I można NORMALNIE!!!

 

Byłam w dziwnym miejscu. W dziwnym dla mnie, bo przyjechałam z Polski. Byłam na ślubie dwóch dziewczyn (jakby ktoś miał wątpliwości, to dziewczyny brały ślub ze sobą) w Stanach Zjednoczonych.  Właściwie wiedziałam, że uroczystość będzie inna, ale nie wiedziałam, co to znaczy. W głowie miałam wyobrażenia z książek i filmów, w pamięci szukałam wspomnień z innych ślubów. Dziewczyny są różnonarodowe, polsko-amerykańskie, przypuszczałam, że może to rodzić zaskakujące sytuacje. Czekałam. W niepokoju. Ślubem zarządzały koordynatorki i kierowały gości na różne poziomy hotelu, w którym odbywała się uroczystość. Na dziesiątym piętrze, na pięknym tarasie zgromadziło się blisko 100 osób i wszyscy oczekiwali o 17.00 na panny młode. W pierwszej chwili pomyślałam, że spotkanie jest zbyt wyreżyserowane, bo podano rozkład godzinowy, wyraźny był „plan działań”, ale przecież u nas wygląda to tak samo, tylko że wykonujemy te czynności mechaniczne. Plan działań jest oczywisty/ kościół lub urząd, a dalej dom weselny. W tym względzie żadnej różnicy nie ma. Punktualnie przyszedł pastor, który uroczystość zaślubin celebrował.  Mówił dużo i wesoło. I o miłości i o Bogu. Ale nastrój był bardzo podniosły. W kolejności na „scenę  działań ślubnych” wchodzili wszyscy bohaterowie wieczoru. Najpierw matki, piękne i uśmiechnięte. Potem druhny w eleganckich,  jednakowych sukniach, następnie ojcowie wprowadzili panny młode. Amerykańskim zwyczajem oblubienice składały przysięgę wygłaszając  napisane przez siebie mowy.  Ja widziałam przede wszystkim miłość. Wszystko było piękne i  wzruszające.  Po części oficjalnej gości „skierowano na drinka”, a panny młode, rodzice i druhny poszli na plażę zrobić plenerowe zdjęcia.  Podczas sesji  obcy ludzie podchodzili i gratulowali „zamążpójścia”, życzyli powodzenia. Było to bardzo ważne dla polskich rodziców, którzy z ogromnym niepokojem przyjmowali ten obcy świat.  Po sesji i drinku wszyscy wrócili na taras i podano poczęstunek i rozpoczęły się tańce, które trwały nieprzerwanie do końca przyjęcia. W nocy,  w szpalerze zimnych ogni  dziewczyny  pożegnały się  i opuściły gości. I co, byłam na normalnym przyjęciu.  Para młoda piękna, uroczystość doniosła, tańce znakomite. Ziemia się nie rozstąpiła, wody Oceanu Atlantyckiego nas nie zalały, diabły rogate po nas nie przyszły. I można NORMALNIE!!!

Dorlle

PS z tym „pójściem za mąż” i „ożenkiem”, musimy się po polsku, językowo uporać, ponieważ te formy mają wpisaną heteronormę.  Można pójść za mężem, który jest bardzo mężny lub „otoczyć się żoną”.

Musimy nad tym popracować lub po prostu Just married Czytaj dalej

Reklamy

Geje do filmu!

W sieci natknąłem się na artykuł: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/w-polskich-reklamach-brakuje-homoseksualistow-bo-firmy-obawiaja-sie-naruszyc-tradycje-i-stereotypy. Ciekawe, ale przykre spostrzeżenia: w polskiej reklamie osoby homoseksualne nie istnieją. A przecież reklama, czy tego chcemy czy nie, mocno kształtuje nasze postrzeganie świata. Nie trzeba być znawcą tematu, żeby zauważyć, że każde wprowadzenie na rynek nowego produktu poprzedzone jest intensywna kampanią reklamową. Przy czym słowo „produkt” traktuję dosyć dowolnie. Mam na myśli nie tylko towary na półce sklepowej, ale także nowe trendy lub  idee. A przecież tolerancja jest dla mnie jedną z najważniejszych idei.  Trendem może być np. widzialność w przestrzeni publicznej osób nieheteronormatywnych. Bo takie osoby oczywiście są wśród nas, ale nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać. Dlaczego? A dlatego, że jeśli gej lub lesbijka występują samodzielnie w przestrzeni publicznej, to niczym nie różnią się od heteryka. Stąd mój apel: pokazujmy tęczowe pary. Bo wtedy mówimy otwartym tekstem. Apel kieruję do szeroko rozumianego środowiska medialnego: pokazujcie pary inne niż heteroseksualne. Nie koniecznie tylko homoseksualne, ale też np. wolne związki. Oburzamy się na konserwatywne (czytaj: skostniałe) poglądy znacznej części społeczeństwa i agresywny dyktat „jedynie słusznego wzorca rodziny”. A kto z rzekomo tolerancyjnego środowiska filmowego odważy się umieścić w scenariuszu filmu lub reklamy jawnego geja? Nie mam racji? Niech alibi nie będą głośnie ostatnio polskie filmu filmy „W imię…” czy „Płynące wieżowce”. Według mnie motyw homo w tym filmach jest zdeformowany poprzez martyrologiczne podejście twórców do tematu. Czy moja opinia jest odosobniona?

Ostatnio obejrzałem dwa dosyć stare filmy, nie-polskie, z początku lat 90-tych. Jednym z nich jest „Cztery wesela i pogrzeb”, a drugi to jeden z odcinków bodajże drugiej serii „Przystanku Alaska”. Łączy te filmy to, że pojawiają się tam wśród głównych bohaterów związki dwóch mężczyzn. I to nie w martyrologicznym klimacie jak we wspomnianych polskich produkcjach, ale tak normalne życiowo. Nikt tam nie robi aj-waj z tego, że w pobliżu żyje para nie-hetero. Scenarzysta po prostu gejów wprowadza do scenariusza i oni tam są na równych prawach! Przypominam, filmy są sprzed 25 lat! Tak więc wołam do  polskich twórców: do dzieła, wprowadzajcie gejów, lesbijki, osoby trans na ekrany! Bez tego związki LGBT nadal nie będą widoczne. Niech geje będą nie tylko bohaterem podobnym do wiecznie cierpiącego mickiewiczowskiego Konrada, jak to jest dotychczas w polskich filmach, ale niech będą np. członkiem gangu (w kryminale), zwariowanym wujkiem (w komedii romantycznej), analitykiem wywiadu (w filmie szpiegowskim) albo panem od wu-efu (w kinie familijnym). Obiecuję kupić bilet do kina!

P.S. Kto nie widział, niech obejrzy pierwszy odcinek „Prokuratora”. Pachnący nowością wyjątek od reguły. Coś takiego marzy mi się na co dzień…

Gala KPH Ramię w ramię po równość

10 września miała miejsce Gala KPH Ramię w ramię po równość koronując kolejny rok akcji Sojuszników osób LGBT pod tym tytułem. Jednocześnie na Gali przeprowadzono inną akcję – zbiórkę funduszy dla uchodźców.

Galę poprowadziła Paulina Młynarska.

Na oprawę muzyczną złożyły się występy chwytającego za serce chóru LGBTQ Voces Gaudiae, zniewalającej urokiem grupy smyczkowej Ladies String Quartet oraz Małgorzaty Ostrowskiej – Lady o niespożytych siłach.

Tradycyjnie już wystąpili Goście z ruchu sojuszniczego w Nederlandach i Flandrii, którym ciągle jeszcze możemy zazdrościć.

Na sali poza członkami i sympatykami KPH oraz członkami organizacji zaprzyjaźnionych można było spotkać wielu znamienitych gości.

Przyznawaną po raz pierwszy nagrodę Sojusznika Roku otrzymał mocny Facet o czułym sercu Dariusz Michalczewski.

Licznie przybyli rodzice LGBT zajęli pierwsze ławki tuż przy scenie.

Panel dyskusyjny poprowadził Tomasz Raczek, a wzięli w nim udział Dorota Zawadzka, Michał Piróg, Czesław Mozil i ja. Rozmówcy próbowali odpowiedzieć na pytanie, co można zrobić, aby lepiej przysłużyć się środowisku LGBTQI.

To mój drugi udział w Gali. Początkowo zaskoczyło mnie, że mimo wystąpienia na żywo z osobami obytymi z mikrofonem i sceną w ogóle nie odczuwam tremy. I zdałam sobie sprawę, ze po prostu dobrze się czuję – w tym miejscu i pośród tylu znajomych i życzliwych osób, że czuję się na miejscu.

Zdałam też sobie sprawę, że zarówno osoby LGBTQI, jak i Sojusznicy mają odmienne odczucia odnośnie gradacji problemów, które należy rozwiązać, a także metod, których należy w tym celu użyć. I że nie ma w tym nic dziwnego.

Niech każdy robi swoje. Niech się dzieje. Nadchodzą być może trudniejsze czasy, w których opór przed zmianami polskiej materii będzie większy. Trudno. Jednakże kierunek jest wytyczony jasno i trzeba w nim zmierzać wszystkim możliwymi drogami.

Na Gali byli też Rodzice ze Stowarzyszenia Akceptacja i wręczyli mi książkę, o której napiszę następnym razem.

Wiara i nadzieja

Wczoraj w siedzibie Lambdy uczestniczyłam w spotkaniu z brytyjskim działaczem katolickim i aktywistą LGBT Martinem Pendergastem ( zachęcem do zapoznania się z info nt. samego Gościa  http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4Ojg2OTVjOTVhZWU3Y2VkYQ i organizacji katolików LGBT w diecezji Westminster http://docs.google.com/viewer?a=v&pid=sites&srcid=ZGVmYXVsdGRvbWFpbnx3aWFyYXRlY3phfGd4OmM4MTAxMDI1MTRlOTg2 ), które poprowadził Patryk Chilewicz, zastępca redaktora naczelnego magazynu „PRIDE”.

Gość opowiedział o historii zmian na korzyść osób LGBT w UK. W latach 1954-1957 miały miejsce zmiany prawne prowadzące do dekryminalizacji homoseksualnych mężczyzn ( jak twierdziła królowa Wiktoria – takie okropności nie mogłyby przecież dotyczyć kobiet). Dekryminalizacja postulowana była przez hierarchów największych kościołów – anglikańskiego i rzymsko-katolickiego.

Przez kolejne lata wprowadzane były zmiany prawne dotyczące dopuszczalnego wieku, w którym prawnie dozwolone są kontakty seksualne.

Wielka Brytania mimo iż należała do twórców Karty Praw Człowieka, jako państwo podpisała ją i przyjęła do brytyjskiego prawa dopiero w roku 1998. Fakt ten wzbudził sprzeciw u mniejszości religijnych, które próbowały wymóc na parlamencie ustawy mówiące, że ich nie dotyczą pojedyncze artykuły z Karty – ale Parlament się nie zgodził. W pierwszej dekadzie nowego millennium prawo brytyjskie zmieniło się w kwestii możliwości rejestracji związków partnerskich, a potem zawierania małżeństw jednopłciowych. Gdy małżeństwa były już możliwe, rząd chciał zlikwidować związki partnerskie proponując, aby osoby będące w związkach niejako automatycznie nabywały prawa małżeńskie ( wystarczy ich deklaracja), ale między innymi Kościół Katolicki (2014) był przeciwny takim zmianom twierdząc, że lepszy taki związek niż żaden, a wiele osób i tak nie chce małżeństwa uważając, że jest to patriarchalny przeżytek.

Na pytanie Prowadzącego o to, jak w UK wygląda sprawa działań poszczególnych księży względem osób LGBT, w tym działań homofobicznych, Gość odpowiedział, że już w 1979 roku został wystosowany list biskupów do wszystkich księży w sprawie posługi względem osób LGBT i ich rodzin i większość się do niego stosuje. Ogólnie większość księży w Anglii, Walii i Szkocji, a najmniej w Irlandii – jest za postępowym prawem.

W 2000 roku Watykan wystosował list do biskupów świata, aby sprzeciwiali się związkom jednopłciowym.

Gość zapytany, jak radzi nam postępować z homofobicznymi zachowaniami kapłanów, odpowiedział, że nie przyjechał tu po to, aby dawać komukolwiek rady, jedynie dzielić się swym doświadczeniem. Jednocześnie wspomniał o uczestnictwie w spotkaniu z abp. metropolitą warszawskim K. Nyczem i innymi dwoma hierarchami KK w Polsce i o tym, jak robiły im się duuuże oczy, gdy usłyszeli, że TAKIE RZECZY dzieją się  w Kościele Katolickim na świecie ws. osób LGBT – bo o tym najwyraźniej nie wiedzieli.

Gość zauważył, że trzeba szukać sprzymierzeńców, że często można ich znaleźć tam, gdzie się ich w ogóle nie spodziewamy i że z pewnością są tacy w Kościele w Polsce – i jest to m. in. zadanie dla rodziców.

W ostatnich latach księża w UK napisali list otwarty nawołujący do powrotu do „tradycji”. List ten podpisało 460 z 6000 duszpasterzy brytyjskich.

Gość został również zapytany, czy uważa, że zmiany ws. osób LGBT, o których mowa za Papieża Franciszka, są jedynie wizerunkowo – PR-owe.  Gość zamilkł, uśmiechnął się i odpowiedział, że dobrze zna KK w Ameryce Łacińskiej, skąd pochodzi obecny Papież. Ponadto jest on jezuitą. Zdarzały się w przeszłości zmiany wprowadzane przez jednego papieża, które następca mógł szybko cofnąć. Jednakże jezuici są arcymistrzami strategii długofalowej i zmiany, jakie szykuje Papież Franciszek, są z pewnością takiej natury. Ostatnio Papież przyjął transpłciowego mężczyznę z jego narzeczoną, którzy zostali wykluczeni ze swojej lokalnej wspólnoty katolickiej.

Gość odpowiadał również na pytania dotyczące jego wcześniejszej działalności na rzecz osób z AIDS (rozpoczętej jeszcze w latach 70-tych, gdy nie było żadnych leków), a także współcześnie. Powiedział m. in., że w UK obecnie do grup szczególnego ryzyka należą młodzi geje, którzy uważają, że jak współżyją z młodymi ( poniżej 30tki), to nie mogą się przecież zarazić.

Sprawa edukacji seksualnej w szkołach nadal nie wygląda różowo. (GB przoduje w liczbie nieletnich ciężarnych). Obecnie dwie partie ( laburzyści i liberałowie) mają uchwalenie stosownej ustawy wprowadzającej obowiązkową edukację seksualną w szkołach w swoich priorytetach przedwyborczych.

Pan Martin Pendergast przygotowuje materiały dotyczące dekryminalizacji homoseksualizmu w świecie, w szczególności w krajach katolickich, jak również materiały dotyczące związków jednopłciowych i kwestii rodziny na zbliżającą się sesję Synodu Biskupów w Rzymie w październiku 2015.

Muszę przyznać, że spotkanie bardzo mnie podbudowało. Zauważę, że w Polsce wpływy KK są znacznie większe niż gdziekolwiek i wpłyniecie na Kościół może przynieść więcej pożytku i  szybciej spowodować zmiany w nastawieniu społeczeństwa niż wpływanie na media (tj. niewykształconych sensatów prowadzących audycje w mediach).

Głos Kuby – o mediach….

Tym razem na naszym blogu zagości nowy autor. Kubę poznałem kilka miesięcy temu, mieliśmy okazję spotkać się kilka razy. Podczas jednego z tych spotkań rozmawialiśmy o mediach i zmianach w postrzeganiu środowiska LGBT. Poniżej w całości tekst Kuby.

Wszyscy zgodzimy się, że współcześnie na kształtowanie opinii o otaczającym nas świecie największy wpływ mają wszechobecne media. Rodzina, przyjaciele, szkoła, wspólnota religijna to środowiska, których rola w tworzeniu światopoglądu także jest istotna, jednak w związku z przemianami cywilizacyjnymi maleje. Pragnę zastanowić się, jaki obraz środowisk LGBT wyłania się z analizy ostatnich relacji w środkach masowego przekazu (głównie wydania internetowe prasy). Zaznaczam, że nie sięgam do artykułów naukowych, ani typowej prasy kolorowej, nastawionej na tanią sensację, a opiniotwórczych dzienników i tygodników. Nie jest moim celem analiza poszczególnych artykułów, a jedynie wyrażenie ogólnej refleksji wyłaniającej się po lekturze kilkunastu tekstów.

Na początku należy zaznaczyć, że wszelkie przekazy dotyczące LGBT są na ogół jałowe, nieoparte na badaniach, teoriach potwierdzonych naukowo, a odnoszą się do powszechnych schematycznych twierdzeń oraz opinii. Dotyczy to zarówno prasy katolickiej, artykułów w „neutralnych” pismach oraz kojarzonych z lewą stroną sceny politycznej. Redaktorzy przerzucają się od lat powielanymi stereotypami, używają sloganów (np. „homoseksualizm jako polityczna nadbudowa”, „agresywne lobby homoseksualne”) nie tłumacząc, co mają na myśli.

Wśród tematów można zauważyć kilka dominujących. Nie tak dawne dyskusje o istocie „genderyzmu” (pojęcie to odmieniano przez wszystkie przypadki i formy), które pokazały ignorancję i zwykłe nieuctwo wielu wypowiadających się na ten temat, skąd inąd szanowanych osób, nieco przycichły. „Na topie” wciąż pozostaje osoba nowego prezydenta Słupska – Roberta Biedronia (jego wybór wciąż komentowany na świecie pokazuje, jak bardzo pokutuje homofoniczny obraz polskiego społeczeństwa), powraca temat warszawskiej tęczy jako części kulturowej walki o prawa homoseksualistów (to jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce kulturowych symboli ostatnich lat).

Inne artykuły poświęcone są „rodzimemu piekiełku”, czyli wypowiedziom polityków i hierarchów kościelnych (ks. Oko, arcybp. Pieronek) na temat środowisk LGBT. Co ważne, najczęściej pojawia się słowo „homoseksualizm”, pod którym osoby wypowiadające się kryją wszelkie formy odmienności od heteroseksualnego wzorca i podziału na męską i żeńską seksualność. Ciekawe, że wiele mówi się też o zmianach prawnej sytuacji  gejów i lesbijek na świecie. Są to zarówno teksty akceptujące kierunek liberalnych zmian, jak i bijące na alarm artykuły o „antykulturowej i antynaturalnej fali”, która zaleje wkrótce Polskę.

Nic dziwnego, że spłycony przez media obraz ludzi LGBT i ich prawdziwych problemów powoduje, że społeczeństwo polskie traktuje te kwestie stereotypowo. Powszechne jest przekonanie, że homoseksualizm wynika ze swoistej mody kreowanej przez media (także w środowisku osób wykształconych). Jak pisze Błażej Warkocki, autor publikacji o przemianie podejścia do homoseksualizmu w polskiej kulturze na początku XXI wieku „samo straszne słowo »homoseksualizm« ze słowa tabu zamieniło się w gadżet telewizyjnych programów śniadaniowych”. Rozumiem, że brak naukowych dowodów na biologiczne źródła odmienności płciowej każe szukać ich w kulturze, jednak twierdzenia o modzie na bycie gejem czy lesbijką to bezmyślność. Myślę, że osoby, które wypowiadają takie zdanie nie zastanowiły się nad tym, z jakimi problemami spotykają się na co dzień osoby LGBT. I nie chodzi mi o tak silnie w mediach nagłośnioną walkę o prawa gejów i lesbijek (m. in. do związków partnerskich, informacji medycznej, dziedziczenia), ale o kwestie związane z akceptacją we własnym środowisku, powszechną tolerancją, prawem do „bycia sobą”.

W ostatnich lata stosunek do środowisk LGBT zmienił się w sposób istotny, i to na lepsze. Kropla drąży skałę i coraz więcej osób ma świadomość, że geje oraz lesbijki żyją wśród nich i nie są „odmieńcami”. Sprawiły to między innymi media, nawet te homofobiczne, które zażarcie odmawiają praw osobom o odmiennej orientacji płciowej. Istotniejsze jednak, według mnie jest to, że coraz więcej osób o „orientacji homo” wychodzi z ukrycia i zaczyna mówić o sobie w rodzinach, wśród przyjaciół i zaufanych kolegów. To najlepsza recepta na nietolerancję i niezrozumienie wciąż obecne w polskim społeczeństwie.

Nie jesteśmy sami

Dzisiaj w TVP 2 w porannym paśmie telewizyjnym po raz kolejny zaproszono do studia mamę geja z synem. Pięknie opowiadali o swoim coming-oucie. Szkoda, że tak krótko… . Miło było popatrzeć, bo okazuje się, że rodzice dzieci LGBT zaczynają wychodzić z szafy! Brawo odważna rodzino!!! Kto chce zobaczyć, niech poszuka na stronach TVP …

Telewizja przygotowała się i zrobiła króciutki wstęp. Szkoda , że z okropnym błędem, bo ze dwa razy w materiale padło stwierdzenie, że „dziecko wybrało sobie orientację”. Ludzie, orientacji się nie wybiera, z tym się rodzimy! Jeśli jesteś heteroseksualny, to czy słyszałeś kiedyś pytanie: „ kiedy zdecydowałeś, że będziesz heteroseksualny”?

KIlimandżaro

Nastrój trochę poświąteczny, więc może dla odmiany dzisiaj luźniejszy temat. W święta, przypomniało mi się, że niedawno usłyszałem w radio reportaż, z którego dowiedziałem się, że grupa ok. 40 polskich parlamentarzystów zorganizowała wyprawę na Kilimandżaro. Na początku słuchania  audycji pomyślałem: „takim to dobrze, nie dość, że na co dzień żyją z naszych podatków i nie szanują tego, to dodatkowo  wymyślają sobie wyprawy na drugi koniec świata”. Ale reportaż trwał i w dalszej części usłyszałem banalne: „było ciężko”, „poznaliśmy się i bardziej zintegrowaliśmy”, „niesamowite przeżycie” i tym podobne ble-ble.

Po chwili z ust Pani Posłanki usłyszałem: „pojechaliśmy do Afryki,  żeby pomóc osobom chorym”. Po chwili Pan Senator dodał: „chcieliśmy zwrócić uwagę na działalność kilku stowarzyszeń i fundacji, które niosą pomoc chorym”. Pomyślałem sobie: „nieźle – każdy może dorobić sobie ideologię do swoich egzotycznych podróży”. Potem ble-ble płynęło z głośnika dalej i Ważne Panie i Panowie opowiadali, jaki to dobry uczynek zrobili podczas wędrówki na Kilimandżaro. Swoją drogą, to ciekawe co powiedziałaby moja żona, gdybym po nocnej wyprawie z kumplami na popijawę, rano na wielkim kacu i z bolącą głową tłumaczyłbym się: „Kochanie – to wszystko po to, aby poczuć więź z osobami cierpiącymi z powodu przewlekłej choroby”.

Dalsza część wypowiedzi trzymała się tonacji ble-ble i poświęcona była zwróceniu uwagi na potrzeby osób chorych: że cierpią, że opieka zdrowotna kuleje, że szpitale niedofinansowane, że profilaktyka zdrowotna słaba. Nic nowego nie dowiedziałem się z reportażu, nie wiem na jakie organizacje chcieli zwrócić uwagę Wybrańcy Narodu z ul.Wiejskiej. Ale zapamiętałem główne przesłanie: „jednoczymy się wokół pomagania osobom chorym”.

No dobrze, dosyć o ble-reportażu. Pewnie zadajesz sobie pytanie, co ja tu wypisuję o posłach wchodzących na Kilimandżaro? Otóż piszę dlatego, że zamarzyło mi się, aby usłyszeć o akcji parlamentarzystów, dzięki której chcą zwrócić uwagę na nietolerancję lub homofobię.

Mrzonka? No cóż – być może. Nasi Wybrańcy Narodu w swoich planach zmiany świata na lepszy, chyba nie za bardzo wiedzą, co się w narodzie dzieje. Niektórzy uważają, że istnienie gejów i lesbijek to chwilowa moda, inni co prawda głoszą, że akceptują, ale nie uważają za konieczne, aby wyrównać ich prawa. Nieliczni, którzy znają wagę problemu, są marginalizowani przez Większość. Czekam więc cierpliwie, aż grupa posłów wystąpi z jakąś medialną inicjatywą, w której wyraźnie opowie się przeciw homofobii.  Aby poprzeć postulaty środowisk LGBT, nie musi wcale  jechać na Kilimandżaro, wystarczy jakaś bliższa górka…