatelskich, a także – ponieważ to służy rodzinie i podtrzymywaniu w niej dobrych relacji.

Wester Meijdam z LGBTI unit DG Justice w Komisji Europejskiej przedstawił tabele i wykresy Eurostatu wykazując, jak zmieniła się opinia społeczna w poszczególnych krajach na przestrzeni lat.

 

Dr Neil Falzon, prawnik z European Studies University of Malta przypomniał, że prawa człowieka są czymś więcej niż zakazy czy nakazy populistycznych władz.

 

Najbardziej ujął mnie liczny udział księży – zarówno z wykładami teologicznymi, jak i gościnnością i życzeniami i wsparciem dla organizacji rodziców osób LGBTI+ na dobry początek.

 

Księża Kościoła Katolickiego na Malcie całym sercem wspierają antydyskryminacyjne prawo i zrównanie praw dla osób LGBTI+, bo są za dobrem i więzami Rodziny, przeciw uprzedzeniom, wykluczeniom, odtrąceniom, poniżaniu i tragediom.

 

I ja tam byłam…

 

Wierzę, że dzięki wsparciu ENP uda się nam – rodzicom w Polsce – skuteczniej zawalczyć o równe prawa naszych dzieci.

Ruszyła rekrutacja do Akademii Zaangażowanego Rodzica – zgłoś się!

8 kwietnia rozpocznie się kolejna edycja Akademii Zaangażowanego Rodzica – cyklu bezpłatnych weekendowych warsztatów skierowanych do rodziców osób LGBT. Jeżeli jesteś mamą lub ojcem lesbijki, geja, osoby biseksualnej lub transpłciowej  i zależy Ci na tym, aby poszerzyć swoją wiedzę w obszarach związanych z orientacją psychoseksualną i tożsamością płciową oraz nabrać swobody w rozmawianiu na te tematy, to Akademia jest dla Ciebie. Rekrutacja trwa do 21 marca. 

Więcej na  https://kph.org.pl/azr-rekrutacja-2017/

oraz post na FB :  https://pl-pl.facebook.com/lgbt.kph/

Rodzice – zgłoście się!

Dzieci – powiadomcie swoich Rodziców!

Życzenia urodzinowe

Siedziałam na babskim spotkaniu i właśnie omawiałyśmy co kogo i gdzie strzyka jak zadzwonił telefon. Odruchowo odebrałam choć zwykle sprawdzam czy znajomy numer. No nie był znajomy więc głosem zołzy – specjalnie zarezerwowanym dla telemarkietingowców potwierdziłam , że ja to ja. Ale kto mówi?!
Z jednej strony klekoczą koleżanki emerytki z drugiej jestem głucha a w słuchawce szumy. Przyjaciel?, jaki przyjaciel? Jasia?
Nie znam przyjaciół Jasia, ukrywa ich przedemną, Krzyś- jaki Krzyś?
Byłeś u mnie w domu?, no nareszcie wiem kto zacz i szybko zmieniam ton na bardzo uprzejmy. W słuchawce szumi, on coś mówi, wydaje mi się, że nie rozumiem. Powtórz! powiedz to jeszcze raz, mów, mów, mów. – Dziękuje pani za urodzenie i wychowanie tak wspaniałego syna (to był dzień jego urodzin), jest wspaniałym przyjacielem i człowiekiem.- czy ja naprawdę dobrze słyszę?
To ja stara cholera powiedziałam mojemu kochanemu dziecku, że mi zrujnował życie jak mi oświadczył, że jest gejem a tu takie życzenia.
Worek pokutny na głowę i żebrać o przebaczenie!

Przekażmy sobie znak pokoju

Nieczęsto uczestniczę w uroczystościach o charakterze religijnym, ale celebra przekazywania sobie znaku pokoju jest mi oczywiście znana.  Łamie ona anonimowość  uczestników mszy, pozwala nawiązać kontakt wzrokowy, niektórzy bardzo się angażują podając sobie ręce nawet z daleko siedzącym wiernym. Za pomocą tego gestu przez chwilę przestajemy się koncentrować na kapłanie celebrującym nabożeństwo a wchodzimy w relację w innymi modlącymi się. I dalej byłoby tak pięknie, gdyby Kampania przeciw Homofobii nie odwołała się do tego elementu nabożeństwa w kościele katolickim.  Dwie splecione w powitaniu dłonie, jedna z symboliczną tęczową bransoletką a druga z różańcem. Niby niewinne. A w następną niedzielę po pojawieniu się kampanii w Internecie polskie świątynie zadrżały, zamarły z oburzenia, krzyczały i wskazały wiernym, za pomocą listu, właściwą drogę. Ten list ktoś napisał. Jakiś człowiek napisał, pod dyktando, może samodzielnie, nieważne, zasiał pogardę. Podpisało się trzech hierarchów. Mam nadzieję, że autor listu, który został wiernym odczytany, przyjrzał się kampanii społecznej, obejrzał film, wysłuchał ludzi, którzy mówią o swojej wierze. Czegokolwiek w tym liście nie napisał, mam nadzieję, że rzetelnie film obejrzał i przeanalizował. Chciałabym wierzyć, że się nie zgadza z tym co napisał, tylko musi służyć. Wynika z tego, że jestem człowiekiem głębokiej wiary. Tak, wierzę w możliwości analityczne człowieka i możliwości podjęcia próby zrozumienia świata wokół siebie. Dzisiejszy świat nie wymaga od nas współczucia w znaczeniu litości, wymaga od nas współodczuwania. Równoważyć chcemy serce i rozum, i z wyboru „nie robić bliźniemu swemu tego, co nam niemiłe”. Dlaczego więc robimy? Dlaczego koncentrujemy się na symbolach a nie na człowieku? Dlaczego różaniec w ręku geja oburza, a różaniec w ręku kłamcy nie oburza? Dlaczego symbol Polski Walczącej nie oburza na koszulce rasisty, seksisty i homofoba/odpowiednio rasistki, seksistki i homofobki/ a jako symbol Czarnego Protestu już tak? Często słyszę „ bo ja mam konserwatywne poglądy” z czego, w mniemaniu właściciela poglądów, wynika że tylko jego rozumienie i używanie symboli jest właściwe i daje mu prawo do „nierozwoju”. Mówimy o fali hejtu a powinniśmy mówić głośno  o nienawiści  i wykluczeniu. Hejt jest stylistycznie za słaby i nie pokazuje tej wielkiej siły pogardy. A takie listy czytane na mszach – pokazują. Kampania społeczna Przekażmy sobie znak pokoju niedawno zorganizowana przez KPH ma głębokie i wielopłaszczyznowe przesłanie. Wskazuje jak wieloraka jest wiara, wiara w człowieka, wiara w Boga, wiara w człowieka i w Boga. Wiara dojrzewa, ewoluuje, słabnie i wzmacnia się. Żywa wiara reaguje na bodźce z otaczającego świata. I to jest znak pokoju, który ja chciałabym przekazać, a jestem po stronie tęczowej bransoletki.